Wołowina jako geopolityka. Irlandia sprzedaje swój produkt na rynkach azjatyckich
Są obszary, w których Irlandia nie ma złudzeń, nie improwizuje, nie udaje skromności, i to handel rolno-spożywczy jest jednym z nich, a wołowina pozostaje jego twardą walutą. Podczas gdy wiele państw Europy wciąż miota się między deklaracjami a działaniem, Dublin konsekwentnie robi swoje, czyli otwiera rynki, podpisuje umowy i wprowadza produkt tam, gdzie popyt rośnie szybciej niż lokalna podaż. Azja stała się tu naturalnym kierunkiem marszu.
„Drzwi dla wołowiny zostały już otwarte” – to zdanie nie jest metaforą, lecz opisem stanu faktycznego. Irlandzka wołowina eksportowa, a nie ta dostępna w dyskontach spożywczych, bo tę można nazwać swobodnie wołowym śmieciem, trafiła właśnie na sklepowe półki w Korei Południowej, co stanowi jakościowy skok w porównaniu z dotychczasową obecnością ograniczoną do sektora gastronomicznego. Od momentu podpisania w 2024 roku umowy o otwarciu rynku między Irlandią a Koreą Południową mięso z Zielonej Wyspy funkcjonowało głównie w kanałach HoReCa. Wejście do handlu detalicznego oznacza coś więcej niż symboliczny sukces – to trwałe zakotwiczenie produktu w świadomości konsumenta.
Z perspektywy handlu międzynarodowego to ruch precyzyjnie zaplanowany. Korea Południowa jest rynkiem wymagającym, sama ma wysokie standardy sanitarne, a także zaznacza się silna konkurencja ze strony dostawców z USA i Australii oraz znajduje się tam konsument, który oczekuje jakości, identyfikowalności i stabilności dostaw. Fakt, że irlandzka wołowina przeszła ten proces i trafiła na półki w sklepach, świadczy o sile całego łańcucha eksportowego – od hodowli, przez certyfikację, aż po dyplomację handlową.
Równolegle ogłoszono otwarcie umowy umożliwiającej eksport irlandzkiej wołowiny na rynek wietnamski. To decyzja o dużym znaczeniu strategicznym. Wietnam, liczący niemal 100 milionów konsumentów, jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków Azji Południowo-Wschodniej. Wraz ze wzrostem dochodów rośnie tam popyt na produkty białkowe wyższej jakości, w tym importowaną wołowinę. Dla Irlandii to nie tylko nowy rynek zbytu, lecz także dywersyfikacja kierunków eksportowych w świecie coraz bardziej podatnym na wstrząsy polityczne i logistyczne.
Kluczowe i warte podkreślenia jest to, że irlandzka ekspansja nie ma charakteru chaotycznego. To element szerszej strategii obecności w Azji, gdzie liczy się długofalowa wiarygodność, powtarzalność dostaw i zdolność dostosowania produktu do lokalnych preferencji. Wejście na półki sklepowe w Korei Południowej i otwarcie rynku wietnamskiego pokazują, że Irlandia potrafi przejść od umowy do realnej sprzedaży, co w handlu międzynarodowym wcale nie jest regułą.
Produkcja wołowiny stała się w tym sensie narzędziem ochrony interesu narodowego. To sektor, który generuje wartość dodaną, wzmacnia pozycję negocjacyjną kraju i daje odporność na zawirowania w innych częściach gospodarki. Irlandia rozumie, że w globalnym handlu nie wygrywa się deklaracjami, lecz obecnością na półce, a najlepiej tej najdalszej od domu.
Azja nie jest już więc dla irlandzkiej wołowiny kierunkiem egzotycznym, bo staje się naturalnym przedłużeniem rynku, a to znak, że w tej dziedzinie państwo wie, czego chce i, co ważniejsze, potrafi to skutecznie sprzedać.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Sergey Kotenev on Unsplash
