Głośniej niż cisza, mocniej niż strach

Świat, w którym żyjemy, coraz bardziej przypomina wielką salę koncertową, gdzie muzycy grają swoją partię tak głośno, że nie słyszą nawet własnych pomyłek. Publiczność, czyli my, siedzi w fotelach coraz ciaśniej, coraz bardziej nerwowo, coraz bardziej świadoma, że ta melodia nie prowadzi do niczego dobrego. Politycy wywijają smyczkami, klaszczą w swoje dłonie, poprawiają mankiety marynarek i udają, że kontrolują rytm, choć każdy dźwięk jest zakłamany, detonuje i wypełnił się chaosem skrywanym pod warstwą oficjalnych oświadczeń.

Ten fałsz nie jest już subtelny, a słychać go w każdym kolejnym unijnym programie, który ma ratować, usprawniać, modernizować i poprawiać, więc zamiast tego przygniata, obciąża i często uderza w ludzi, którzy już dawno stracili cierpliwość do wielkich projektów oderwanych od codzienności. Nikt nie kwestionuje, że świat potrzebuje zmian, w tym klimatycznych, gospodarczych, technologicznych, ale zauważmy, że problem leży gdzie indziej i znajduje się w tempie, w sposobie i realiach zwykłych ludzi. Tam, gdzie powinna działać wyobraźnia empatii, działa wyobraźnia biurokracji. Tam, gdzie potrzebna jest prostota, pojawia się gąszcz rozporządzeń i najważniejsze: tam, gdzie powinna być rozmowa, władza milczy lub mówi tylko do siebie.

Właśnie dlatego rośnie gniew. Nie ten ślepy, niszczący, lecz gniew organiczny, płynący z poczucia, że coś fundamentalnie się rozjechało. To gniew rolnika, który nagle wypełniać ma papiery za dwa orne hektary. Gniew przedsiębiorcy, którego innowacje toną w przepisach stworzonych bez zrozumienia realiów rynku. Gniew młodych ludzi, którzy słyszą o „wielkiej przyszłości”, a widzą rosnące koszty życia i system, w którym decyzje zapadają gdzieś daleko, poza ich zasięgiem.

To poczucie bezsilności zamienia się w ironię, w szyderstwo, w krzyk rozpaczy. Nic dziwnego, że coraz częściej słychać dosadne słowa: „prowadzą nas na rzeź”. To metafora, ale jak każda dobra metafora, niesie w sobie emocjonalną prawdę. Rzeź oznacza przemoc systemów nad jednostką. Rzeź oznacza, że człowiek staje się pionkiem w grze, której zasad nie zna. Rzeź to w końcu brak wyboru i brak kontroli.

Nie da się tego zrzucić na „elitę”, bo politycy w znacznej części nie przypominają żadnej elity. Raczej grupę ludzi zagubionych w świecie, z którego dawno wyparowały proste zasady zdrowego rozsądku. Zamiast szerokich horyzontów – krótkowzroczność. Zamiast odwagi – mglista kalkulacja. Zamiast kontaktu ze społeczeństwem – kontakt z własną karierą. Jednak najciekawsze, a zarazem najtrudniejsze, jest to, że nie da się zrzucić winy wyłącznie na nich. Demokracja działa, dopóki ludzie w nią wierzą. W momencie, gdy staje się pustą skorupą, zaczyna się proces, który Europa zna od wieków: obywatel powoli podnosi głowę. Najpierw nieśmiało, potem coraz wyżej. Najpierw z pytaniem, potem z postulatem, a w końcu – z żądaniem.

To dlatego myśl o „postawieniu tamy” nie jest nawoływaniem do rewolucji. Jest przypomnieniem, że władza nie jest boskim przywilejem. Władza to narzędzie, a narzędzia, gdy zaczynają szkodzić, trzeba naprawić, odłożyć albo wymienić. Jeżeli politycy odklejają się od życia społeczeństwa, społeczeństwo ma prawo i obowiązek powiedzieć to głośno – korzystając z własnych przywilejów.

W tym wszystkim jest jednak jedna rzecz, o której warto pamiętać, bo sercem Europy zawsze był dialog. Kontrowersje nie są oznaką rozpadu, lecz oznaką życia. Protesty, sprzeciwy, głosy krytyki to sygnały, że ludzie wciąż chcą mieć wpływ na kierunek, w którym zmierza cały kontynent.

Kiedy jednak społeczeństwo staje się bierne, najgorszym rozwiązaniem jest cisza. Cisza to kapitulacja. Cisza to moment, w którym melodia polityków może brzmieć dowolnie głośno i dowolnie fałszywie, bo nikt już nie próbuje jej zagłuszyć. Dlatego trzeba mówić, pisać, działać, burzyć dekoracje, jeśli trzeba. Trzeba przypominać, że Europa to nie tylko instytucje – to ludzie i to właśnie ludzie decydują, kiedy przedstawienie się skończy.

Przed nami czas, który zadecyduje o tym, czy będziemy w tym unijnym teatrze widzami, czy reżyserami. A Europa, nawet jeśli dziś brzmi jak rozstrojony instrument, potrafi na nowo się nastroić i będzie to wtedy, gdy ręce, które trzymają stroiki, wreszcie poczują odpowiedzialność za każdy dźwięk.

I właśnie o to chodzi, by krzyk nie zamienił się w ciszę, a strach w przyzwyczajenie, bo kiedy społeczeństwa odzyskują głos, cała polityczna orkiestra musi zacząć grać inaczej.

Bogdan Feręc

Photo by Robert Katzki on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Protest irlandzkich
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.