Sprzedamy, jeśli nie odpuścicie. Właściciele mieszkań chcą postawić rząd pod ścianą
Irlandzki kryzys mieszkaniowy przypomina dziś naciągniętą do granic wytrzymałości strunę i wystarczy jeden fałszywy ruch, by pękła. Do tego właśnie w tym momencie Irlandzkie Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości postanowiło podkręcić napięcie, wysyłając do rządu sygnał prosty jak cep, że albo pozwolicie nam podnosić czynsze, albo sprzedamy mieszkania i wyjdziemy z gry.
Oficjalnie mówi się o „karaniu właścicieli” i „nieaktualnych regulacjach”, natomiast nieoficjalnie o nacisku, o próbie wymuszenia politycznej zmiany poprzez groźbę dalszego kurczenia się rynku najmu. Retoryka jest znana, stara jak sam kapitalizm, bo jeśli państwo stawia granice, kapitał obraża się i odchodzi.
Od 1 marca Departament Mieszkalnictwa wprowadza wzmocnioną ochronę najemców, więc w praktyce oznacza to, że właściciel nie będzie mógł podnieść czynszu o więcej niż 2% rocznie albo o wskaźnik inflacji, jeśli ten będzie niższy. Nowe inwestycje zostają z tego wyłączone. Regulacja jest odpowiedzią na rzeczywistość, w której czynsze rosną szybciej niż pensje, ceny nieruchomości idą w górę o 7% rocznie, a liczba osób bezdomnych bije kolejne rekordy.
Dla Stowarzyszenia to jednak uderza we właścicieli domów. W programie stacji Newstalk rzeczniczka organizacji Mary Conway przekonywała, że zasada 2% „nie ma już sensu”. Jej zdaniem wielu właścicieli utknęło w czynszach z 2015 roku, kiedy strefy presji czynszowej miały być rozwiązaniem tymczasowym. Koszty, jak podkreśla, wzrosły, a czynsze nie nadążyły, natomiast efektem tego ma być rozważanie sprzedaży nieruchomości.
Co istotne, argument ten powraca jak bumerang, czyli znowu mamy groźby, że „sprzedamy, bo nam się nie opłaca”. Tyle że w kraju, gdzie według Daft.ie czynsze wzrosły w ciągu roku o 4,3%, a najemcy mają „bardzo ograniczony wybór”, brzmi to mniej jak ekonomiczna skarga, a bardziej jak forma nacisku, zwłaszcza gdy ostrzeżeniom towarzyszy sugestia, że to rząd poniesie polityczną odpowiedzialność za dalsze pogorszenie sytuacji najemców.
Conway twierdzi, że właściciele są „częścią rozwiązania”, ale trudno ty jednak nie zauważyć sprzeczności, bo rozwiązaniem ma być właściwie system, w którym prywatni właściciele mogą w zasadzie bez ograniczeń przerzucać rosnące koszty na najemców, niezależnie od konsekwencji społecznych. Jednak gdy państwo próbuje postawić temu tamę, pojawia się groźba exodusu z rynku.
Szczególnie mocno wybrzmiewa to na obszarach wiejskich, gdzie, jak alarmuje Stowarzyszenie, odchodzących właścicieli „nikt nie zastępuje”. W połączeniu z napływem imigrantów i rosnącą liczbą najemców tworzy to narrację, w której odpowiedzialność za kryzys jest przesuwana wyłącznie na regulacje państwowe. Nie zaś na spekulację, nie na niedostateczną podaż mieszkań, nie na logikę rynku, który przez lata premiował wzrost cen ponad stabilność społeczną.
Rząd stoi dziś przed klasycznym dylematem, czy ustąpić i pozwolić na dalszą spiralę podwyżek czynszów, czy utrzymać regulacje i zaryzykować, że część właścicieli rzeczywiście sprzeda swoje nieruchomości. Tyle że to ryzyko istnieje zawsze. Groźba sprzedaży stała wynajmowanych domów się obecnie argumentem politycznym, niemal kartą przetargową w negocjacjach z państwem.
W tym sensie nie jest to już tylko spór o 2%, a o to, kto dyktuje warunki w czasie kryzysu mieszkaniowego, więc demokratycznie wybrany rząd czy grupa interesu, która sugeruje, że jeśli nie dostanie więcej, pociągnie za sobą resztę w dół.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Mikel Mirjane on Unsplash
