Wyspiarska dieta planetarna. Jak Irlandia cichaczem wdraża Brukselski dyktat żywieniowy
Trudno oprzeć się wrażeniu, że na naszych oczach rozgrywa się kolejny etap inżynierii społecznej, w której zdrowy rozsądek i fundamentalne prawa biologii ustępują miejsca unijnemu, choremu dogmatyzmowi i wywracane są zasady nauki o żywieniu.
Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności Irlandii (FSAI) opublikował właśnie nowe zalecenia żywieniowe skrojone pod kątem dorastającej młodzieży. Zewnętrzna otoczka tego dokumentu brzmi nadzwyczaj troskliwie, bo to dbałość o kości, wsparcie rozwoju poznawczego, uwzględnienie indywidualnego tempa wzrostu. Gdy jednak zdejmiemy z tych wytycznych warstwę okrągłych słówek, zza kurtyny wyłania się ponury obraz. Irlandia, znana dotąd ze znakomitej jakości mięsa, nabiału i tradycji rolniczej, po cichu wpisuje się w nurt tzw. diety planetarnej.
To nic innego jak realizacja zbiurokratyzowanych pomysłów z Brukseli, mających na celu stopniowe wypychanie z naszego jadłospisu odżywczego białka zwierzęcego na rzecz tanich wypełniaczy i produktów roślinnych.
Tak na marginesie, a jako magister żywienia zbiorowego powiem, że właśnie zakończono walkę z żywnością wysoko przetworzoną, która składa się głównie z węglowodanów, z czego Supermacs i McDonald mogą się jedynie ciszyć.
Eksperci z Komitetu Naukowego FSAI wyliczyli, że nastolatki w okresie skoku pokarmowego potrzebują gigantycznej dawki energii, sięgającej nieraz ponad 3000 kilokalorii dziennie. Czym urzędnicy zamierzają wypełnić to zapotrzebowanie? Podstawą ma być masowa konsumpcja węglowodanów. Zalecenia mówią o konieczności spożywania od 6 do 10, a w skrajnych przypadkach aż 13 porcji produktów takich jak chleb, ziemniaki, makaron czy płatki zbożowe każdego dnia.
Stawianie na tak ogromne ilości węglowodanów w dobie narastającej epidemii insulinooporności i zaburzeń metabolicznych wśród młodych ludzi budzi ogromny niepokój. Zamiast budować masę mięśniową i wspierać prawidłowy rozwój organizmu poprzez pełnowartościowe składniki, promuje się schemat oparty na cukrach złożonych i zapychaczach.
W tym samym czasie z niezwykłą ostrożnością traktuje się mięso. Raport wprawdzie przyznaje, że dorastający młodzieniec jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na białko ze zwykłego pożywienia bez sięgania po odżywki czy koktajle, ale jednocześnie wyraźnie widać dążenie do minimalizowania udziału produktów mięsnych w codziennym menu. To jawny atak na biologiczne fakty. Białko zwierzęce odznacza się najwyższą wartością biologiczną, doskonałym profilem aminokwasowym oraz nieporównywalnie wyższą wchłanialnością, niż jakakolwiek jego roślinna alternatywa. Żaden przetworzony kotlet strączkowy czy napój z soi nie zastąpi naturalnego, pełnowartościowego mięsa, które przez wieki stanowiło fundament zdrowej diety człowieka.
Jeszcze bardziej kuriozalnie wygląda kwestia segmentu nabiałowego. Z jednej strony raport FSAI wskazuje na konieczność dostarczania organizmowi ogromnych dawek wapnia – od 4 do 5 porcji mleka, jogurtów i serów dziennie, by zapobiegać chociażby osteoporozie. Podkreśla przy tym wyraźnie, że roślinne zamienniki są ubogie odżywczo, nie są zalecane i wymagają sztucznego wzbogacania wapniem czy jodem. Z drugiej jednak strony sam fakt poświęcania tak dużej uwagi alternatywom roślinnym w oficjalnych rządowych modelach żywieniowych pokazuje, w którą stronę zmierza ten pociąg.
Przesuwając granice akceptacji, Bruksela oraz podległe jej lokalne agencje powoli przyzwyczajają społeczeństwo do myśli, że tradycyjne rolnictwo i hodowla są przeżytkiem, który należy zastąpić laboratoryjnie modyfikowanymi substytutami.
Dyrektor generalny FSAI Greg Dempsey oraz przewodniczący podkomisji ds. żywienia profesor Kevin Cashman przekonują, że nowe wytyczne dają elastyczność i odpowiadają na zróżnicowane potrzeby rosnących ciał. Za tą dyplomatyczną mową trawiastą kryje się jednak wyraźny trend, czyli unifikacja nawyków żywieniowych pod dyktando unijnej polityki klimatycznej. Systematyczne zniżanie roli produktów pochodzenia zwierzęcego pod pretekstem walki ze śladem węglowym, uderza w samo sedno zdrowia przyszłych pokoleń.
*
Zamiast promować gęstą odżywczo, nieprzetworzoną żywność opartą na lokalnych zasobach, młodym ludziom proponuje się miskę pełną węglowodanów i sztucznie suplementowane napoje. Jeśli pozwolimy, aby urzędnicze doktryny zastąpiły fundamentalną wiedzę o ludzkiej fizjologii, efektem końcowym nie będzie wcale zdrowa młodzież, lecz społeczeństwo schorowane, uzależnione od przetworzonej żywności i syntetycznej suplementacji. Irlandzka wersja diety planetarnej to nie krok w stronę zdrowia, ale niebezpieczny ustępstwo na rzecz unijnego dogmatu.
Mgr Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Judy Doherty on Unsplash

