Trzecia noga Karola – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Trzecia noga Karola

Dawno nie pisałem o prezydencie Nawrockim. Powód jest dość prozaiczny i niewiele słów krytycznych mógłbym z siebie wykrzesać, a to przecież nie jest szczególnie mój styl. Laurek natomiast pisać nie lubię, choć uważam, że głowie państwa należy się szacunek, ale szacunek nie oznacza obowiązku zachwytu. Prezydenta trzeba oceniać przede wszystkim po tym, co robi, jaką politykę prowadzi, jak zachowuje się wobec ludzi i czy potrafi pamiętać, że za konstytucyjnymi paragrafami, pałacowymi drzwiami i państwowymi uroczystościami, nadal jest zwykły człowiek.

Pan prezydent nie może się jednak czuć całkiem opuszczony przeze mnie, ponieważ z uwagą śledzę jego poczynania. Innymi słowy, wiem, co się dzieje w dużym pałacu i przyznam, że Karol Nawrocki całkowicie rozwiał moje wcześniejsze obawy, iż będzie prezydentem reagującym przede wszystkim na partyjne zawołania, podobnie jak robił to jego niesławny poprzednik. Po objęciu urzędu zaczął mnie więc pozytywnie zaskakiwać. Dzisiaj nawet pominę wątek stricte polityczny, więc jego wojenkę z rządem, spory, weta i całą tę codzienną polską przepychankę, która zbyt często przypomina awanturę na klatce schodowej, tyle że uczestnicy mają lepsze garnitury.

Zajmę się Karolem Nawrockim jako głową państwa, bo tutaj sprawa robi się znacznie ciekawsza.

Już po wejściu do Pałacu Prezydenckiego jego kadencja była co najmniej zaskakująca. Raz pojawił się w oknie, innym razem wyszedł do ludzi, rozmawiał z nimi, ściskał dłonie, przyjmował uściski i zapewniał, że będzie blisko zwykłych Polaków. Można było oczywiście uznać, że jest to element politycznego przedstawienia. Tyle że minęło już ponad dwanaście miesięcy od jego zaprzysiężenia i coraz trudniej twierdzić, że wszystko było wyłącznie na pokaz.

Spotkania ze zwykłymi Polakami stały się nie tylko jego znakiem rozpoznawczym. Można powiedzieć więcej, iż stały się pewnego rodzaju tradycją. Kandydat społeczny, człowiek przedstawiany jako ktoś spoza politycznej kliki i takim człowiekiem w dużej mierze pozostał. Trzeba jednak dodać rzecz zasadniczą. Samo zachowanie prezydenta na niewiele by się zdało, gdyby nie praca, jaką wykonał przez te już ponad dwanaście miesięcy, od kiedy został zaprzysiężony. Gest jest ważny, ale gest bez treści szybko staje się dekoracją. Człowiek może przecież od czasu do czasu wyjść do tłumu, uścisnąć setkę dłoni i zrobić sobie tysiąc zdjęć, ale bedzie to tylko gest. Znacznie trudniej jest przez wiele miesięcy utrzymywać kontakt z ludźmi i nie sprawiać przy tym wrażenia kogoś, kto właśnie odgrywa rolę napisaną przez sztabowców.

Karol Nawrocki buduje natomiast wokół siebie dobrą atmosferę. Ta z kolei przysparza mu zwolenników, a co istotne, nawet politycy zaczęli do niego lgnąć. Nie wszyscy, to oczywiste, i chyba dobrze, bo prezydent nie powinien być własnością żadnej partii. Koła prawicowe chętnie się z nim pokazują, ale jednocześnie trzeba zauważyć, że sam prezydent, wdrożył jakby pewien rodzaj dystansu, czyli trzyma się z dala od Prawa i Sprawiedliwości, ale i nienachalnie współpracuje z innymi ugrupowaniami. I bardzo dobrze.

Być może właśnie ten dystans stworzył sytuację, w której Nawrocki nie jest już jednoznacznie kojarzony ze skostniałymi strukturami największej niegdyś partii w Polsce.

