Między legendą a zmęczeniem materiału – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Między legendą a zmęczeniem materiału

Bardzo rzadko odnoszę się bezpośrednio do sytuacji w naszej ojczyźnie, a zazwyczaj wolę patrzeć szerzej, z dystansu, z perspektywy kilku tysięcy kilometrów, jak tradycja felietonu nakazuje. Jednak jakoś ostatnio uznałem, że przynajmniej jedna osoba zasługuje na to, aby się do niej w pewien sposób odnieść, nawet jeśli robię to z lekkim westchnieniem. Nie będzie to człowiek z lasu, żadna postać epizodyczna ani polityczny statysta, więc mówimy o figurze nietuzinkowej, elicie elit, co oznacza rzecz jasna, że chodzi o samego Prezesa Rady Ministrów.

Tak, o Pana premiera Donalda Tuska, który mógł się niegdyś cieszyć moim uznaniem, a nawet szacunkiem. Były czasy, gdy patrzyłem na niego z autentycznym zainteresowaniem i pewnym, chwilami dużym kredytem zaufania. Przykro to mówić, ale wiele się przez te lata zmieniło i aktualny szef gabinetu może teraz co najwyżej spotkać się z moim uśmiechem politowania, który podszyty jest smutną refleksją. Był długo czas, gdy uważałem, iż Donald Tusk jest jedną z jaśniejszych gwiazd na firmamencie polskiej polityki i jednym z najdoskonalszych oraz najsprawniejszych polityków swojego pokolenia. Jednak później, powoli, na początku prawie niezauważalnie, coś zaczęło się przesuwać, coś pękać, aż w końcu odsuwało się od niego określenie, że jest politycznym zwierzęciem, tym instynktownym, wyczuwającym zagrożenia i okazje.

Już schyłek jego pierwszej kadencji rządów pokazał, że dzieje się w premierze coś niepokojącego, że zaczyna się jakby „zacinać”, że tryby, które wcześniej pracowały gładko, przestały się zazębiać. Pojawiła się nerwowość, ale pojawiły się również decyzje bez dawnej precyzji. Kiedy został Przewodniczącym Komisji Europejskiej, wiele osób się cieszyło, w tym ja, bo to jednak Polak został „prezydentem” Europy, co we wszystkich nas mogło budzić nadzieję, iż właśnie Polska zaczęła w jakiś sposób przewodzić na Starym Kontynencie, choćby symbolicznie.

Po latach komuny, po tłamszeniu naszego narodu przez Moskwę, okazało się, że Polak może się wybić na świecie, jak „Waluś i Unabomber”😉, że użyję parafrazy słów z filmu Kiler. To było osiągnięcie na miarę kontynentu, coś, co stawiało Polskę i Polaków na całkiem innej pozycji, dodawało nam pewności siebie i poczucie sprawczości. Abstrahuję tu od tła politycznego, więc od mocodawczyni, za której sprawą wszystko się stało, bo nie o personalne niuanse tu chodzi, lecz o sam fakt.

Później nadeszła jednak polityczna przemiana i przyszedł czas na odpłacenie się za wskazanie palcem na niego, by stał się człowiekiem użytecznym, choć nie wiem, czy dla własnego kraju. To moment, w którym zaczęły rodzić się również coraz trudniejsze pytania, a jednocześnie coraz głośniejsze, żeby zbyć je milczeniem. Pominę dalszą część rządów przewodniczącego Donalda Tuska w Unii Europejskiej, bo nadszedł czas, gdy wrócił po latach europejskiej służby na koniu chwały do Polski, ale wielu wtedy mówiło, nawet jego zwolenników, że Tusk się skończył, że to „zgrana karta”, jak mawiał o brytyjskim premierze Winstonie Churchillu irlandzki dramaturg i prozaik George Bernard Shaw.

Ten jednak pozostał głuchy na te słowa, trochę zaszył się w politycznych ostępach, jakby zbierał siły, ale jednocześnie zaczął budować koalicję przeciwko swojemu głównemu wrogowi, więc prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, którego imienia, co kilka lat temu obiecywałem, miałem nie wymieniać. Istotne jest jednak, a trochę to trwało, była to w przypadku Donalda Tuska operacja żmudna i długofalowa, aż projekt „usunąć Kaczyńskiego” ujrzał światło dzienne. Ów, więc przyszły premier stanął w wyborcze szranki i „wygrał”. Wszyscy piali z zachwytu, że Donald Tusk się odrodził, że powstał, wraz ze swoją partią jak Feniks z popiołów i teraz to w kraju zmieni się wszystko, czyli naprawi się pisowski obraz zniszczeń i wypaczeń.

Z czasem wyszło też na jaw, że sam Donald Tusk oraz jego ugrupowanie, co jest skutecznie w polskich mediach do tej pory przemilczane, wcale z PiS-em nie wygrał, choć narracja była i jest odmienna. Gdyby nie szeroki front Platformy Obywatelskiej ze złogami po PRL-u, partią chłopską i resztą lewicującej strony politycznej, Prawo i Sprawiedliwość nadal dzierżyłoby w swoich rękach władzę. To fakt, który kłuje w oczy, ale fakty mają to do siebie, że są uparte i trudno z nimi walczyć.

