Między otwartym rynkiem a zamkniętą bramą. Irlandia waha się wobec umowy z Mercosur
Irlandia patrzy na umowę handlową z krajami Mercosur z wyraźnym dystansem, choć Bruksela od ćwierćwiecza próbuje domknąć porozumienie z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem, w Dublinie narasta przekonanie, że cena za liberalizację może okazać się zbyt wysoka. Nie chodzi o ideologię wolnego handlu, lecz o bardzo przyziemne pytanie: kto poniesie koszty tej umowy i czy będą one rozłożone sprawiedliwie?
Minister stanu Seán Canney zapowiedział, że przedstawi dziś premierowi Micheálowi Martinowi obawy grupy Regional Independents podczas spotkania online. To znamienne, bo rozmowa odbędzie się w chwili, gdy szef rządu przebywa w Chinach, zabiegając o rozszerzenie wymiany handlowej z jednym z największych globalnych partnerów. Kontrast jest uderzający, bo z jednej strony ofensywa handlowa, z drugiej – wyraźne hamulce.
Sednem irlandzkiego sceptycyzmu są różnice regulacyjne, szczególnie w sektorze wołowiny i drobiu. Irlandzcy hodowcy od lat funkcjonują w gęstwinie unijnych norm dotyczących bezpieczeństwa żywności, dobrostanu zwierząt i ochrony środowiska. Mercosur postrzegany jest natomiast jako region, w którym standardy te są inne, a według krytyków umowy, wyraźnie niższe. W ich ocenie oznacza to nierówną konkurencję, w której tańszy import z Ameryki Południowej mógłby zepchnąć irlandzką wołowinę na margines rynku.
Obawy rolników nie są abstrakcyjne, gdyż spadek cen skupu wołowiny uderzyłby bezpośrednio w dochody gospodarstw, które już dziś balansują na granicy opłacalności. Dla wielu regionów wiejskich byłby to cios nie tylko ekonomiczny, lecz także społeczny, czyli kolejny etap powolnego wyludniania i zaniku lokalnych wspólnot.
W piątek 27 państw członkowskich Unii Europejskiej zdecyduje, czy umowa Mercosur zostanie przyjęta, czy odrzucona. Głos Irlandii nie przesądzi samodzielnie o wyniku, ale ma znaczenie symboliczne. Pokazuje pęknięcie w unijnej narracji o handlu jako grze o sumie dodatniej, w której wszyscy wygrywają. Dublin sygnalizuje, że w praktyce wygrani i przegrani są bardzo konkretni i często da się ich wskazać z nazwiska oraz adresu gospodarstwa.
*
Irlandzka rezerwa wobec umowy Mercosur nie jest więc prostym „nie”. To raczej ostrzeżenie przed umową, która może być sukcesem na poziomie statystyk, a porażką na poziomie rynków lokalnych. W tym sensie debata wokół Mercosur staje się testem dojrzałości europejskiej polityki handlowej, więc czy potrafi ona pogodzić globalne ambicje z realiami krajów, które mają najwięcej do stracenia.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Dzięki uprzejmości stacji RTE
