Sinn Féin dostało wiatru w żagle. Czy kilka słów Trumpa może zmienić irlandzką politykę? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Sinn Féin dostało wiatru w żagle. Czy kilka słów Trumpa może zmienić irlandzką politykę?

Właściwie nikt się tego nie mógł spodziewać, bo wcześniejsze zapowiedzi w ogóle na to nie wskazywały. Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Irlandii miała być raczej przystankiem na mapie jego pasji, a jedną z najważniejszych pozostaje przecież golf. Wystarczy spojrzeć na harmonogram wizyty. Na spotkania polityczne administracja USA przeznaczyła niewiele czasu, można powiedzieć, że przede wszystkim sobotnie przedpołudnie. Natomiast część soboty i cała niedziela miały już należeć do pola golfowego.

I pewnie tak właśnie większość ludzi zapamiętałaby tę wizytę, gdyby nie kilka zdań wypowiedzianych przez amerykańskiego prezydenta. Czasami w polityce jest tak, że człowiek przez kilka godzin mówi o gospodarce, inwestycjach, stosunkach międzynarodowych, bezpieczeństwie i wszystkim tym, co znajduje się w oficjalnych komunikatach, a potem rzuca kilka słów lub zdań, które okazują się ważniejsze od całego przygotowanego wcześniej programu. Właśnie to wydarzyło się w Irlandii.

O ile słabo oceniam spotkanie prezydentów obu państw, ale też nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego po rozmowach w Áras an Uachtaráin, bo wynika to ze sposobu prowadzenia swojej prezydentury przez Catherine Connolly, o tyle trochę inaczej było podczas spotkania z premierem Micheálem Martinem. Irlandzki premier, podobnie jak prezydent USA, wprowadzili do rozmów element życia i widać było, że obaj mają jeszcze puls. Jednak nie funkcje życiowe, jak powiedzieliby medycy, są tutaj najważniejsze. Nie są też najważniejsze cukierkowe słowa o Zielonej Wyspie, jakie wypowiadał prezydent Trump. Jakby na to nie patrzeć, najjaśniejszym elementem spotkania premier – prezydent nie były również podkreślane przez lokatora Białego Domu trwałe i rozwijające się kontakty gospodarcze pomiędzy oboma państwami.

Najważniejsze okazało się coś zupełnie innego.

Irlandia Północna i kwestia zjednoczenia wyspy

Prezydent Donald Trump kilkoma zdaniami podniósł rangę swojej wizyty, choć przyznam, że irlandzkie media, o ile informują o tym w sposób szeroki, niekoniecznie widzą w jego słowach punkt zwrotny. Ja natomiast odnoszę inne wrażenie, bo ta część wypowiedzi, która dotyczyła bezpośrednio zjednoczenia wyspy, poruszyła polityczne struny nie tylko w Irlandii, ale również w Wielkiej Brytanii i poza nią. Co istotne, były to bodajże trzy czy cztery zdania i właśnie dlatego warto się nad nimi pochylić.

Trump powiedział niewiele. Problem w tym, kto to powiedział

W polityce znaczenie słów zależy nie tylko od ich treści. Zależy także od tego, kto je wypowiada. Donald Trump nie jest burmistrzem małego miasteczka w stanie Ohio ani posłem z drugiego rzędu parlamentu. Jest prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jeżeli człowiek zajmujący takie stanowisko mówi publicznie, że zjednoczenie Irlandii ma sens, nie można traktować tego jak przypadkowej uwagi rzuconej przy kawie. Zwłaszcza że Stany Zjednoczone od dziesięcioleci, mocno związane są z procesem pokojowym w Irlandii Północnej.

Reakcja była więc niemal natychmiastowa. Przede wszystkim chodzi tutaj o władze Wielkiej Brytanii, ale uruchomiły się także północnoirlandzkie środowiska polityczne, sprzeciwiające się perspektywie zjednoczenia. Brytyjski przekaz był mniej więcej taki: Trump przesadził, miesza się w sprawy, które nie dotyczą jego państwa, a najlepiej zrobiłby, gdyby spojrzał do zapisów Porozumienia z Belfastu, żeby wiedzieć, kiedy i na jakich zasadach może dojść do zjednoczenia obu Irlandii.