Desygnowany na premiera Donald Tusk, niezrażony jednak tym pyrrusowym zwycięstwem, składa z różnych indywiduów swój gabinet, obejmuje, jak się wydaje, silną ręką ster państwa i…

No właśnie. I zaczyna się pasmo nieszczęść oraz niepowodzeń. Idea zniszczenia Jarosława Kaczyńskiego oraz samego PiS-u przyświeca Koalicji Obywatelskiej, choć przystawki Platformy są jedynie maszynkami do głosowania, albowiem to Donald Tusk jest rozgrywającym, nadającym ton całej polityczno-publicznej debacie. To on uderza tam, gdzie PiS zaboli najbardziej, torpeduje ich, całkiem niekiedy dobre pomysły, choć, jak to u PiS-u, bez pomysłu na realizację, a i poniekąd niszczy to, co mogłoby przełożyć się na zyski dla Polski. Chcę też wierzyć, nadal wierzyć, że to tylko ze strony premiera Donalda Tuska realizacja jego wizji Polski, a nie gra na obcy interes, choć widzę coraz mniej powodów, by podtrzymywać w sobie ten gasnący płomyk nadziei.

Niestety dla Donalda Tuska część jego działań przestała być w pewnym momencie okryta woalem tajemnicy, pozostawać w sferze domysłów i medialnych spekulacji. Wszedł na arenę z otwartym tekstem i to właśnie zaczęło uderzać w jego wizerunek. Wówczas stracił w oczach wielu, nawet jego niepohamowanych zwolenników opinię tego politycznego zwierzęcia, by potem nadszedł cios kolejny. W politycznym kalendarzu Rzeczypospolitej Polskiej pojawiły się wybory prezydenckie, do których Koalicję Obywatelską, ówcześnie jeszcze ten polityczny landrynek, przygotowywał do wygranej. Jednak również tu rzeczywistość zrobiła Donaldowi Tuskowi psikusa i jego kandydat zajął drugą pozycję, więc po rządach Pana prezydenta Andrzeja Dudy, nich imię jego zapadnie się w niepamięć, do dużego pałacu wprowadza się Karol Nawrocki i…

To kolejne „i”, które wiele zmienia. To on staje się większym dla rządów premiera Donalda Tuska zagrożeniem niż sam Jarosław Kaczyński oraz PiS razem wzięte. Właśnie wtedy, gdy premier otrząsnął się z kurzu porażki, zaczyna się kolejny okres w jego karierze, a nazwać go pasmem sukcesów nie sposób. Premier Donald Tusk czyni ruchy, które sprawnie blokowane są przez nową głowę państwa i niestety dla tego polityka traci nimb nieomylnego stróża kraju.

W okresie koegzystencyjnej walki pomiędzy premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem Karolem Nawrockim ujawniają się też niedoróbki tego pierwszego, bo wiele z jego inicjatyw pali na panewce. To natomiast pokazuje, że wojna przeniesiona z Jarosława Kaczyńskiego na Karola Nawrockiego nie będzie ani łatwa, ani krótka, a raczej wyniszczająca, rozciągnięta w czasie, aż do kolejnego aktu wyborczego.

Co więc powiedzieć o urzędującym Prezesie Rady Ministrów? Cóż, zużył się, traci polityczny węch, a wymiana przeciwnika uderzyła mocniej, niż chyba sam się spodziewał. Zmniejszył się premier, jest jakby wycofany, brakuje mu argumentów w konfrontacji z Krakowskim Przedmieściem, ale, co widzę bardzo dokładnie, wyraźnie wraca mu rezon, gdy zaczyna mówić o Jarosławie Kaczyńskim. Wówczas jego twarz nabiera rumieńców, wręcz się rozpromienia i widać dawnego Donalda Tuska, tego sprzed lat.

I co to oznacza? Nic poza tym, że wróg dla premiera Tuska może być tylko jeden, i musi nim być prezes Kaczyński, ponieważ w innym przypadku zaczyna tracić grunt pod nogami.

Na sam koniec tylko jedno. Obu panów, czyli Jarosława i Donalda, uważam obecnie za szkodników polskiej polityki, manipulujących Polską i Polakami. Jestem też zdania, że powinni usunąć się w polityczny cień i to jak najszybciej. To, co teraz widzimy w ich wykonaniu, to wyłącznie ich prywatna wojna, ich rozgrywka, ich chore ambicje, a jeżeli Polska ma zostać naprawiona, to z całą pewnością bez Kaczyńskiego i Tuska. Zróbcie sobie z nich honorowych prezesów czy przewodniczących, stawiajcie pomniki, jeżeli macie taką ochotę, nic mi do tego, ale odsuńcie ich od realnego rządzenia Polską, żeby zakończyć ten zły okres w naszej historii współczesnej.

Bogdan Feręc

Photo by Inna Nasonova on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Pęknięcie w murze
UE na marginesie ś
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.