Tak właśnie doszedłem do pierwszej Piątej Kolumny Nawrockiego.

Z człowieka niemal znikąd stał się przewodnikiem części sił politycznych. Prawdę mówiąc, Karol Nawrocki buduje, o ile nie zbudował już, własnego zaplecza politycznego i z mało znanego człowieka od muzeów, stał się osobą rozpoznawalną w całym kraju. To niewątpliwie jego sukces, ale musi być jednak ostrożny. Parlamentarzyści to bowiem dość dziwaczna nacja. Potrafią być z kimś blisko, dopóki jest to dla nich korzystne, a potem obrazić się w jednej chwili i odebrać mu swoje, nawet niechętne poparcie. Polityka jest tutaj bezlitosna. Wczoraj można być partnerem, dzisiaj konkurentem, a jutro, jakby nigdy nic, wrogiem najgorszym.

Ale żeby nie było, że prezydent Nawrocki nie zdywersyfikował swoich zastępów, mamy również drugą Piątą Kolumnę Nawrockiego. Tą z kolei stało się społeczeństwo. Nie całe, rzecz jasna. Jednak znaczna jego część uznaje go za głowę państwa, a nawet za przedstawiciela narodu. Istotna jest tutaj jeszcze jedna kwestia, którą sprawdziłem dosyć dokładnie. Rozmawiałem z kilkudziesięcioma osobami, które od początku wskazywały, że Nawrocki nie jest ich kandydatem i nie będzie ich prezydentem.

Pominę fakt, że i tak nim jest, ale jeżeli jednak komuś to ułatwi życie, niech pozostanie, że nie jest.

Wróćmy więc do ocen elektorów, a przede wszystkim przeciwników Karola Nawrockiego. Ogromna część wyborców nadal nie pała do prezydenta wyborczą miłością, ale przyznaje, że nie jest aż taki zły, jak przedstawiano go podczas kampanii prezydenckiej. I to jest już coś. Można więc uznać, że prezydentowi Nawrockiemu udało się w pewien sposób przekonać do siebie ludzi, którzy wcześniej byli wobec niego bardziej niż sceptyczni. Nie okazał się również tym potworem, którego próbowano z niego zrobić, ani, używając znacznie dosadniejszego określenia obecnego w politycznej narracji, zwykłą świnią, jak twierdziły niektóre środowiska.

Co ciekawe, oponenci Nawrockiego czasami przyznają mu nawet rację, kiedy wetuje jakieś ustawy. I to też jest interesujące, bo kiedy odrzuci się polityczną przepychankę słowną, telewizyjne awantury, partyjne przekazy dnia i media społecznościowe, można czasami dostrzec w przeciwniku coś pozytywnego. Warto pamiętać, że nawet w społeczeństwach znacznie mniej podzielonych niż nasze, prezydenci nigdy nie mają pełnego poparcia społecznego. To naturalne. Prezydent nie jest od tego, żeby wszyscy go kochali. Jest od tego, żeby reprezentować państwo, także wobec tych, którzy patrzą na niego z nieufnością. Karol Nawrocki ma przy tym pewną ciekawą przypadłość. Choć media rzadko ją pokazują, ale nie ucieka od swoich krytyków spośród społeczeństwa. Rozmawia z nimi i właśnie słowo „rozmawia” może być tutaj ważniejsze niż cała reszta.

A rozmowa jest jedną z tych rzeczy, które w polskiej polityce niemal wymarły. Politycy mówią do ludzi, ale coraz rzadziej z ludźmi. Wygłaszają komunikaty, publikują wpisy, organizują konferencje, odpowiadają na pytania, ale według wcześniej przygotowanych schematów. Tymczasem człowiek stojący po drugiej stronie nie zawsze chce słuchać przemówienia.

Czasami chce tylko, żeby ktoś go wysłuchał.

