Waszyngton znowu daje Dublinowi czas. Widmo amerykańskich sankcji lotniczych odsunęło się w lipiec
Konflikt wokół limitu pasażerskiego na lotnisku w Dublinie wkracza w kolejną fazę dyplomatycznych i prawnych manewrów, tym razem z bezpośrednim udziałem administracji za oceanem. Rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował o ponownym przesunięciu terminu podjęcia kluczowej decyzji dotyczącej nałożenia sankcji gospodarczych lub wprowadzenia restrykcji na loty pasażerskie z Irlandii do Ameryki.
Dotychczasowy ostateczny termin rozstrzygnięcia tej sprawy przez Departament Transportu USA upływał piątego czerwca. Urzędnicy w Waszyngtonie zdecydowali jednak o przedłużeniu tego okresu o kolejne trzydzieści dni, wyznaczając nową datę na szósty lipca. Dyrektor Biura Lotnictwa Międzynarodowego w amerykańskim Departamencie Transportu Benjamin Taylor wyjaśnił, że powodem tej decyzji są intensywne dyskusje międzyrządowe, ciągła wymiana korespondencji oraz podjęte niedawno obustronne zobowiązania. Zdaniem Waszyngtonu ten dynamiczny rozwój sytuacji oraz trwające wysiłki dyplomatyczne w pełni uzasadniają przyznanie stronom dodatkowego czasu na wypracowanie konsensusu.
Biały Dom znajduje się w tej sprawie pod ogromną presją ze strony wpływowej grupy lobbystycznej Airlines for America, która zrzesza potężnych amerykańskich przewoźników, takich jak Delta, JetBlue czy United. Związek zawodowy reprezentujący te linie stoi na stanowisku, że restrykcyjne przepisy obowiązujące w stolicy Irlandii uderzają bezpośrednio w interesy ekonomiczne amerykańskich firm. W ramach działań odwetowych organizacja domaga się od administracji USA drastycznego zmniejszenia liczby operacji lotniczych, jakie irlandzcy przewoźnicy mogą wykonywać na terytorium Stanów Zjednoczonych. Taki scenariusz uderzyłby najmocniej w linie Aer Lingus, dla których rozbudowana siatka połączeń transatlantyckich stanowi fundament działalności.
U podłoża całego sporu leży oficjalny limit, który ogranicza roczną przepustowość dublińskiego portu lotniczego do trzydziestu dwóch milionów podróżnych. W rzeczywistości wskaźnik ten jest już martwą literą prawa, o czym świadczą ubiegłoroczne statystyki, kiedy to lotnisko obsłużyło rekordowe trzydzieści sześć i cztery dziesiąte miliona osób. Próbę zredukowania tego ruchu podjął Irlandzki Urząd Lotnictwa dążąc do ograniczenia dostępnych slotów na starty i lądowania, co spotkało się z natychmiastowym oporem i pozwem sądowym ze strony linii lotniczych, w tym Aer Lingus. Sprawa ta otarła się o Sąd Najwyższy, który skierował szereg pytań prawnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Obecnie irlandzki rząd prowadzi wyścig z czasem i forsuje ustawę specjalną, która ma całkowicie znieść problematyczny limit pasażerski. Gabinet ma nadzieję, że nowe prawo przejdzie przez obie izby parlamentu już w przyszłym miesiącu, jeszcze przed letnią przerwą wakacyjną. Pośpiech ten jest kluczowy, ponieważ w lutym rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał niekorzystną dla przewoźników opinię, uznając, że Irlandzki Urząd Lotnictwa ma pełne prawo ograniczać liczbę lotów w celu ochrony limitu. Choć ostateczny wyrok unijnego trybunału miał zapaść w ciągu kilku tygodni, jego ogłoszenie zostało odłożone prawdopodobnie aż do września, co dało Dublinowi bezcenną przestrzeń do działania.
Airlines for America ostrzega, że ewentualne poparcie stanowiska rzecznika generalnego przez unijnych sędziów mogłoby zniszczyć fundamenty globalnego systemu przydzielania slotów lotniczych. Jeśli jednak irlandzkiemu rządowi uda się uchwalić własną ustawę przed ostatecznym wyrokiem w Luksemburgu. Sąd Najwyższy w Dublinie będzie mógł natomiast wycofać swoje wnioski o orzeczenie w trybie prejudycjalnym.
Lipcowy termin wyznaczony przez Amerykanów staje się więc dla Irlandii kluczową cezurą, do której lokalne władze muszą dowieść, że są w stanie samodzielnie uzdrowić kryzysową sytuację na swoim najważniejszym lotnisku.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC 4300streetcar
