Obietnice w chmurach, czyli rząd znów odkłada sprawę limitu lotniska w Dublinie
Irlandzki rząd po raz kolejny stoi w obliczu zarzutów o niedotrzymanie wcześniejszych zapowiedzi w sprawie limitu pasażerów na lotnisku w Dublinie. Choć deklarowano, że problem zostanie rozwiązany w tym roku, obecnie wiadomo jedynie, że kwestia zniesienia limitu 32 milionów pasażerów ma dopiero trafić pod głosowanie gabinetu ministrów.
Minister transportu Darragh O’Brien ogłosił, że sprawa zostanie rozpatrzona przez rząd we wtorek. Sam limit wciąż obowiązuje i ogranicza liczbę pasażerów korzystających z portu lotniczego w Dublinie do 32 milionów rocznie. Proponowane rozwiązanie zakłada całkowite zniesienie ograniczenia oraz uniemożliwienie wprowadzania podobnych limitów w przyszłości, przy czym zmiany, według założeń, miałyby zostać uchwalone do końca roku. To natomiast oznacza, że przepisy wejdą w życie dopiero w przyszłym roku.
Dyskusja wokół przyszłości limitu pokazuje wyraźny podział opinii politycznych i eksperckich. John Cunningham z BAM Ireland argumentuje, że zniesienie ograniczeń pozwoliłoby Dublinowi rozwijać się gospodarczo i wzmocnić pozycję kraju jako państwa wyspiarskiego zależnego od transportu lotniczego. Podkreśla także ryzyko dla inwestycji zagranicznych oraz możliwość ograniczania połączeń przez amerykańskie linie lotnicze, jeśli limit pozostanie w mocy. Zwraca także uwagę, że jeśli miliony potencjalnych pasażerów nie będą mogły podróżować do i z Irlandii, może to uderzyć w handel, biznes i ogólną konkurencyjność kraju. W jego ocenie polityka ograniczająca dostęp transportowy do wyspy może stopniowo osłabiać pozycję Irlandii na arenie międzynarodowej.
Przeciwny kierunek prezentuje wiceprzewodnicząca Partii Zielonych Hazel Chu. Jej zdaniem, zamiast zwiększać przepustowość lotniska, państwo powinno wzmacniać turystykę krajową. Wskazuje, że dużą część ruchu pasażerskiego stanowią Irlandczycy podróżujący rekreacyjnie za granicę, co oznacza odpływ pieniędzy z gospodarki krajowej.
Dodatkowe napięcie w debacie wprowadzają kwestie środowiskowe i felietonista The Examiner Fergus Finlay ostrzegł, że ignorowanie skutków środowiskowych rosnącego ruchu lotniczego może być błędem, którego konsekwencje będą odczuwalne w przyszłości. Jednocześnie uważa, że odebranie władzom Fingal decyzyjności w sprawie limitu może być uzasadnione, jeśli doprowadzi do bardziej scentralizowanego systemu zarządzania ruchem lotniczym.
Spór wokół limitu pasażerów staje się symbolem szerszego problemu, czyli równowagi między wzrostem gospodarczym, środowiskiem i wiarygodnością polityczną. Dla rządu to kwestia strategicznej infrastruktury i inwestycji. Dla krytyków staje się testem zdolności państwa do realizowania własnych zapowiedzi. W praktyce sprawa pozostaje nierozstrzygnięta. Limit nadal obowiązuje, a decyzja, która miała być politycznym zamknięciem tematu, wciąż znajduje się w fazie dyskusji i zapowiedzi legislacyjnych. W polityce infrastrukturalnej czas bywa równie ważny, jak sama decyzja, a opóźnienia potrafią ważyć tyle samo co błędy.
*
Jeżeli natomiast spojrzeć wyłącznie na wypowiedzi polityków i działaczy, to wydają się oni zdeterminowani, aby decyzji o zniesieniu limitu w ogóle nie podjąć, a i na siłę zatrzymać mieszkańców Irlandii na wyspie. To może, idąc za słowami wiceprzewodniczącej Chu, należy zakazać lotów i jedynym transportem pomiędzy wyspą a kontynentem ustanowić łodzie wiosłowe? Ekologia natomiast, gdyby posłuchać Pana Finlay i połączyć to z uwięzieniem ludzi na wyspie, żeby wspierali tutejszą gospodarkę, będzie wówczas tak głęboka, że aż będzie się od niej porzygać.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Fot. Dublin Airport
