108 euro czynszu tygodniowo to zbyt dużo
W piątkowe popołudnie, gdy wiatr od rzeki Liffey smagał twarze przechodniów, przed siedzibą Rady Miasta Dublina zebrał się tłum, który trudno było zignorować. Około 250 mieszkańców dublińskich mieszkań socjalnych wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko podwyżkom czynszów, które, cóż tu kryć, wbijają w fotel szybciej niż rachunek za prąd w środku zimy.
Od 6 kwietnia czynsze mają wzrosnąć średnio z 83 do 108 euro tygodniowo, ale to tylko średnia, a średnie, jak wiadomo, są dobre głównie do statystyki, nie do życia. Ci z wyższymi dochodami mają zaciskać pasa jeszcze mocniej, bo niektórzy zobaczą na rachunku wzrost o ponad 50 procent. Według analizy dochodów, ponad jedna piąta gospodarstw w mieszkaniach komunalnych zarabia powyżej tysiąca euro tygodniowo, a nadal płaci mocno dotowane stawki. To właśnie Rada postanowiła „skorygować”.
CATU – związek najemców reprezentujący mieszkańców 29 tysięcy domów i mieszkań DCC mówi jednak: hola, panowie urzędnicy. Stephen Curran z CATU stwierdził, że mówimy tu o kryzysie kosztów życia, w którym ludzie balansują między ogrzewaniem a obiadem. Jeśli komuś przyjdzie dopłacić 30, a nawet 50 procent więcej, to nie będzie korekta, a katastrofa. Curran wskazuje, że lokatorzy domagają się od lat przejrzystych planów remontów, poprawy efektywności energetycznej, wpisania w kalendarz choćby jednej naprawy, która naprawdę się wydarzy. Zamiast tego dostają podwyżki, jakby ktoś postanowił łatać budżet ich portfelami.
Trzy żądania CATU są takie, iż należy wycofać podwyżki, usiąść do rozmów i wreszcie ujawnić harmonogram prac modernizacyjnych. W tłumie wyróżniała się postać Rity Fagan, czyli działaczki społecznej, która mieszka w swoim komunalnym mieszkaniu w Pimlico od 64 lat. Jej wspomnienia to historia miasta sama w sobie i historia czynszu płaconego „w kółko”, jak sama mówi. Teraz odpowiada radzie z determinacją – nie zapłacimy.
Protestujący zapowiadają, że to nie koniec i kolejna demonstracja odbyć się ma podczas spotkania DCC 13 kwietnia. Mieszkający przy George’s Place David Griffin nie kryje frustracji. Rząd dorzucił im 10 euro na koszty życia, po czym czynsz rośnie o 25 tygodniowo. Do tego dochodzi warstwa wilgoci na ścianach, która, jeśli wierzyć jego słowom, potrafi zmienić mieszkanie w basen po jednym mocniejszym deszczu. Za taki „standard” mają płacić więcej?
Podobnie brzmią słowa Gayle Cullen-Doyle z Oliver Bond, bo jej czynsz skacze z 150 do 200 euro, a jednocześnie coraz więcej ludzi potrzebuje paczek żywnościowych i wsparcia, żeby dzieci mogły w ogóle dotrzeć na trening. Joanna Coogan i Ellen Colgan z Harcourt Street dodają do tego obraz pękających ścian, zawalonych sufitów, braku windy i czarnej pleśni, która rośnie szybciej niż lista obietnic radnych. Europejskie standardy? Na papierze może i są, ale w ich mieszkaniach, ani śladu.
W tym wszystkim jest coś jeszcze, więc poczucie, że zostali porzuceni, że telefony o naprawy trafiają w próżnię, że system działa tylko w jedną stronę, czyli poboru czynszu.
***
A na koniec, pozwólcie na jedno zdanie refleksji, takie z serca do serca. Ci ludzie, którzy dziś protestują, choć stoją pod ścianą i mogą liczyć jednocześnie na moje współczucie, są w pewnym sensie szczęściarzami. Dlaczego? Bo mogą krzyczeć, mogą się sprzeciwić, mogą stanąć razem i protestować. Najemcy prywatnych mieszkań często nie mają nawet tego. Ich głos ginie gdzieś między umową najmu a strachem przed kolejną podwyżką, której nikt nawet nie musi tłumaczyć. I to jest dopiero gorzka prawda o współczesnym rynku mieszkaniowym w Irlandii. Tak na marginesie, chciałbym płacić 108 € tygodniowo, a w tej wysokości czynszu nie płaciłem nawet 14 lat temu, kiedy wynająłem swoje pierwsze irlandzkie mieszkanie.
Bogdan Feręc
Źr. The Irish Times
Fot. Kadr z nagrania The Irish Times