Nawrocki próbuje być prezydentem wszystkich Polaków, a nie dlatego, że taką ma wizję swojej prezydentury, nie przekona przecież do siebie wszystkich. Nie ma takiej możliwości. Jest grupa ludzi, która za żadne skarby świata nie odda na niego swojego głosu, a przy kolejnych wyborach prezydenckich będzie zapewne przypominać, że jeszcze poprzednie nie zostały policzone. Mają do tego prawo. To jest demokracja, czyli można wygadywać niestworzone historie, ile dusza zapragnie, jednak dopóki pozostajemy w granicach prawa. Można także nazywać prezydenta „wetomatem”, a nawet „wetomanem”, choć w mojej ocenie to już narusza Artykuł 135 KK, o znieważaniu prezydenta.

Tyle że te określenia nie wzięły się znikąd. Ich źródłem jest przede wszystkim nasza tak zwana klasa polityczna. To ona przez lata zaostrzała język debaty, przesuwała granice, podkręcała emocje i nauczyła społeczeństwo, że przeciwnik polityczny nie jest już człowiekiem, z którym można się nie zgadzać, ale kimś, kogo trzeba koniecznie pokonać, ośmieszyć i najlepiej wyrzucić poza nawias.

Przez swoją łaskawość nie będę wskazywał winnych, ale jedni i drudzy mają tyle na sumieniu, że po dowody nawet nie trzeba się schylać. Wystarczy omieść wzrokiem poselskie ławy, by bez większego problemu ich znaleźć.

Tak się niedawno zastanawiałem, dlaczego przy kolejnym wecie, kiedy ponownie słychać wrzask z kręgów rządowych, poparcie dla Karola Nawrockiego nie spada. A jeśli nie wzrasta, to przynajmniej utrzymuje się na stałym poziomie, i w granicach marginesu błędu statystycznego. Może te krzyki przestały już działać na społeczeństwo? Może ludzie są nimi zwyczajnie zmęczeni? A może część Polaków po prostu zauważyła, że nie wszystkie projekty koalicji rządzącej są rzeczywiście dobre dla naszego kraju? Niech każdy rozstrzygnie to we własnym imieniu.

Ale do brzegu, bo przecież miało być o trzech nogach. I tą trzecią muszę się zająć.

Trzecia Piąta Kolumna Nawrockiego, choć może to określenie jest przewrotne, właśnie została stworzona, a właściwie dopiero się buduje. Rekrutuje się natomiast z osób, które przez lata były przez polityków bardziej niż pomijane. Chodzi oczywiście o młodzież i ludzi wchodzących w dorosłość.

Przez lata słyszeliśmy, że młodzi ludzie nie interesują się polityką. Że polityka ich nudzi. Że nie chcą uczestniczyć w życiu publicznym. Że młodzież nie leży jakoś specjalnie w obszarze zainteresowań liderów politycznych. I wtedy pojawił się Karol Nawrocki. Bez górnolotnych słów, bez wielkich deklaracji, zaczął wyciągać rękę do nastolatków i młodzieży, również tej nieco starszej. Na początku podchodzili do zachowania nowego prezydenta z pewną rezerwą. To zresztą rozsądne. Młodzi ludzie mają prawo nie wierzyć politykom. Historia nauczyła ich, że wielkie obietnice często mają krótkie nogi.

Jednak Nawrockiemu udało się chyba przekonać ich do siebie, natomiast ukoro­n­owaniem tego procesu było niedawne spotkanie w Juracie. Oprócz tego, co prezydent chciał przekazać młodym ludziom, można było zauważyć coś jeszcze, bo wraz z małżonką nawiązali doskonały kontakt ze swoimi gośćmi. I właśnie tutaj wydarzyło się coś ważnego. Prezydent zrobił to, na co politycy z prawa, lewa i centrum przez lata nie mieli pomysłu. Zagospodarował grupę, która przez długi czas sugerowała, że nikt się nią nie interesuje.

Młodzi ludzie mówili, że nie mamy do kogo się zwrócić, nikt nas nie chce wysłuchać, ale to się zmieniło i prezydent Nawrocki zaczął ich słuchać. Mało tego, sam wyciągnął do nich rękę, a oni odpowiedzieli na ten gest.

