Sto euro godności. Sukces w kraju, w którym oszczędzanie stało się luksusem
Irlandzki rząd wygląda dziś na zadowolony, bo statystyki są czyste, wykresy gładkie, a narracja brzmi uspokajająco, że skoro co piąty dorosły odkłada miesięcznie ponad 125 euro, to znaczy, że system działa. Problem w tym, że między tabelą w raporcie a lodówką w przeciętnym mieszkaniu zieje przepaść i to taka, której nie da się zasypać optymistycznym komunikatem prasowym.
Z najnowszych badań AIB, a cytowanych przez Breaking News, wynika, że dla znacznej części społeczeństwa poziom oszczędzania oscylujący wokół nieco ponad 100 euro miesięcznie uchodzi za sukces. W kraju, gdzie czynsze szybują jak ceny biletów na koncerty, a koszyk spożywczy drożeje szybciej niż nierealizowane obietnice wyborcze, taka kwota nie jest finansową poduszką. To raczej cienki i przykrótki koc rzucony na systemowy chłód.
Owszem, jedna na dziesięć osób odkłada ponad 500 euro miesięcznie, ale statystyka to narzędzie bez empatii i nie mówi, kim są te osoby, ani ilu pracuje w sektorach, które od lat korzystają z boomu technologicznego oraz podatkowej gościnności Irlandii. Średnia bywa wygodna. Maskuje nierówności jak makijaż pod studyjnym światłem.
Równolegle niemal dwie trzecie dorosłych mieszkańców Irlandii nigdy nie zainwestowało ani centa. Nie dlatego, że nie chcą, a dlatego, że nie rozumieją. Rynek finansowy, fundusze, ryzyko – to dla wielu język obcy, nieprzetłumaczony na codzienne doświadczenie. Problem polega na tym, że dokładnie te same osoby zdają sobie sprawę, iż samo oszczędzanie bez inwestowania oznacza utratę szansy na realne pomnożenie pieniędzy. Wiedzą, że stoją w miejscu, ale nie widzą drogi wyjścia.
Czterech na dziesięciu respondentów deklaruje, że chętniej inwestowałoby małe kwoty co miesiąc, zamiast jednorazowo angażować większe sumy. To ważny sygnał, iż ludzie nie odrzucają odpowiedzialności finansowej, oni po prostu żyją w realiach, w których duże kwoty są abstrakcją. Miesięczny rytm ma sens, jest zgodny z wypłatą, z rachunkami, z życiem. Jednak państwo i rynek zbyt długo udawały, że ten sygnał nie istnieje, więc ów ignorowano.
Trzy czwarte dorosłych na wyspie zarządza dziś finansami głównie przez aplikacje mobilne. Cyfrowa rewolucja stała się faktem, zwłaszcza w grupie 25–44 lata. To pokolenie, które nie boi się technologii, ale boi się przyszłości bez zabezpieczeń i trudno się dziwić. Aplikacja może pokazać saldo, ale nie rozwiąże problemu stagnacji płac ani chronicznego kryzysu mieszkaniowego.
Wypowiedzi przedstawicieli AIB, w tym Ciary Ryan brzmią rozsądnie i profesjonalnie, bo mowa jest o edukacji, doradztwie, integracji wiedzy z narzędziami cyfrowymi. To krok w dobrą stronę, ale nie oszukujmy się, banki nie zastąpią państwa. Mogą pomóc klientom lepiej zarządzać tym, co mają, ale nie sprawią, że nagle będą mieli więcej.
*
I tu dochodzimy do sedna. Rządowe zadowolenie z faktu, że „ludzie jednak coś odkładają”, pachnie politycznym minimalizmem. Jakby ambicje państwa kończyły się na tym, by obywatel nie tonął, a tylko utrzymał głowę nad wodą. Sto euro miesięcznie jako dowód stabilności to nie strategia rozwoju, to przyznanie się do niskich oczekiwań. Irlandia lubi opowieści o sukcesie, o nowoczesności, innowacji, globalnym znaczeniu, ale prawdziwa miara dobrobytu nie leży w bankowych raportach, tylko w poczuciu bezpieczeństwa zwykłych ludzi. Natomiast bezpieczeństwo finansowe zaczyna się tam, gdzie oszczędzanie nie jest heroicznym wysiłkiem, lecz naturalnym elementem życia.
Dziś 125 euro miesięcznie sprzedaje się jako rozsądną normę. Jutro może się okazać, że to była tylko ładnie opakowana rezygnacja, a na to, w kraju o takich ambicjach, naprawdę nie powinniśmy się godzić.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by Markus Spiske on Unsplash
