Zderzenie z gospodarczą rzeczywistością. Dlaczego ambitny dyktat klimatyczny przegrywa z prawami rynku
Każda próba odgórnego sterowania procesami gospodarczymi pod dyktando doktrynalnych założeń wcześniej czy później rozbija się o twardą rzeczywistość. Unijny dyktat klimatyczny oraz wdrażana przez uległe mu rządy polityka ograniczania emisji, stają się dziś głównym hamulcem dla przedsiębiorstw, które, chcąc zachować rentowność i płynność finansową, zmuszone są wybierać realny rozwój ekonomiczny zamiast nierealnych celów wyznaczanych w urzędniczych gabinetach.
Zależność jest nieubłagana, bo powrót do wzrostu gospodarczego i utrzymanie produkcji biznesowej bezpośrednio wiążą się ze wzrostem zapotrzebowania na energię i surowce, co nieuchronnie przekłada się na emisje. Wskaźniki i prognozy wyraźnie pokazują, że optymistyczne wizje bezemisyjnej gospodarki rozmijają się z tym, jak faktycznie funkcjonuje nowoczesny przemysł.
Nierealne cele a rynkowa praktyka
Wyraźnym dowodem na postępujące pęknięcie między planami administracji a realiami rynkowymi są najnowsze analizy przygotowane przez Climate Change Advisory Council (CCAC) w Irlandii. Z ogłoszonego rocznego przeglądu sektora przemysłu i gospodarki odpadami wynika, że dotychczasowy spadkowy trend w emisjach przemysłowych wyczerpuje swój potencjał. Zredukowanie emisji o blisko 16% względem poziomu z 2018 roku było w dużej mierze efektem koniunkturalnych wahań oraz optymalizacji, a nie trwałej transformacji technologicznej. Prognozy na najbliższe lata są dla zwolenników klimatycznego zamordyzmu nieubłagane i pod koniec dekady emisje przemysłowe ponownie zaczną rosnąć.
Zamiast założonej przez rząd arbitralnej redukcji o 35% do 2030 roku, oficjalne wyliczenia wskazują na spadek zaledwie o 11,6%. Oznacza to, że sektor biznesowy nie jest w stanie, bez ryzyka całkowitej deindustrializacji, zrealizować narzuconych z góry wymagań. Co więcej, przemysł przekroczył już tymczasowo dopuszczalny limit w pierwszym pięcioletnim budżecie węglowym (2021–2025) o 2,7 mln ton ekwiwalentu CO2, czyli aż o 9,1%.
Dane dowodzą jednoznacznie, że gospodarka kieruje się rachunkiem zysków i strat, a nie deklaracjami politycznymi.
Analizy wskazują na znamienną prawidłowość, bo nawet prognozy rządowej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) nie wykazują niemal żadnej różnicy pomiędzy scenariuszem opartym na obowiązujących środkach a wariantem uwzględniającym hipotetyczne dodatkowe polityki rządowe. To bezpośrednie potwierdzenie, że biurokratyczne strategie i kolejne „plany działań” pozostają wyłącznie na papierze, nie oferując sektorowi prywatnemu opłacalnych ekonomicznie alternatyw.
Wytwory biurokracji w starciu z barierami technologicznymi
Przedsiębiorstwa skazane na funkcjonowanie pod presją unijnych rozporządzeń, zderzają się jednocześnie z niewydolnością samych organów państwowych. Ambitne hasła o elektryfikacji procesów przemysłowych czy przejściu na paliwa alternatywne, uderzają w sztywny mur biurokracji i brak odpowiedniej infrastruktury.
Doskonałym przykładem nieudolności odgórnego planowania jest program rozwoju krajowego rynku biometanu. Choć rząd wyznaczył sobie ambitny cel osiągnięcia rocznej produkcji na poziomie 5,7 terawatogodzin do 2030 roku, to pierwsze konkretne narzędzie finansowe o wartości 40 mln euro przyniosło opłakane rezultaty. Zatwierdzono zaledwie siedem projektów opiewających na kwotę 19 mln euro. W konsekwencji Agencja Ochrony Środowiska zmuszona była drastycznie zweryfikować swoje nierealne oczekiwania, a szacunki dotyczące wykorzystania biometanu w ciepłownictwie obniżono z 4,3 TWh do zaledwie 1,75 TWh.
Porażka ta wynika wprost z braku racjonalnych rynkowo przesłanek do inwestowania w zakłady produkcyjne oraz fragmentarycznego wdrażania przyjętych dokumentów.
Przemysł próbuje dopasować się do nowych realiów, lecz rzucane pod nogi urzędnicze kłody uniemożliwiają jakiekolwiek płynne zmiany. Kosztowne i przewlekłe procedury przyłączania do sieci elektroenergetycznej, nadzorowane przez regulatorów i operatorów sieci, blokują zakładom możliwość rezygnacji z paliw kopalnych. Z kolei innowacyjne rozwiązania, takie jak certyfikacja niskoemisyjnych betonów czy cementów, bezmyślnie leżakują latami w komitetach normalizacyjnych. Dodatkowo państwo nie zdołało stworzyć spójnych ram prawnych i regulacyjnych umożliwiających komercyjne wychwytywanie, transport oraz składowanie dwutlenku węgla (CCS), czyli kluczowych technologii dla przemysłu ciężkiego, w tym producentów cementu i wapna.
Farsa gospodarki o obiegu zamkniętym
Problem nieudolności urzędniczego planowania dotyka również gospodarki odpadami. Unijne wytyczne narzucają rygorystyczne poziomy recyklingu i promowanie tzw. obiegu zamkniętego, jednak rzeczywiste dane obnażają głęboką niewydolność obecnego systemu. W 2024 roku w Irlandii wytworzono 16,7 mln ton odpadów, co przekłada się na średnio 8,5 kg na mieszkańca dziennie – jest to wzrost o ponad 20% w ciągu ostatniej dekady. Zamiast więc tworzyć nowoczesne, krajowe przetwórstwo surowców wtórnych, aż 37% odpadów komunalnych wywożonych jest za granicę w celu ich ostatecznej utylizacji.
Wskaźnik recyklingu na poziomie 43% pozostaje daleko w tyle za narzuconym przez Brukselę celem 55%.
Jeszcze wymowniejszy jest wskaźnik cyrkularności, mierzący udział surowców wtórnych wykorzystywanych w gospodarce. W 2024 roku spadł on do zaledwie 2%, przy średniej unijnej wynoszącej 12,2%. Wynik ten plasuje Irlandię na szarym końcu Unii Europejskiej, tuż przed ostatnim miejscem w stawce. Obrazuje to też bezapelacyjnie, że promowane przez unijne i krajowe instytucje koncepcje pozostają jedynie ideologicznym sloganem, za którym nie idą ani realne inwestycje infrastrukturalne, ani rynkowa opłacalność.
*
Klimatyczna krucjata prowadzona przez unijną biurokrację i podległe jej agendy rządowe, wywołuje natomiast wysoki i stale narastający opór materii gospodarczej. Przedsiębiorstwa, chcąc przetrwać na konkurencyjnym rynku międzynarodowym, kierują się twardymi prawami ekonomii. Tym samym, dopóki klimatyczne plany urzędników będą ignorować technologiczne i finansowe realia, dopóty drogi gospodarki i zielonej doktryny będą się coraz mocniej rozchodzić.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Ella Ivanescu on Unsplash

