Irlandia na rozdrożu. Młodzi patrzą w stronę lotniska
Coraz więcej młodych ludzi z Irlandii zaczyna spoglądać ku horyzontowi z pytaniem, które jeszcze dekadę temu brzmiało niemal jak bluźnierstwo: czy naprawdę chcę spędzić tu całe życie? To nie kaprys ani chwilowa moda, to efekt twardych realiów, które coraz głośniej stukają do drzwi generacji dorastającej w Irlandii końca lat 90.
Rosnące ceny domów nie są już tylko ekonomicznym wskaźnikiem, bo stały się czymś w rodzaju klątwy, która spycha młodych do rodzinnych domów niczym w niekończącej się powtórce z wczesnej dorosłości. Według najnowszego sondażu aż 62% 25-latków nadal mieszka z rodzicami, głównie dlatego, że po prostu inaczej się nie da. W przestrzeni publicznej co rusz wybuchają dyskusje, że, jak twierdzą jedni, iż migranci mają „darmowe zakwaterowanie”, a inni, że rodzimi obywatele i rezydenci zostawieni zostali „sami sobie”. Tymczasem większość młodych stoi w miejscu, wybierając między emigracją a pokojem w domu rodziców.
Badanie „Growing Up In Ireland Cohort ’98”, obejmujące 3380 osób, zagląda głęboko w serce tego pokolenia i to, co tam widać, jest miksem ambicji, niepokoju oraz cichej nadziei. 34% respondentów ma trudności ze wiązaniem końca z końcem, a prawie co dwudziesty przyznaje, że ich sytuacja finansowa jest poważnie niepokojąca. Nic więc dziwnego, że 86% obawia się o dostęp do mieszkań, a to dziś bardziej marzenie niż realny plan.
Nie tylko portfele pękają w szwach. Dusze też. 31% kobiet i 18% mężczyzn miało diagnozowane zaburzenia lękowe lub depresję, a to już sygnał, że ciężar współczesności zbyt mocno ciąży na barkach tych, którzy dopiero startują w dorosłe życie. Mimo to, ten świat nie jest czarno-biały. Ba, pełen jest zaskakujących kontrastów, bo z jednej strony: prawie jedna piąta młodych nie interesuje się polityką, a ponad połowa nie brała udziału w żadnej większej akcji społecznej w ostatnim roku. Z drugiej zaś, 85% martwi się zmianami klimatycznymi, a większość postrzega swoją przyszłość z optymizmem. Młodzi potrafią więc jednocześnie nie ufać instytucjom i wierzyć w świat, który można jeszcze naprawić.
Są też dane, które pokazują zupełnie przyziemny wymiar dorosłości: przeciętny etatowiec zarabia 558 euro tygodniowo, a różnica w wynagrodzeniach między kobietami a mężczyznami nadal trzyma się mocno i panowie inkasują o 64 euro więcej. Wykształcenie też ma znaczenie, bo osoby z dyplomem zarabiają średnio 613 euro, ci bez 485 euro.
Nie brakuje tu i ciemniejszych tonów. 21% młodych sięgnęło po kokainę w ciągu ostatniego roku, a 65,6% doświadczyło uprzedzeń. Jednocześnie 89% deklaruje dobre zdrowie. Najbardziej intrygujące jest jednak to, że gdy zaproszono młodych do udziału w badaniu, co ósmy uczestnik już opuścił kraj, a to nie jest statystyka, bo bardziej migający neon mówiący, że coś tu się zmienia. I to szybko.
Irlandia staje dziś przed niewygodnym pytaniem. Czy zdoła zatrzymać swoje najmłodsze pokolenie, ludzi dobrze wykształconych, ambitnych, z dyplomami i marzeniami, czy też pozwoli im odpłynąć tam, gdzie wejście w dorosłość nie brzmi jak finansowy horror? Jedno jest pewne: młodzi, którzy jeszcze wczoraj zakładali, że ich życie potoczy się blisko rodzinnych stron, dziś coraz częściej trzymają w dłoniach kompas. Wskazówka nieubłaganie przesuwa się jednak w stronę wyjazdu, a Irlandia, jak widać, ma coraz mniej czasu, by to zatrzymać.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Daniel Lim on Unsplash
