Irlandia na oparach. Blokady skończą się interwencją armii?
W kraju, który przez lata uczył się radzić sobie z kryzysami, blokady terminali paliwowych uderzyły jak nagłe zgaszenie silnika na środku autostrady. Wszystko niby jedzie, ale zaraz wszyscy poczują, że bak świeci na czerwono. Kevin McPartlan z Fuels For Ireland mówi to już bez ceregieli, że jeśli te blokady nie zostaną zdjęte, zrobi się naprawdę niebezpiecznie.
Baza w Galway stoi zamknięta od dwóch i pół dnia. W teorii można by to zbyć wzruszeniem ramion, ale zachodnia Irlandia już czuje brak paliwa, jakby ktoś nagle odciął im ostatnią linię zasilania. McPartlan podkreśla, że jeszcze tylko „stosunkowo niewielka” liczba stacji została na sucho, ale to liczba, która może wystrzelić jak wykres kryptowaluty po nieoczekiwanym tweecie. Ludzie już zaczęli panikować, robiąc zakupy na zapas, jakby jutro miała przyjść benzynowa apokalipsa.
W tym wszystkim pada pytanie, które brzmi jak westchnienie człowieka zmęczonego absurdem, czy naprawdę jesteśmy w punkcie, w którym trzeba wysłać Siły Obronne, by zdejmowały protestujących z bram terminali? McPartlan nie chce tego scenariusza nawet sobie wyobrażać, ale jednocześnie mówi jasno, iż utrudnianie życia rodzinom, pracownikom, ludziom w sklepach czy karetkom nie przybliża nikogo do tańszego paliwa. Za to zniechęca wszystkich, których protestujący chcą mieć po swojej stronie.
Najmocniejsze zdanie, jakie padło z jego ust, brzmi właściwie jak diagnoza całego kryzysu: „To gospodarstwa domowe, firmy, rolnicy i przewoźnicy płacą za blokady, nie politycy”. Taki prosty fakt, a w całej emocjonalnej gorączce nagle brzmi jak coś, o czym nikt nie pomyślał, bo kiedy dostęp do terminali i rafinerii zostaje odcięty, paliwo nie wypływa do stacji. Jednak kiedy paliwo nie wypływa – stacje pustoszeją.
Blokady rozlały się na irlandzkiej mapie jak siniaki, choć branża robiła, co mogła, by po lutowych perturbacjach z powodu ataku Iranu utrzymać dostawy w stabilności, która i tak wisiała na włosku. A teraz, gdy obywatelom paliwo dosłownie ucieka sprzed nosa, cały ten wysiłek idzie na marne. I to boli, w takim najbardziej ludzko-frustrującym sensie. Wysokie ceny paliw rzeczywiście drążą ludzi od środka, w tym z całą pewnością kierowców ciężarówek, farmerów, małe biznesy, rodziny, wszystkich, którzy i tak jadą na granicy możliwości, o czym trzeba pamiętać – protestujący też.
To wszystko robi się jeszcze bardziej przygnębiające, kiedy McPartlan mówi, że „blokady nie wywierają istotnej presji na decydentów”. Zamiast tego rozmontowują życie zwykłych ludzi, tych, którzy mają swoje obowiązki, dzieci do odebrania, sklepy do zaopatrzenia, oddziały ratunkowe, które muszą wyjechać natychmiast. Pomyślmy tylko przez krótką chwilę: jeśli ambulanse staną w kolejce po ostatnie litry paliwa, cała Irlandia będzie się wstydzić, że do tego doprowadziła.
McPartlan apeluje, i to już takim tonem kogoś, kto nie szuka eleganckich metafor i stwierdził: zdejmijcie blokady, otwórzcie terminale, nie róbcie z infrastruktury narodowej zakładnika sporów, w których najbardziej cierpią ci, których protestujący chcą wspierać.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Urvish Oza on Unsplash
