Między burzą a wieczornym scrollowaniem. Kiedy Irlandia najczęściej znika w sieci
Mieszkańcy Irlandii mają swoje cyfrowe rytuały, więc internet nie jest już dodatkiem do dnia, lecz jego cichym kręgosłupem – elastycznym, zawsze pod ręką, szczególnie wtedy, gdy świat za oknem przestaje współpracować. Najnowsze dane Vodafone pokazują, że w Irlandii najchętniej szperamy w sieci wieczorami, a absolutnym szczytem jest godzina 22.00. To moment, gdy domy cichną, czajnik stygnie, a kciuk przejmuje ster.
Miniony rok przyniósł rekordowy wzrost wykorzystania danych mobilnych – aż o 19 proc. W liczbach brzmi to jeszcze mocniej, bo zużycie danych wzrosło z 445 133 terabajtów do 530 794 TB, czyli ponad pół petabajta informacji przesyłanej przez tutejsze smartfony. Krótko mówiąc, scrollujemy więcej, dłużej i intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Najbardziej „internetowym” dniem roku okazał się wtorek, 9 grudnia. Nie przez premierę serialu ani viralowy trend, lecz przez naturę w swojej surowej odsłonie. Sztorm Bram przeszedł przez kraj, zmuszając ludzi do pozostania w domach i utrzymywania kontaktu wyłącznie online. Tego dnia zużyto 1660 TB danych mobilnych – cyfrowy odpowiednik narodowej narady kryzysowej na komunikatorach, portalach informacyjnych i mediach społecznościowych.
Choć dane rosną, rozmowy głosowe powoli tracą na znaczeniu. Ruch głosowy spadł o 8 proc. rok do roku, co tylko potwierdza zmianę nawyków, iż mniej dzwonimy, częściej piszemy, wysyłamy głosówki, łączymy się wideo i reagujemy serduszkami. Tradycyjne połączenia wciąż jednak mają swoje momenty chwały. Najwięcej wykonano ich w środę 26 marca i było to około 10 milionów rozmów, trwających średnio trzy minuty.
Święta pozostają świętami także w sieci, więc w Boże Narodzenie wykonano 3,4 miliona połączeń, a w Nowy Rok aż 4,5 miliona. Nawet w epoce komunikatorów potrzeba usłyszenia czyjegoś głosu nie znika – zmienia tylko częstotliwość.
Wyraźne skoki aktywności internetowej towarzyszą także emocjom zbiorowym. Mecz rugby Irlandii z Republiką Południowej Afryki na stadionie Aviva w listopadzie wygenerował tysiące połączeń i intensywny ruch danych. Latem podobny efekt przyniosły wielkie koncerty – występy Duy Lipy i Lany Del Rey zamieniły stadion w jedno wielkie studio transmisyjne, pochłaniając ponad 5 TB danych mobilnych, a wtedy publiczność była jednocześnie widownią i nadawcą.
Z tych liczb wyłania się obraz Irlandii zanurzonej w sieci nie z obowiązku, lecz z potrzeby bycia razem – nawet jeśli tylko wirtualnie. Najczęściej wieczorem, czasem w środku jakiejś burzy, innym razem przy refrenie ulubionej piosenki. Internet nie zastąpił życia, ale nauczył się idealnie wpasowywać w jego rytm – miejmy nadzieję.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Frederik Lipfert on Unsplash