Podobnie wypowiadali się liderzy północnoirlandzkich ugrupowań, które przywiązane są do idei pozostania Ulsteru w Zjednoczonym Królestwie. Można więc powiedzieć, że wszystko odbywało się zgodnie z przewidywaniami. Tyle że w tym miejscu zaczyna się problem, Donald Trump wypowiedział te słowa i poleciał na golfa. Natomiast brytyjska polityka została z nimi na kolejne miesiące.

Porozumienie Wielkopiątkowe nie mówi, że zjednoczenie jest niemożliwe

Warto przypomnieć rzecz podstawową, bo w politycznej dyskusji o Irlandii Północnej bardzo łatwo zgubić fakty. Porozumienie Wielkopiątkowe, znane również jako Porozumienie z Belfastu, zawarte zostało 10 kwietnia 1998 roku. W referendum przeprowadzonym 22 maja tego samego roku mieszkańcy Irlandii Północnej poparli porozumienie zdecydowaną większością. W Republice Irlandii odbyło się równocześnie referendum dotyczące zmiany Konstytucji.

Był to moment przełomowy po dziesięcioleciach konfliktu określanego jako The Troubles. Porozumienie nie rozwiązało wszystkich sporów, ale stworzyło polityczne zasady, w ramach których miała funkcjonować Irlandia Północna. W samy porozumieniu jest rzecz najważniejsza dla dzisiejszej dyskusji, bo uznaje, że przyszły status Irlandii Północnej może się zmienić, jeżeli większość mieszkańców Irlandii Północnej wyrazi taką wolę w referendum. Nie jest więc prawdą, że dokument z 1998 roku zamknął drogę do zjednoczenia.

Stworzył pokojowy i demokratyczny mechanizm, który pozwala o tej kwestii zdecydować, co robi różnicę. Zjednoczenie nie ma nastąpić dlatego, że chce go Sinn Féin. Nie ma nastąpić dlatego, że chce go Dublin. Nie ma nastąpić także dlatego, że mówi o nim Donald Trump. Nie może również zostać zablokowane tylko dlatego, że nie chce go Londyn. Decydujący jest tutaj głos mieszkańców.

Jeżeli więc ktoś mówi, że Trump powinien przeczytać Porozumienie Wielkopiątkowe, można odpowiedzieć: być może. Ale przydałoby się, aby przeczytali je również ci, którzy twierdzą, że dokument ten wyklucza dyskusję o zjednoczeniu. Nie wyklucza.

Sinn Féin. Partia, która od dawna czeka na ten moment

I tutaj dochodzimy do Sinn Féin. Ta partia nie pojawiła się wczoraj, jej historia sięga początku XX wieku. Sinn Féin została założona w 1905 roku przez Arthura Griffitha. Przez kolejne dekady jej historia splatała się z irlandzkim nacjonalizmem, walką o niepodległość, podziałem wyspy i późniejszym konfliktem w Irlandii Północnej. Trzeba przy tym zachować historyczną precyzję. Sinn Féin i IRA przez lata były ze sobą politycznie i organizacyjnie związane, ale nie były tym samym podmiotem. IRA była organizacją paramilitarną, poniekąd zbrojnym ramieniem, podczas gdy Sinn Féin była partią polityczną z własnymi „bojówkami”.

W okresie The Troubles temat zjednoczenia Irlandii miał jednak również wymiar przemocy, zamachów, śmierci i odwetu. Dlatego dzisiejsza polityka zjednoczeniowa nie może być oderwana od pamięci o tym okresie. Porozumienie Wielkopiątkowe zmieniło jednak reguły gry i Sinn Féin weszła na drogę polityczną, a jednym z najważniejszych architektów tego procesu był Gerry Adams. Później coraz większą rolę zaczęła odgrywać Mary Lou McDonald, która przejęła kierownictwo partii w 2018 roku.

Od tego momentu temat zjednoczenia wyspy stał się jednym z głównych elementów politycznej strategii Sinn Féin. Mary Lou McDonald od pierwszych dni swojego przywództwa mówiła, że zjednoczenie Irlandii jest priorytetem. Nie był to przypadkowy slogan, bo dla Sinn Féin zjednoczenie Irlandii jest jednym z fundamentów tożsamości politycznej. Partia może zmieniać stanowisko w sprawie podatków, gospodarki, ochrony zdrowia czy mieszkalnictwa. Może także mniej lub bardziej rozsądnie krytykować kolejne rządy. Może przegrywać wybory albo odnosić sukcesy, ale kwestia zjednoczenia wciąż pozostaje jej priorytetem i właśnie dlatego słowa Trumpa są dla Sinn Féin tak ważne.

