Sztuka prowokacji przekraczająca granice. Konfrontacyjny język szefa Ryanaira wywołał medialno-polityczną burzę
Gdy w świecie wielkiego biznesu liderzy firm starannie ważą każde słowo, by wpisać się w normy korporacyjnej odpowiedzialności. Jednak Michael O’Leary po raz kolejny postawił na retorykę skrajnej prowokacji, co jest akurat w jego stylu.
Szef linii lotniczych Ryanair wywołał falę oburzenia, porównując konkurencyjnych przewoźników lotniczych do „gwałcicieli”. Choć wypowiedź ta spotkała się z natychmiastowym potępieniem ze strony organizacji społecznych, polityków oraz przedstawicieli związków zawodowych, menedżer kategorycznie odmówił wycofania się ze swoich słów. Zamiast przeprosin opinia publiczna otrzymała deklarację pewności siebie i otwartą polemikę z krytykami, co otworzyło kolejny rozdział w dyskusji o granicach metafor stosowanych w debacie publicznej.
Bezpośrednią przyczyną rosnącego napięcia stało się wystąpienie Michaela O’Leary’ego przed corocznym walnym zgromadzeniem akcjonariuszy spółki w Dublinie. Odpowiadając na pytania dotyczące kondycji rynku lotniczego oraz cen lotów, szef Ryanaira użył wyjątkowo agresywnej metafory pod adresem rywali, określając ich mianem „drogo kasujących gwałcicieli”.
W jego ocenie drastyczne określenie miało jedynie zaakcentować dużą dysproporcję w cennikach, która skłaniać ma pasażerów do wyboru taniego przewoźnika. O’Leary przekonywał, że pasażerowie masowo przejdą do jego linii, ponieważ inne, nie stanowią dla nich alternatywy konkurenci pobierający zawyżone opłaty w całej Europie. Pytany przez dziennikarzy, czy podtrzymuje zasadność użycia tak mocnego sformułowania, odpowiedział twierdząco, uznając je za w pełni właściwe w kontekście rynkowego wykorzystywania klientów.
Metafora wywołała natychmiastowy sprzeciw instytucji chroniących prawa ofiar przemocy. Dyrektorka Dublin Rape Crisis Centre Rachel Morrogh skierowała do szefa Ryanaira oficjalny list, określając jego słownictwo jako „leniwe, nieświadome oraz głęboko krzywdzące”. Wskazała, że postacie publiczne o tak dużym wpływie nie mogą uciekać od odpowiedzialności za słowo, gdyż trywializowanie pojęć związanych z przemocą seksualną utrwala szkodliwe stereotypy i obniża wrażliwość społeczną.
Morrogh zaznaczyła, że dla osób z doświadczeniem napaści na tle seksualnym używanie takich porównań w kontekście cen biletów jest źródłem autentycznego bólu oraz złości. Zauważyła ponadto, że O’Leary, będący jednym z najbardziej doświadczonych i swobodnie wypowiadających się mówców w Irlandii, z pewnością nie użył tego słowa przypadkowo, a jedynie zignorował ciężar gatunkowy metafor. Zaproponowała szefowi linii lotniczych udział w specjalnym szkoleniu oraz zaapelowała o natychmiastowe przeprosiny, które mogłyby przynieść ukojenie osobom dotkniętym jego wypowiedzią.
Reakcja Michaela O’Leary’ego na wystąpienie szefowej centrum kryzysowego była jednak daleka od koncyliacyjnej. Szef Ryanaira nie tylko nie przeprosił, ale postanowił opublikować list otrzymany od Rachel Morrogh i wystosować otwartą ripostę. W swoim piśmie stanowczo odrzucił zarzuty dotyczące bagatelizowania przestępstwa, kładąc nacisk na fakt, iż w tej samej rozmowie z mediami wprost nazwał gwałt ohydną i straszną zbrodnią. Zarzucił swojej krytyczce stawianie fałszywych oraz zniesławiających zarzutów, sugerując, że przypisywanie mu intencji umniejszania cierpienia ofiar jest pozbawione podstaw. Menedżer kategorycznie odrzucił propozycję odbycia szkolenia oraz stanowczo odmówił przeprosin, argumentując, że każdy ma prawo do własnego zdania, a on sam nie zamierza ustępować pod naciskiem opinii publicznej. Zaprzeczył przy tym, jakoby podczas spotkania z prasą unikał odpowiedzi na trudne pytania, stojąc na stanowisku, że jego wypowiedzi były jednoznaczne i precyzyjne.
Odmowa refleksji ze strony lidera irlandzkiego przewoźnika sprowokowała reakcje na najwyższych szczeblach politycznych i związkowych. Rzecznik związku zawodowego Fórsa, reprezentującego personel pokładowy Ryanaira, nazwał sformułowania użyte przez przełożonego głęboko niewłaściwymi i nieprzystającymi do standardów komunikacji.
Do sprawy odniósł się również minister przedsiębiorczości Peter Burke podczas posiedzenia parlamentarnego partii Fine Gael. Minister jednoznacznie ocenił, że przemoc seksualna nie może być poddawana jakimkolwiek próbom banalizacji w przestrzeni publicznej. Zwrócił uwagę na głos organizacji pozarządowych pracujących z osobami poszkodowanymi i zaapelował do O’Leary’ego o ponowne przemyślenie swoich słów oraz skierowanie oficjalnych przeprosin do osób, które poczuły się urażone.
*
Ponieważ niedługo skorzystam z usług Ryaniar, wezmę w obronę szefa tej linii. To teraz już poważnie, ale faktycznie bronić będę argumentacji O’Leary’ego. Jako człowiek pracujący słowem, doskonale zrozumiałem kontekst, w jakim użył pojęcia „gwałt”. Co jednak ważne, wiele metafor, jakich używa się w mowie potocznej, choć bardziej dla podkreślenia istoty lub wagi całej wypowiedzi, zaczyna być rozumiana opacznie.
Zastanówmy się jednak, dlaczego tak się dzieje? Pierwsza kwestia to udelikatnienie naszych europejskich społeczeństw, a te czują się dotknięte, gdy tylko usłyszą wieloznaczne słowo. Tak doszliśmy do sprawy drugiej, więc niska, w mojej oczywiście ocenie, możliwość pojmowania słów i ich rozumienia. Wiąże się to bezpośrednio z jakże niskim aktualnie poziomem kształcenia.
Tym samym uważam, że szef Ryaniar, w kontekście całej wypowiedzi użył „gwałcicieli” w sposób poprawny, a i w żaden sposób nie sugerował, że ma na myśli jakąkolwiek przemoc, niosącą szkodę osobom poddanym przestępstwu.
Przykład wieloznaczności, jakby ktoś takiego potrzebował. „Gwałt niech się gwałtem odciska” to słynny cytat z utworu „Oda do młodości” autorstwa Adama Mickiewicza. Czy więc Mickiewicz namawiał w tym fragmencie do tego, aby ofiara gwałtu w ramach zemsty zgwałciła napastnika? W rozumieniu Dublin Rape Crisis Centre – gdyby tylko przeczytali Mickiewicza, prawdopodobnie tak.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC The Chancellery of the Prime Minister / PAP S.A.
