Trzynaście irlandzkich księżyców
Rok 2026 zapowiada się księżycowo jak nigdy dotąd, a dlatego, że nad Irlandią zobaczymy aż 13 pełni Księżyca, więc jedną więcej niż zwykle, jakby niebo postanowiło dorzucić gratisowy rozdział do swojej odwiecznej opowieści. Jednak gdy my będziemy liczyć kolejne jasne krążki nad Atlantykiem, ludzkość szykuje się do powrotu na Srebrny Glob.
Księżyc towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Regulował kalendarze, inspirował mity, steruje przypływami i ludzką wyobraźnią, a dziś, jak zauważa astronomka Danielle Murphy, może stać się czymś więcej niż tylko nocną lampą, a bardziej trampoliną do dalszej eksploracji kosmosu. W rozmowie z Uną Kelly w stacji RTÉ Murphy przypomniała, jak głęboko Księżyc wrośnięty jest w kulturę i język.
Każda pełnia w roku ma swoją nazwę i swój charakter. Styczeń zaczyna się Wilczym Księżycem, takim trochę echem czasów, gdy w środku zimy wilki wyły z głodu, polując i znacząc terytorium. Potem przychodzą kolejne: Śnieżny w lutym, Robaka w marcu, Różowy w kwietniu, Kwiatów w maju, Truskawkowy w czerwcu, Kozła w lipcu, Jesiotra w sierpniu, Kukurydzy we wrześniu, Myśliwego w październiku, Bobra w listopadzie i Zimna w grudniu. Nazwy stare jak rolnictwo i łowiectwo, a jednak wciąż działają na wyobraźnię lepiej niż niejeden filtr na Instagramie.
W 2026 roku kalendarz księżycowy zrobi figla, bo maj doczeka się drugiej pełni, tak zwanej „niebieskiej”. Rzadkość, którą łatwo przegapić, jeśli akurat będzie pochmurna noc nad Galway albo Cork. Szkoda, bo takie momenty przypominają, że kosmos ma własne poczucie humoru. Znaczenie Księżyca różni się w zależności od kultury. W zachodniej tradycji widzimy na nim ludzką twarz, natomiast w chińskiej, królika. Jadeitowego królika, towarzysza bogini księżyca, który od wieków patrzy na Ziemię z tej samej perspektywy. Ten sam obiekt, inne historie, więc kosmiczny pluralizm w czystej postaci.
I właśnie w tym samym czasie, gdy Irlandczycy będą liczyć trzynastą pełnię, NASA planuje pisać nowy rozdział historii. Minęło pół wieku od ostatniego załogowego lotu na Księżyc, a program Artemis ma to zmienić. Nazwa nieprzypadkowa, Apollo miał siostrę bliźniaczkę, Artemidę i teraz to ona przejmie pałeczkę.
Misje Artemis różnią się od dawnych wypraw Apollo jednym zasadniczym szczegółem: celem nie jest tylko wylądować, zatknąć flagę, pobrać próbki tamtejszego pyłu i wrócić. Plan jest ambitniejszy, bo stworzyć warunki do stałej obecności ludzi, a nawet zbudować księżycową wioskę. Konstrukcje kopuł, być może z materiałów pozyskanych na miejscu, chronić mają przed promieniowaniem i kosmicznymi odłamkami. Na Ziemi robi to atmosfera, a na Księżycu trzeba ją będzie… zbudować.
Misja Artemis II zaplanowana na ten rok wyniesie astronautów na orbitę Księżyca, ale jeszcze bez lądowania. Dopiero Artemis III, w roku przyszłym postawić ma ludzi ponownie na jego powierzchni naszego naturalnego satelity. To krok pośredni, swoisty test, próba generalna przed czymś większym, bo Księżyc to nie cel ostateczny, a poligon doświadczalny przed Marsem.
Jak mówi Danielle Murphy, Mars kusi nie tylko jako symbol eksploracji, ale jako planeta podobna do Ziemi: skalista, namacalna, sąsiedzka. Różnica jest jednak prosta, gdyż na Księżyc lecimy trzy dni, na Marsa co najmniej sześć miesięcy.
*
Rok 2026 zapowiada się więc jak poetycki paradoks, czyli trzynaście pełni nad Irlandią i pierwsze kroki ku stałej obecności ludzi poza Ziemią. Księżyc pozostaje tym samym obiektem na niebie, ale nasze spojrzenie na niego znów się zmienia. Z symbolu i mitu powoli staje się adresem. I to chyba najbardziej księżycowa myśl z możliwych.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Ganapathy Kumar on Unsplash