Jedna wyspa, dwie tradycje, bardzo trudne pytanie

Problem polega na tym, że Irlandia Północna nie jest dzisiaj miejscem, w którym wystarczy powiedzieć: „zjednoczmy wyspę” i sprawa załatwiona. Po jednej stronie mamy nacjonalistów i republikanów, którzy chcą zjednoczonej Irlandii, a po drugiej stronie stoją unioniści, którzy chcą pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa.

Za tymi stanowiskami stoją nie tylko polityczne programy. Stoją za nimi rodziny, historia, religia, kultura, pamięć o ofiarach konfliktu i bardzo różne wyobrażenia o własnej tożsamości. Dlatego referendum zjednoczeniowe byłoby wydarzeniem ogromnej wagi i nie można go przeprowadzać wyłącznie po to, żeby wygrała jedna strona. Jeżeli kiedyś do takiego referendum dojdzie, potrzebne będą odpowiedzi na pytania znacznie trudniejsze niż samo „czy chcecie zjednoczenia?”.

Jak wyglądałoby finansowanie państwa?

Co z systemem ochrony zdrowia?

Co z podatkami?

Co z emeryturami?

Co z brytyjskim obywatelstwem?

Co z państwowymi symbolami?

Co z policją?

Co z edukacją?

Co z prawem?

I przede wszystkim: jak zagwarantować, że ludzie, którzy dziś czują się Brytyjczykami, nie obudzą się następnego dnia w państwie, w którym będą czuli się obywatelami drugiej kategorii? To właśnie będzie prawdziwym testem dla idei zjednoczenia.

Sinn Féin dostało coś więcej niż polityczny prezent

Tak mijały miesiące i lata. Sinn Féin z większymi lub mniejszymi sukcesami proponowała nowe rozwiązania polityczne, punktowała kolejne układy rządzące, krytykowała Fianna Fáil i Fine Gael, ale jedno pozostawało niezmienne: zjednoczenie Irlandii, co warto jeszcze raz podkreślić. W ostatnich miesiącach nawet rządzące Fianna Fáil i Fine Gael nie mogła pozostać całkowicie bierna wobec tego tematu. Władze koalicyjne zaczęły mówić o przygotowaniach do potencjalnego referendum zjednoczeniowego, jednocześnie wyraźnie zaznaczając, że nikt nie powinien spodziewać się takiego głosowania w najbliższym czasie.

To było ważne, bo temat, który przez lata można było odkładać na później, zaczął pojawiać się w głównym nurcie polityki. Sinn Féin uznało to zresztą za swój sukces i trudno się temu dziwić. Niektórzy członkowie ugrupowania mówili, że doprowadzili do odblokowania tematu zjednoczenia. To akurat jest częściowo prawdą, ponieważ poprzednie ekipy rządzące często traktowały tę kwestię jak polityczną gorącą patelnię. Lepiej było jej nie dotykać, bo można było się poparzyć, ale teraz sytuacja jest inna. Dlaczego? Ponieważ powiedział o tym Donald Trump, a może inaczej, powiedział o tym prezydent Stanów Zjednoczonych.

Kilkadziesiąt słów i nagle wszyscy zaczynają mówić o referendum

Jakby tego nie oceniać, prezydent Donald Trump dał bardzo wyraźny sygnał poparcia dla idei zjednoczenia obu Irlandii. To jest politycznie istotne, ale nie dlatego, że prezydent USA może nakazać Irlandczykom, Brytyjczykom czy mieszkańcom Irlandii Północnej, jak mają głosować. Nie może. Nie dlatego również, że może sam wywołać referendum. Nie może. Ale dlatego, że Stany Zjednoczone odgrywały wyjątkową rolę w procesie pokojowym.

Amerykańskie zaangażowanie w Irlandii Północnej nie zaczęło się od Donalda Trumpa. Jedną z najbardziej znanych postaci tego procesu był były prezydent Bill Clinton, którego administracja mocno wspierała proces pokojowy, a specjalnym wysłannikiem USA do Irlandii Północnej był George Mitchell. To właśnie Mitchell przewodniczył rozmowom, które doprowadziły do Porozumienia Wielkopiątkowego.