Czy to zmieni Polskę?

Nie od razu i być może w sensie formalnym niewiele. Prezydent w Polsce ma przecież ograniczoną władzę. Może podejmować wiele inicjatyw, może wetować ustawy, co już teraz robi doskonale, może zabierać głos w sprawach istotnych dla państwa, może korzystać ze swoich konstytucyjnych prerogatyw, ale nie posiada pełnej mocy sprawczej. Tyle że w tym przypadku nie to jest najważniejsze, a kapitał społeczny, jaki dla siebie buduje Karol Nawrocki. Ten zaś jest w polityce czymś znacznie trwalszym niż jeden podpis, jedno przemówienie czy jedna kadencja lub jedno weto.

Tu też pewna glossa, bo może pokazał wszytkim partiom w Polsce, jak należy postępować z ludźmi młodymi. Owszem podejmowane były już podobne, a nawet konkurencyje inicjatywy, ale bardziej były to spędy z prostymi uciechami dla mas, niż kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego.

Jeżeli człowiek uwierzy, że ktoś naprawdę go słucha, zaczyna traktować go inaczej. Jeżeli młody człowiek po raz pierwszy od dawna ma poczucie, że ktoś ważny dla państwa nie patrzy na niego jak na wyborczą statystykę, może pojawić się coś, czego politycy nie potrafią kupić żadną kampanią – zaufanie. To, co w Juracie zrobił prezydent, jest oczywiście wielkim problemem dla partii politycznych. Bo w ostatni weekend na jednej z plaż nad Bałtykiem, jeden człowiek zrobił coś, czego nie potrafiły zastępy rasowych polityków. On po prostu rozmawiał, siedział i rozmawiał.

Dosyć uważnie śledziłem wydarzenia w Juracie. I wiecie co? Jak mam w zwyczaju, zacząłem słuchać tego, co pojawiało się między wierszami. Wtedy stało się dla mnie jasne, że ci wszyscy Kaczyńscy, Tuski, Kosiniaki i Kamysze razem wzięci, ale również Czarzaści, Mentzenowie, Bosaki i Braunowie, mogą pewnego dnia ze zdumieniem odkryć, że młodzi ludzie niekoniecznie chcą już słuchać ich języka, a nawet głosu.

Ci młodzi ludzie chcieli natomiast mówić do Nawrockiego, a on chciał mówić do nich, choć przede wszystkim jednak ich słuchał. Zrobił też coś jeszcze, coś, czego – mam wrażenie – nie mieli od odzyskania przez Polskę w czerwcu 1989 roku wolności. Poczuli, że są dla kogoś ważni, że oni również się liczą, że ktoś nareszcie ich zauważył, że w końcu mają się do kogo zwrócić, a może nawet, że mają na kogo liczyć.

Niektórzy nazwą to drobiazgiem, czymś znaczącym mniej niż nic, bo to tylko kilka godzin rozmów, spotkanie, plaża, młodzi ludzie i prezydent. A jednak historia często zaczyna się właśnie od rzeczy, które w chwili ich wydarzenia wydają się małe.

Może więc cała ta opowieść o trzech nogach Karola Nawrockiego jest w gruncie rzeczy opowieścią o czymś znacznie prostszym. O człowieku. Bo Urząd Prezydenta jest majestatyczny, ale człowiek, zawsze pozostaje człowiekiem. Można założyć garnitur, wejść do Pałacu Prezydenckiego, podpisać ustawę, wygłosić orędzie i stać na trybunie podczas państwowych uroczystości. Można być głową państwa, ale jeżeli przestaje się być człowiekiem dla ludzi, cały ten majestat staje się pustą scenografią.

Karol Nawrocki, przynajmniej na tym etapie swojej prezydentury, wydaje się tego nie zapominać i dlatego uważam, że to, co wydarzyło się w Juracie, jest strzałem w dziesiątkę. Nie dlatego, że zapewni mu kolejne procenty poparcia. Nie dlatego, że stworzy mu potencjalny elektorat. Nawet nie dlatego, że może kiedyś przełożyć się na polityczną przyszłość. Najważniejsze jest coś innego.

