Iluzja ekologii, realność kosztów. Nowy program grzewczy uderzy po kieszeni
Wprowadzany przez rząd Program Obowiązku Ogrzewania Odnawialnego (RHO), mający wejść w życie w 2026 roku, staje się zarzewiem głębokiego kryzysu na linii administracja państwowa – sektor energetyczny. Choć oficjalna retoryka ministerialna przedstawia nowe regulacje jako kolejny krok w stronę dekarbonizacji, dogłębna analiza mechanizmów rynkowych obnaża zupełnie inną rzeczywistość.
Proponowane przepisy w obecnym kształcie nie tylko nie przyniosą zakładanych korzyści środowiskowych, ale przede wszystkim wygenerują potężne koszty dodatkowe, które w całości przerzucone zostaną na barki odbiorców końcowych, czyli osób ogrzewających swoje domy i mieszkania.
Rygorystyczne wymogi bez efektu ekologicznego
U podstaw rządowego projektu leży obligowanie dostawców oleju opałowego, gazu oraz paliw stałych do zapewnienia, by określony odsetek sprzedawanej energii pochodził ze źródeł odnawialnych. Narzucony limit ma wynosić 1,5% w pierwszym roku i wzrosnąć do 3% w roku kolejnym. Problem polega na tym, że – jak alarmują eksperci z organizacji Fuels for Ireland – wymóg ten na starcie pokrywa się z ilością paliw alternatywnych, która już teraz naturalnie funkcjonuje na rynku.
W praktyce oznacza to, że nowe prawo nie wymusi realnego zwiększenia udziału zielonej energii w miksie grzewczym. Zamiast realnej redukcji emisji, obywatele otrzymają skomplikowaną zbiurokratyzowaną strukturę. Koszty obsługi całego systemu regulacyjnego oraz certyfikacji zostaną wliczone w ceny surowców, przez co konsumenci zapłacą więcej za dokładnie ten sam produkt, który kupowali dotychczas.
Brukselskie veto i paraliż rodzimej produkcji
Pierwotnym i kluczowym celem RHO miało być stymulowanie krajowego rynku biometanu i budowa niezależności energetycznej. Rząd planował system wsparcia promujący rodzimą produkcję poprzez przyznawanie dodatkowych punktów certyfikacyjnych dla biometanu wytworzonego w Irlandii. Konstrukcja ta została jednak całkowicie zakwestionowana przez Komisję Europejską, która uznała te preferencje za niezgodne z unijnymi zasadami wspólnego rynku.
W efekcie interwencji Brukseli, Departament został zmuszony do usunięcia zapisów chroniących lokalnych producentów. Mimo że fundament, na którym opierano sens ekonomiczny ustawy runął, prace legislacyjne są kontynuowane bez głębszej refleksji. Sektor paliwowy wprost porównuje tę sytuację do politycznej farsy – mechanizm przetrwał, choć zniknął powód jego utworzenia.
Logistyczny absurd: import i mechanizm wykupu
Usunięcie mechanizmów wspierających krajowych producentów doprowadziło do załamania rentowności planowanych inwestycji w rodzimy biometan. Branża nie ma bodźców ekonomicznych do rozwoju lokalnej infrastruktury. Aby spełnić narzucone prawem minima, podmioty zobowiązane będą zmuszone do masowego importu biometanu z zagranicy.
Wiąże się to z koniecznością opłacenia kosztownego transportu m.in. przez terytorium Wielkiej Brytanii, co drastycznie podniesie cenę surowca. Co więcej, w przypadku nieuchronnego deficytu zielonych paliw na rynku, dostawcy będą zmuszeni do korzystania z tzw. mechanizmu wykupu, czyli de facto opłacania kar. Zarówno koszty skomplikowanej logistyki międzynarodowej, jak i ewentualne kary finansowe nakładane na dystrybutorów, bezpośrednio przełożą się na drastyczne podwyżki rachunków za ogrzewanie domów i mieszkań.
W obecnym kształcie Program Obowiązku Ogrzewania Odnawialnego jawi się zatem nie jako reforma klimatyczna, lecz jako rygorystyczny instrument fiskalny, za który zapłacą wszyscy, którzy chcą mieć ciepłe domy.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by hessam nabavi on Unsplash