Dlatego, kiedy prezydent USA wypowiada się na temat przyszłości wyspy, nie jest to głos całkowicie z zewnątrz. Waszyngton ma historię zaangażowania w tę sprawę i Londyn doskonale o tym wie, a i nie może ignorować słów Waszyngtonu.

Właśnie dlatego Wielka Brytania reaguje

Tyle że dopiero w tym właśnie miejscu zaczyna się cała historia. Polityk takiej rangi jak prezydent USA nie jest pierwszym lepszym politykiem, którego słowa po dwóch najdalej dniach przykrywane są wiadomościami o gradobiciu. To nawet nie jest zwykłe wetknięcie kija w mrowisko, ta wypowiedź może być odczytana jako wskazanie kierunku, a przynajmniej jako sygnał, że temat zjednoczenia Irlandii nie jest w Waszyngtonie traktowany jako polityczne tabu.

Jak wiadomo, Stany Zjednoczone odegrały kluczową rolę w procesie prowadzącym do Porozumienia Wielkopiątkowego, więc mają w tej sprawie znacznie więcej doświadczenia i politycznego kapitału, niż sugerują niektórzy komentatorzy. Pojawiły się już nawet głosy, żeby Trump nie mieszał się do irlandzkich spraw. Tylko że można tutaj postawić pytanie: czy rozmowa o przyszłości Irlandii Północnej, rzeczywiście jest wyłącznie wewnętrzną sprawą Wielkiej Brytanii i Republiki Irlandii, skoro samo Porozumienie Wielkopiątkowe powstało w procesie, w którym Stany Zjednoczone odegrały tak ważną rolę?

Odpowiedź nie jest prosta, ale właśnie dlatego temat jest ciekawy.

Politycy wolą mówić o Trumpie niż o jego słowach

To wszystko blednie jednak, kiedy spojrzymy na reakcję irlandzkich polityków. Co ciekawe, większość z nich skupiła się na obrzydzaniu wizyty prezydenta Trumpa społeczeństwu, nawet po spotkaniu we Farmleigh House, czyli rezydencji, w której premierzy Republiki przyjmują najważniejszych gości.

Dużo mówiło się o prezydencie USA w kontekście prowadzonej przez niego polityki międzynarodowej. Wskazywano jego poparcie dla Izraela i brak reakcji na śmierć cywilów w Strefie Gazy. To są kwestie bardzo ważne, bo nie można przecież udawać, że polityka zagraniczna prezydenta Stanów Zjednoczonych nie ma konsekwencji. Nie można również powiedzieć, że Donald Trump jest całkowicie pozbawiony odpowiedzialności politycznej za decyzje podejmowane przez jego administrację i za kierunek amerykańskiej polityki.

Ale można jednocześnie zauważyć coś bardzo prostego, można krytykować Trumpa za Gazę, można za politykę wobec Ukrainy, ale i za stosunki z Europą. Można jednocześnie krytykować go za wszystko, co uważa się za słuszne, ale nie zmienia to faktu, że jego słowa o przyszłości Irlandii Północnej mają znaczenie.

A jedna partia właśnie dostała wiatru w żagle

Jedna partia w tym kraju dostała jednak nowej mocy napędowej, a nawet została ustawiona na całkiem innej pozycji i wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt słów. To oczywiście Sinn Féin.

Dla tego ugrupowania zjednoczenie Irlandii jest politycznym „być albo nie być”. Nie dlatego, że bez niego partia przestałaby istnieć, powód jest inny, że jest to jeden z najważniejszych punktów jej programu i politycznej tożsamości. W komentarzach przedstawicieli Sinn Féin w mediach społecznościowych widać było autentyczną radość, kiedy prezydent Trump poruszył temat zjednoczenia. I trudno się dziwić.

Dla Sinn Féin to polityczny prezent. Partia dostała bowiem coś, czego sama nie mogła sobie zapewnić, czyli uwagę największej potęgi politycznej świata. Teraz może powiedzieć, że skoro nawet prezydent Stanów Zjednoczonych mówi o zjednoczonej Irlandii, to dlaczego Dublin miałby udawać, że temat nie istnieje? To bardzo wygodny argument i odnoszę wrażenie, że Sinn Féin go wykorzysta.

