Trump chce nowego prezydenta Ukrainy. Zełenski przeszkadza w interesach z Putinem? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Trump chce nowego prezydenta Ukrainy. Zełenski przeszkadza w interesach z Putinem?

Donald Trump otwarcie podważa polityczną przyszłość Wołodymyra Zełenskiego, ogłaszając, że „nadszedł czas, aby Ukraina miała nowego prezydenta”. W tym samym czasie Waszyngton zawarł z Moskwą porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego oleju napędowego, a amerykański przywódca apeluje do Kijowa, by przestał atakować rosyjskie rafinerie. Trudno o bardziej wymowny obraz polityki, w której deklaracje o pokoju zderzają się z twardą walką o paliwo, pieniądze i wpływy. Dla Ukrainy to nie tylko kolejny kryzys dyplomatyczny. To sygnał, że jej najważniejszy sojusznik może coraz wyraźniej przedkładać własne interesy nad polityczne przetrwanie ukraińskiego przywódcy.

„Nadszedł czas, aby Ukraina miała nowego prezydenta”

Donald Trump nie pozostawił wiele miejsca na interpretacje. Prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że Wołodymyr Zełenski powinien ustąpić miejsca komuś innemu, a swoją ocenę uzasadnił katastrofalnymi stratami poniesionymi przez Ukrainę w wyniku wojny z Rosją. „To wojna, która nigdy nie powinna się rozpocząć. Myślę, że nadszedł czas, aby Ukraina miała nowego prezydenta” – powiedział Trump. Amerykański prezydent przekonywał również, że gdyby objął urząd już w 2022 roku, do wojny w ogóle by nie doszło. „Nie było powodu, dla którego ta wojna z Ukrainą i Rosją miałaby się rozpocząć. Rozpoczęła się z powodu niekompetencji” – stwierdził.

W ocenie Trumpa Zełenski ponosi odpowiedzialność za utratę znacznej części terytorium państwa i ogromną liczbę ofiar. Prezydent USA mówił o utracie 30 proc. terytorium oraz milionach ludzi, którzy mieli zginąć lub ucierpieć w wyniku konfliktu.

Sama wypowiedź Donalda Trumpa ma jednak ciężar znacznie większy niż kolejna polityczna połajanka. Przywódca najpotężniejszego państwa NATO publicznie sugeruje zmianę na stanowisku prezydenta kraju, który od lat walczy o przetrwanie w obliczu rosyjskiej agresji. Nie mówi jedynie o błędach ukraińskiego dowództwa, potrzebie przeprowadzenia wyborów czy konieczności zawarcia kompromisu. Wprost oznajmia, że Ukraina powinna mieć nowego prezydenta. To stanowisko, które trudno oddzielić od szerszego kontekstu amerykańskiej polityki wobec wojny. Zwłaszcza że niemal równolegle pojawia się porozumienie z Moskwą dotyczące dostaw paliwa.

Najpierw rosyjski diesel, potem polityczne pouczenia dla Kijowa

Trump ogłosił porozumienie zakładające zakup przez stronę amerykańską ponad miliona ton rosyjskiego oleju napędowego. Według przedstawionych warunków pierwsza dostawa obejmować ma ponad 300 tys. ton, w listopadzie ma przybyć kolejnych 500 tys. ton, a następny milion ton ma zostać dostarczony „natychmiast potem”. Nie podano jednak, ile Stany Zjednoczone zapłacą za paliwo ani wszystkich szczegółów handlowych porozumienia. Wiadomo natomiast, że rosyjska gospodarka, obciążona sankcjami i kosztami prowadzenia wojny, potrzebuje przychodów z eksportu surowców oraz produktów naftowych.

Trump przekonuje, że umowa przyniesie korzyści konsumentom. W poście na platformie Truth Social napisał, że dzięki porozumieniu „ceny oleju napędowego dla Amerykanów, a w zasadzie dla całego świata, spadną, rekordowo szybko”.

Problem polega na tym, że ekonomiczny argument Białego Domu ma również wymiar geopolityczny. Zakup rosyjskiego paliwa oznacza bowiem możliwość dostarczenia Moskwie dodatkowych, choć niewielkich wpływów w czasie, gdy Rosja nadal prowadzi wojnę. Skala rzeczywistej korzyści finansowej dla Kremla będzie zależała między innymi od ceny, warunków transakcji i jej wpływu na obowiązujące ograniczenia. Bez tych danych nie sposób precyzyjnie obliczyć, ile Rosja zarobi na umowie.