Prezydent pozostał człowiekiem.

A w czasach, kiedy polityka coraz częściej próbuje odebrać człowiekowi twarz i zamienić go w numer w sondażu, to wcale niej jest błaha rzecz.

Kończąc, mam wrażenie, że nie jest najważniejsze, kto jest dzisiaj prezydentem. Karol Nawrocki kiedyś odejdzie, ponieważ tak działa demokracja i tak działa historia. Każda kadencja ma swój początek i swój koniec. Pozostanie jednak człowiek.

Człowiek, który może być wówczas szanowany, wspominany, a być może nawet zbuduje kiedyś oddolny ruch, który będzie miał siłę przywrócić Polakom pełną wiarę w siebie i przeciwstawić się tym, którzy Polsce szkodzą.

Dzisiaj prezydent Nawrocki jest dopiero na początku tej drogi i dopiero pozostawił ślad na piasku w Juracie. Ale każdy, kto zna morze, wie, że ślady na piasku mają swoją osobliwą naturę. Fala może je zabrać w kilka minut. Może jednak również zdarzyć się coś innego, bo człowiek, który pozostawił ślad, wróci tam po latach i przypomni sobie chwilę, kiedy go zrobił.

Dlatego najważniejsze będzie teraz to, czy Karol Nawrocki nie oszuka młodych ludzi. Czy utrzyma z nimi kontakt, czy nadal będzie ich słuchał, czy zamiast mówić wyłącznie do nich, będzie wciąż z nimi rozmawiał. Czy wskaże kierunki, ale nie będzie próbował pisać za nich całego życia. Jeżeli to zrobi, historia jego prezydentury może okazać się znacznie ciekawsza, niż zakładali jej przeciwnicy i być może również bardziej skomplikowana, niż chcieliby zwolennicy. A jeżeli po zakończeniu prezydentury zdecyduje się założyć partię, może się okazać, że właśnie wtedy zobaczymy prawdziwą wartość kapitału, który dzisiaj buduje.

Może ta partia wejdzie do Sejmu i może nawet z większością konstytucyjną. Tego oczywiście nie wiem, tego dzisiaj nikt nie wie. Wiem natomiast jedno – polityka zaczyna się od ludzi, a człowiek zaczyna się od rozmowy. I być może właśnie dlatego największym politycznym kapitałem Karola Nawrockiego nie jest dzisiaj żadna partia, żaden klub parlamentarny, żadna grupa interesów ani nawet sondaż. Jest nim człowiek, który siedzi po drugiej stronie stołu, na ulicy, w tłumie albo na plaży, człowiek, który poczuł, że prezydent go zauważył. Że go usłyszał. Że potraktował jak najważniejszą osobę w swoim życiu.

W polityce to może być więcej warte niż wszystkie przemówienia świata, bo partie przemijają, kadencje się kończą, sondaże się zmieniają i nawet pałace kiedyś przestają być pałacami, ale pamięć o człowieku pozostaje. Dlatego dzisiaj, zamiast pisać laurkę dla Karola Nawrockiego, wolę napisać coś znacznie prostszego – na razie robi wiele rzeczy właściwie. Nie dlatego, że jest prezydentem idealnym. Nie dlatego, że należy mu się bezwarunkowe poparcie. Nie dlatego, że jego przeciwnicy nie mają prawa go krytykować. Mają. Ale dlatego, że w jednym z najważniejszych wymiarów swojej prezydentury zrobił coś, co powinno być oczywiste, a stało się niemal wyjątkowe.

Wyszedł do ludzi i zaczął z nimi rozmawiać, a czasem właśnie od tego zaczyna się polityka, która ma jeszcze sens.

Bogdan Feręc

Fot. Grzegorz Jakubowski – Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Westerplatte. 87. ro
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.