Czy Trump właśnie pomógł Mary Lou McDonald?

W mojej ocenie nie dla samej wyspy, ale dla stagnacji sondażowej Sinn Féin ta wypowiedź może okazać się niezwykle cenna, bo Sinn Féin od jakiegoś czasu potrzebowała nowego paliwa. Przez ostatnie lata partia potrafiła mocno atakować rząd, ale znalazła się w sytuacji, w której samo krytykowanie Fianna Fáil i Fine Gael przestaje wystarczać.

Tymczasem kwestia zjednoczenia jest dla niej politycznym paliwem pierwszej klasy.

Spodziewam się więc, że już w nadchodzących tygodniach będziemy świadkami gry na całkiem innych strunach irlandzkiej polityki wewnętrznej. Nie będzie chodziło tylko o to, co powiedział Trump. Będzie szło o to, co irlandzka polityka zrobi z tymi słowami. I tutaj zaczyna się prawdziwa rozgrywka.

Londyn będzie uspokajał, Dublin będzie liczył

Układ rządzący prawdopodobnie zbagatelizuje wypowiedź Trumpa. To logiczne. Fianna Fáil i Fine Gael nie mają żadnego politycznego interesu w tym, aby pozwolić Sinn Féin przejąć całkowicie polityczną inicjatywę w kwestii zjednoczenia. Jednak rząd nie może też całkowicie zdezawuować słów amerykańskiego prezydenta. Może niechętnie, może ostrożnie, może używając języka dyplomacji, ale będzie musiał się tym tematem zajmować, bo nie tylko Sinn Féin widziałoby Wielką Irlandię.

I to jest najważniejsza rzecz, o której warto pamiętać. Zjednoczenie Irlandii nie jest własnością Sinn Féin, to nie jest pomysł jednej partii. Jest to natomiast kwestia historyczna, narodowa i konstytucyjna, która może w przyszłości dotyczyć całego społeczeństwa na wyspie.

A jeżeli zmiany demograficzne, polityczne i społeczne w Irlandii Północnej będą nadal postępowały, pytanie o przyszłość regionu będzie wracało coraz częściej. Nie dlatego, że ktoś w Dublinie sobie tego życzy. Nie dlatego, że ktoś w Londynie tego nie chce i nie dlatego, że Donald Trump wypowiedział kilka zdań.

Po prostu dlatego, że Porozumienie Wielkopiątkowe stworzyło legalną drogę do zmiany statusu Irlandii Północnej.

Kilka zdań może wystarczyć

I tutaj wracamy do początku. Wizyta Donalda Trumpa miała być przede wszystkim kurtuazyjną wizytą polityczno-gospodarczą połączoną z golfem. Spotkanie prezydentów obu państw nie zachwyciło, rozmowy z premierem były neutralne. Były słowa o gospodarce, inwestycjach i relacjach między Irlandią a Stanami Zjednoczonymi, a jednak najbardziej zapamiętamy prawdopodobnie coś zupełnie innego. Kilka zdań o zjednoczeniu Irlandii, które oczywiście można bagatelizować, a nawet twierdzić, że Trump przesadził. Można również mówić, że nie powinien się wtrącać, że o przyszłości Irlandii zdecydują wyłącznie mieszkańcy wyspy.

I formalnie będzie to prawda, ale polityka nie składa się wyłącznie z decyzji formalnych. Ona składa się również z sygnałów, a ten został wysłany. Sinn Féin go usłyszała, Londyn go usłyszał, Dublin również go usłyszał i to najwyraźniej. Teraz pozostaje pytanie, co oni wszyscy z tym zrobią, bo Donald Trump powiedział swoje, wsiadł do samolotu i poleciał „grać” w golfa.

Sinn Féin natomiast otrzymało silny impuls do działania, ten wspominany już wiatr w żagle i mam wrażenie, że tym razem nie będzie to tylko lekki podmuch.

Może się bowiem okazać, że kilka zdań amerykańskiego prezydenta uruchomiło rozmowę, którą irlandzka polityka przez lata próbowała odkładać na później. Z historią jest tak, że można ją odkładać na półkę, ale nie można jednak sprawić, żeby przestała istnieć.

Bogdan Feręc

Fot. The White House – zdjęcie archiwalne

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Rozszerzony BRICS rz
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.