Nie zmienia to zasadniczej sprzeczności politycznej. Zachód od 2022 roku nakłada na Rosję sankcje, próbując ograniczyć jej zdolność finansowania agresji. Tymczasem Waszyngton zawiera porozumienie, które może przynieść rosyjskiej gospodarce dodatkowe dochody, a jednocześnie amerykański prezydent apeluje do Ukrainy, by ograniczyła ataki na rosyjską infrastrukturę naftową. Można oczywiście argumentować, że w polityce międzynarodowej interes gospodarczy i bezpieczeństwo energetyczne państwa mają ogromne znaczenie. Żaden odpowiedzialny rząd nie może całkowicie ignorować cen paliw, inflacji i sytuacji własnych obywateli. Ale właśnie dlatego warto zapytać: kto w tej układance ponosi największe koszty politycznych kompromisów?

Amerykański kierowca ma nadzieję na tańsze tankowanie. Rosja otrzymuje możliwość sprzedaży kolejnych partii paliwa. Ukraina natomiast słyszy, że jej prezydent powinien odejść, a jej działania przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej, nie spotykają się z aprobatą Waszyngtonu. To nie jest już drobna różnica w podejściu do prowadzenia wojny. To konflikt interesów, który może mieć długofalowe konsekwencje, bo wskazuje, że Ukraina nie jest już pupilkiem Białego Domu.

Zełenski odpowiada: to prezent dla Putina

Wołodymyr Zełenski nie zamierzał udawać, że porozumienie z Moskwą jest neutralnym wydarzeniem gospodarczym. Prezydent Ukrainy ostro skrytykował łagodzenie sankcji wobec Rosji bez wyraźnego i trwałego porozumienia dotyczącego deeskalacji. Uznał takie działania za „oczywistą słabość”. „To jest na rękę Rosji – pozwala jej zabijać więcej ludzi, prowadzić wojny dłużej, mieć jeszcze mniej szacunku do Ameryki i wyrządzać światu jeszcze większe straty i szkody” – powiedział Zełenski.

Ukraiński przywódca dodał, że ustępstwa gospodarcze wobec Kremla nie zagwarantują pokoju. „Prezenty dla Putina nie przyniosą pokoju ani żadnych korzyści cywilizowanemu światu. Rosja »odpłaci« za diesel dalszym terrorem i perfidią. Zezwolenie Rosji na sprzedaż produktów naftowych to inwestycja w wojnę, która musi zostać zakończona, a nie przedłużana” – stwierdził.

Jego stanowisko jest zrozumiałe z punktu widzenia państwa, które walczy z rosyjską armią i obawia się, że przeciwnik wykorzysta dodatkowe zasoby finansowe do kontynuowania działań wojennych – twierdzą światowi komentatorzy. Nie oznacza jednak automatycznie, że każda umowa handlowa z Rosją musi uniemożliwiać negocjacje pokojowe. Oznacza natomiast, że takie porozumienia powinny być oceniane również przez pryzmat ich konsekwencji strategicznych, a nie wyłącznie krótkoterminowych korzyści cenowych.

Amerykańskie ceny paliw stają się argumentem politycznym

Nie sposób zrozumieć decyzji Trumpa bez spojrzenia na sytuację wewnętrzną w USA. Porozumienie z Rosją pojawia się na kilka tygodni przed wyborami uzupełniającymi, w których Republikanie mogą stracić kontrolę nad Kongresem. Rosnące koszty życia i drogie paliwo stanowią poważne obciążenie dla administracji. Według przytoczonych danych średnia cena oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych wyniosła w czwartek 6,28 dolara za galon. Ceny miały wzrosnąć o około 70 proc. od rozpoczęcia 28 lutego wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. Tak gwałtowny wzrost kosztów paliwa wpływa na transport, rolnictwo, ceny towarów i ostatecznie na portfele konsumentów.

W tej sytuacji rosyjski diesel staje się dla Białego Domu potencjalnym narzędziem walki z kryzysem cenowym. Nie można też wykluczyć, że prezydent Trump będzie przedstawiał takie porozumienia jako dowód własnej skuteczności: tańsze paliwo dla Amerykanów, transakcje gospodarcze z Moskwą i obietnica zakończenia wojny. To przekaz, który może być atrakcyjny dla wyborców zmęczonych kosztami konfliktów zagranicznych.

