Traktorami po rozum, czyli jak ci sami ludzie od lat myślą, że Europa jest ich – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Traktorami po rozum, czyli jak ci sami ludzie od lat myślą, że Europa jest ich

Ze względu na wydarzenia w Europie, a konkretnie przez podpisanie aktu poddania państwom Mercosur unijnego rolnictwa, zacząłem rozmawiać z przedstawicielami grupy zawodowej, stającej cały czas oko w oko z wizją swojego upadku. Takiego upadku bez patosu, raczej w rytmie urzędniczego stempla i konferencji prasowej, na której nikt nie wie, co podpisano, ale wszyscy są zadowoleni z dialogu.

Rozmawiałem z polskimi i irlandzkimi rolnikami, bo to ludzie, którzy nie potrzebują prezentować się na tle, żeby zrozumieć, że ktoś właśnie grzebie im w ziemi. Chciałem się przekonać, jakie są ich opinie i czy rzeczywiście tak bardzo obawiają się konkurencji z Ameryki Południowej, czy może to kolejny medialny straszak, a który część polityków rozdmuchuje, by przykryć własną bezradność.

Wciąż nie jestem pewien, czy to tylko obawa o utratę swoich gospodarstw, czy raczej instynkt samozachowawczy ludzi, którzy widzą, że ktoś im właśnie podkłada ogień pod stodołę, a potem pyta, czy są za zieloną transformacją. Złość z całą pewnością przewija się przez wszystkie wypowiedzi, jak refren starej, wiejskiej przyśpiewki, tylko słowa nie nadają się do radia, a tym bardziej do cytowania. Większość tych zdań powinna zostać zamknięta w sejfie obok akt Komisji Europejskiej, ale sens był jeden, czyli jakby tylko mogli, rozjechaliby polityczną wierchuszkę Unii Europejskiej traktorami, a truchła rzucili wilkom na pożarcie. I nie byłaby to metafora, a raczej instrukcja obsługi gniewu, który dojrzewa latami, podlewany jest obietnicami, nawożony konsultacjami społecznymi i koszony co cztery lata kampanią wyborczą.

Wtedy pomyślałem sobie, że rolnicy, i to chyba w całej Europie, są jedynymi ludźmi, którzy od początku do końca mogą pomóc zarówno sobie, jak i nam – reszcie obywateli, karmionych polityczną papką bez składu i wartości odżywczych. Co ważne, są świetnie zorientowani w przepisach, znają dużą część umowy z Mercosur, a może nawet wiedzą o niej więcej niż nasz minister, który z rozbrajającą szczerością przyznał, że papierów w ogóle nie czytał. Minister nie czytał, ale podpisał. Można więc uznać, że to nowa europejska szkoła administracji: nie myśleć, nie analizować, tylko ufać, że ktoś mądrzejszy zrobił to za nas. Problem w tym, że tym „mądrzejszym” też się nie chciało czytać, bo akurat mieli lunch.

Te moje rozmowy podsunęły mi jednak pewną myśl, że rolnicy są ludźmi, którzy przywróciliby ład i porządek nie tylko w Polsce oraz Irlandii, ale w całej Europie. Ich prostolinijność, brutalnie szczera i pozbawiona dyplomatycznego lukru, a jednocześnie łatwość prostowania zawiłości jest tym, co rasowym politykom nawet nie przyjdzie na myśl. Polityk krąży wokół tematu jak kot wokół gorącej kaszy, mówi dużo, ale nic konkretnego, a jak już przypadkiem powie prawdę, to przez pomyłkę i natychmiast się z niej tłumaczy. Rolnik mówi za to, że się nie spina, to jest głupie, to nas zniszczy i idzie orać pole, bo wie, że rzeczywistość nie czeka na kolejną konferencję prasową albo kontrargument konkurenta politycznego.

To teraz do brzegu, bo połączenie wielu cech, jakie zauważyłem u rolników, dało mi nadzieję, że są jeszcze na Starym Kontynencie ludzie nadający się do polityki. Nimi są właśnie rolnicy, choć brzmi to, jak herezja w czasach, gdy polityk musi mieć trzy dyplomy, pięciu asystentów i zero odpowiedzialności. Wyobraźcie sobie, jak taka mniejszość, może nawet blokująca wchodzi ze sztachetami do Sejmu lub Dáil. Nie po to, żeby ich używać, ale żeby nikt nie miał wątpliwości, że cierpliwość ma swoje granice. Wyobraźcie sobie ten moment, gdy nawet bez jednego uderzenia wyrażają swoje niezadowolenie, nazywają politycznych mydłków po imieniu, a gdy sytuacja tego wymaga, dają w pysk – symbolicznie albo całkiem dosłownie. Wówczas mamy demokrację bez hipokryzji, ale za to z zasadami.

Reasumując, może czas zacząć namawiać zwykłych rolników, żeby kandydowali do Sejmu, Dáil i Senatu, a potem ich po prostu wybrać. Bez obietnic, bez billboardów, bez marketingowych cudów. Wtedy może zobaczymy, jaką zrobią rozpierduchę z naszymi etatowymi politykierami, którzy od lat okupują te same stanowiska, te same gabinety i te same frazesy leją się im z kłamliwych ust. Już widzę oczami wyobraźni, jak te wszystkie Tuski, Kaczyńskie, Martiny i Harrisy salwują się ucieczką, potykając się o własne programy wyborcze. Co w tym wszystkim ważne, nie zrobią tego zawodowi rewolucjoniści ani twitterowi bojownicy. Zrobią to zwykli ludzie, którzy wiedzą, że jak coś się nie opłaca, to się tego nie robi. Proste. Jak konstrukcja cepa. I może właśnie dlatego tak bardzo przerażające dla tych, którzy od lat mylą politykę z wygodną posadką.

Bogdan Feręc

Photo by Zoe Richardson on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Tragedia w centrum D
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.