Londyn i Berlin nie zamierzają odpuszczać Rosji

Stanowisko Waszyngtonu kontrastuje wyraźnie z deklaracjami Wielkiej Brytanii i Niemiec, które zapowiedziały utrzymanie presji na Moskwę. Premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham rozmawiał z Zełenskim i przyznał, że dzień podpisania umowy USA – Rosja, był „trudny dla Ukrainy”. Obaj przywódcy omówili znaczenie dalszego wywierania presji ekonomicznej i politycznej na Rosję oraz uzgodnili spotkanie w najbliższych dniach.

Rzecznik brytyjskiego rządu zapewnił, że Londyn będzie kontynuował współpracę z partnerami międzynarodowymi, aby zapewnić Ukrainie niezbędne wsparcie wojskowe i finansowe. „Będziemy również wywierać presję na Rosję, stosując najsurowsze sankcje, jakie kiedykolwiek nałożyła Wielka Brytania. Zwiększy to koszty agresji Putina i wesprze wysiłki na rzecz zapewnienia sprawiedliwego i trwałego pokoju” – przekazał rzecznik. Londyn podkreślił również, że Ukraina wielokrotnie wykazywała gotowość do rozmów o pokoju, podczas gdy Rosja odrzucała propozycje pełnego i częściowego zawieszenia broni, kontynuując ataki na ludność cywilną i infrastrukturę energetyczną. „Rosja mogłaby zakończyć tę wojnę już dziś. Nadal jesteśmy zdecydowani wspierać Ukrainę tak długo, jak będzie to konieczne, i współpracować z partnerami w celu osiągnięcia trwałego pokoju” – oświadczył brytyjski rząd.

Podobnie wypowiedział się rzecznik niemieckiego rządu Stefan Kornelius. Berlin zamierza utrzymać obowiązujące sankcje i współpracować z europejskimi partnerami nad kolejnymi ograniczeniami wobec Rosji. „Rząd niemiecki podtrzymuje swoje sankcje wobec Rosji i współpracuje z europejskimi partnerami w celu wprowadzenia nowych sankcji” – powiedział Kornelius. Dodał, że „wsparcie Niemiec dla Ukrainy w jej walce o obronę pozostaje niezachwiane”, a wysiłki dyplomatyczne na rzecz pokojowego rozwiązania są kontynuowane.

W efekcie coraz wyraźniej rysują się różnice między podejściem amerykańskim a stanowiskiem części europejskich sojuszników. Nie oznacza to, że Londyn i Berlin mają identyczne interesy lub że ich polityka nie podlega zmianom. Pokazuje jednak, że w Europie utrzymuje się przekonanie, iż Rosja nie powinna otrzymywać gospodarczej ulgi bez konkretnych ustępstw dotyczących zakończenia wojny.

Czy Trump chce pokoju, czy politycznej kapitulacji Zełenskiego?

Najważniejszy problem nie sprowadza się do osobistej niechęci Donalda Trumpa do ukraińskiego prezydenta. W polityce międzynarodowej sympatie i antypatie przywódców często ustępują miejsca interesom państw. Istotne jest w sprawie to, jakie cele amerykański prezydent próbuje osiągnąć i jaką cenę gotów zaakceptować. Prezydent Trump przedstawia wojnę jako rezultat niekompetencji i przekonuje, że sam zapobiegłby jej wybuchowi, gdyby wcześniej sprawował urząd. To deklaracja polityczna, a nie dowód, że miał realną możliwość zagwarantowania takiego scenariusza. Rosyjska inwazja rozpoczęła się w lutym 2022 roku, kiedy prezydentem USA był Joe Biden. Jednak sama chronologia nie dowodzi, że wcześniejsza prezydentura Trumpa z pewnością zapobiegłaby agresji Kremla.

Twierdzenie, że wojna rozpoczęła się wyłącznie z powodu niekompetencji ukraińskiego przywódcy, jest z kolei uproszczeniem, choć nie jest bezpodstawne. Rosja zdecydowała się na inwazję i to rosyjskie władze ponoszą odpowiedzialność za rozpoczęcie pełnoskalowej agresji. Można natomiast analizować błędy popełnione przez Kijów, nie oznacza to jednak, że pełną odpowiedzialność za decyzję o ataku należy przerzucać na państwo napadnięte.

Co należy dodać, jeszcze poważniejsze konsekwencje ma publiczne sugerowanie, że Zełenski powinien zostać odsunięty od władzy. Takie słowa mogą osłabiać pozycję ukraińskiego prezydenta w negocjacjach, podsycać wewnętrzne spory w Ukrainie i dawać Moskwie argument, że jej przeciwnik nie ma stabilnego poparcia najważniejszego zachodniego partnera. Nie można natomiast z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że Zełenski powinien być zwolniony z odpowiedzialności za decyzje podejmowane podczas wojny. Żaden przywódca nie może być ponad krytyką. Jednak o politycznej przyszłości Ukrainy i jej prezydenta, powinni rozstrzygać przede wszystkim Ukraińcy, zgodnie z ich prawem i porządkiem konstytucyjnym, a nie życzenia zagranicznego przywódcy.

Wojna, straty terytorialne i ogromne koszty ludzkie są argumentami za poważną debatą o strategii państwa. Nie stanowią automatycznie dowodu, że wymiana prezydenta przyniesie pokój. Tym bardziej że Kreml nie zrezygnował z własnych celów tylko dlatego, że Trump ogłosił kolejną umowę handlową.

Komentarz: niebezpieczna gra kosztem Ukrainy

Donald Trump ma prawo prowadzić własną politykę zagraniczną i zabiegać o niższe ceny energii dla Amerykanów. Ma również prawo krytykować Zełenskiego i kwestionować skuteczność jego działań. Jednak od prezydenta Stanów Zjednoczonych należy wymagać czegoś więcej, niż mocnych deklaracji i politycznych demonstracji. Jeżeli prezydent Trump rzeczywiście chce zakończyć wojnę, powinien przedstawić warunki porozumienia, które zapewnią Ukrainie bezpieczeństwo i ograniczą możliwość ponownej agresji. Samo wezwanie do zmiany prezydenta nie jest planem pokojowym. Podobnie zakup rosyjskiego paliwa nie stanowi dowodu, że Moskwa jest gotowa do trwałego kompromisu.

Najbardziej niepokojące jest zestawienie dwóch decyzji: z jednej strony Donald Trump sugeruje, że prezydent Zełenski powinien odejść, z drugiej zaś zawiera z Rosją porozumienie gospodarcze, które może przynieść jej dodatkowe przychody, co nie jest w sprawie najważniejsze. To bardziej wskazanie, że z Rosją można współpracować, co przyda się np. AFD, gdy przejmie władzę w Niemczech. W tym samym czasie, co też wywołuje niepochlebne komentarze wobec amerykańskiej głowy państwa, oczekuje od Ukrainy ograniczenia ataków na rosyjskie rafinerie. W efekcie najsilniejsza gospodarka Zachodu szuka korzyści energetycznych, podczas gdy państwo broniące się przed rosyjską inwazją otrzymuje kolejne polityczne pouczenie. To oczywiście gra, która wpłynąć ma na bezpieczeństwo dostaw do USA, czyli chronić zawartą umowę pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą.

Nie można także z góry przesądzać, że porozumienie paliwowe zakończy się strategicznym zwycięstwem Rosji. Nie wiadomo również, czy doprowadzi do trwałego obniżenia cen paliwa w USA. Można natomiast stwierdzić, że interesy gospodarcze Waszyngtonu i bezpieczeństwo Kijowa nie zawsze będą się pokrywać. Właśnie w takich sytuacjach sprawdza się wiarygodność sojuszy. Ukraina nie potrzebuje bezwarunkowego poparcia dla każdej decyzji Zełenskiego. Potrzebuje natomiast jasności, czy Stany Zjednoczone chcą pomóc jej wynegocjować pokój, który zagwarantuje wieloletnie bezpieczeństwo państwa, czy też oczekują przede wszystkim ustępstw, które pozwolą prezydentowi Trumpowi ogłosić sukces przed amerykańskimi wyborami.

Pamiętajmy, a wskazuje na to historia wojen, że pokój zawarty za wszelką cenę może okazać się jedynie przerwą przed następnym konfliktem zbrojnym, co wielokrotnie mówiła Ukraina. A jeśli jego podstawą będzie przekonanie, że napadnięte państwo powinno przede wszystkim zmienić przywódcę, by zadowolić potężniejszego sojusznika, będzie to nie tylko polityczny cios w Zełenskiego. Będzie to również niebezpieczny sygnał dla wszystkich państw, które liczą na to, że w chwili próby ich sojusznicy nie zamienią bezpieczeństwa w towar negocjacyjny.

Prezydent Donald Trump może chcieć nowego prezydenta Ukrainy, ale nie może jednak sam rozstrzygać, kto ma rządzić Ukrainą. A jeśli chce zapisać się w historii jako człowiek, który zakończył wojnę, powinien udowodnić to trwałym porozumieniem, a nie kolejnym politycznym ultimatum wobec przywódcy państwa, które walczy o własne istnienie.

Bogdan Feręc

Źr. Press Association

Fot. CC The White House

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Oireachtas zamyka dr
Próba wygaszenia em
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.