Globalny pancerz finansowy. Świat w obliczu niekończącego się wyścigu zbrojeń – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Globalny pancerz finansowy. Świat w obliczu niekończącego się wyścigu zbrojeń

Krajobraz geopolityczny ulega fundamentalnej transformacji, której najbardziej namacalnym dowodem stają się liczby zapisane w narodowych budżetach. Choć dynamika wzrostu w niektórych częściach globu wykazuje chwilowe oznaki zadyszki, ogólny trend pozostaje jednoznaczny. Rok 2025 przyniósł kolejną falę bezprecedensowych nakładów na obronność, napędzaną głębokim niepokojem przetaczającym się przez Europę, Azję, Bliski Wschód oraz Afrykę Północną. Państwa na całym świecie rezygnują z dotychczasowych priorytetów gospodarczych, by w obliczu narastających kryzysów budować potężne zaplecza militarne, co trwale zmienia strukturę globalnej gospodarki i bezpieczeństwa.

W skali globalnej nakłady na cele wojskowe osiągnęły zawrotną i historyczną wartość dwu i sześćdziesięciu trzech setnych biliona dolarów. Porównując to z pułapem niespełna dwóch i pół biliona dolarów odnotowanym w roku poprzednim, widać wyraźnie, że machina zbrojeniowa nie zwalnia biegu. W ujęciu realnym globalne wydatki zwiększyły się o dwa i pół procent rok do roku. Wskaźnik ten może wydawać się skromniejszy w zestawieniu z gwałtownymi, siedmio- lub ośmioprocentowymi skokami z wcześniejszych lat, to w rzeczywistości stanowi on kontynuację nieprzerwanej tendencji wzrostowej, budowanej na fundamencie już wcześniej rekordowych przesunięć finansowych.

Obraz tego globalnego zbrojenia nie jest jednak jednolity, a podział na regiony ujawnia głębokie asymetrie polityczne i strategiczne. Na wyniku ogólnym zaciążyła specyficzna sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Ograniczenie amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy oraz restrykcyjne limity nałożone na ostateczny budżet obronny przez administrację odchodzącego prezydenta Joe Bidena doprowadziły do okresowego wyhamowania dynamiki po drugiej stronie Atlantyku. Był to jednak trend, który nowa administracja Donalda Trumpa niemal natychmiast podjęła próbę odwrócenia, dążąc do ponownego zintensyfikowania inwestycji w rodzimy potencjał militarny.

Podobne uspokojenie dynamiki, choć z zupełnie innych powodów, dotknęło oficjalnych raportów budżetowych Federacji Rosyjskiej. Moskwa zmagając się z ogromnymi obciążeniami fiskalnymi i strukturalnymi ograniczeniami całej gospodarki, skierowała swoją uwagę na optymalizację i poprawę efektywności własnego kompleksu wojskowo-przemysłowego, co przełożyło się na zaledwie trzyprocentowy realny wzrost oficjalnego budżetu, wynoszącego sto sześćdziesiąt jeden miliardów dolarów. Warto jednak pamiętać, że te oficjalne szacunki, nawet przy uwzględnieniu szerszych kryteriów metodologicznych, drastycznie zaniżają realne koszty prowadzonej wojny, ukrywając gigantyczne transfery w pozycjach opieki społecznej czy zdecentralizowanych budżetach regionalnych. Dla kontrastu, bezpośrednio dotknięta agresją Ukraina zmuszona została przeznaczyć na obronę ponad dwadzieścia procent swojego produktu krajowego brutto, co czyni kwestię zagranicznego finansowania kluczowym elementem przetrwania państwa.

Prawdziwym epicentrum finansowej mobilizacji stała się Europa, która konsoliduje i potęguje swoje wydatki w tempie budzącym podziw analityków. Europejskie stolice przeznaczyły na obronność niemal pięćset sześćdziesiąt trzy miliardy dolarów, co oznacza gigantyczny skok o blisko sto miliardów dolarów w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Taki wynik przekłada się na dwunastoipółprocentowy realny wzrost rok do roku, idealnie odwzorowując dynamikę z poprzedniego okresu sprawozdawczego. Determinacja ta zyskała twarde podparcie instytucjonalne podczas czerwcowego szczytu NATO w Hadze, gdzie członkowie sojuszu zobowiązali się do podniesienia wydatków na obronę i bezpieczeństwo do poziomu aż pięciu procent PKB do 2035 roku. Decyzje te zadały więc kłam przewidywaniom sceptyków, którzy wieszczyli, że po pierwszym szoku wywołanym wojną na wschodzie kontynentu nastąpi naturalne rozprężenie. Efekt jest taki, że Europa kontroluje dziś ponad dwadzieścia jeden procent globalnych nakładów wojskowych, podczas gdy jeszcze kilka lat temu wskaźnik ten oscylował wokół siedemnastu procent. Plany na kolejny rok jednoznacznie wskazują, że nie mamy do czynienia z krótkofalową, nerwową reakcją na kryzys, lecz ze stałym, długoterminowym programem odbudowy europejskich zdolności obronnych.

Głównym motorem napędowym tych zmian na Starym Kontynencie pozostają Niemcy. Berlin po latach krytyki za opieszałość, dokonał głębokiej korekty kursu, zwiększając swoje realne nakłady o osiemnaście procent i osiągając poziom dziewięćdziesięciu pięciu miliardów euro. Oznacza to, że same Niemcy wygenerowały aż jedną czwartą całego europejskiego wzrostu w ciągu ostatnich dwóch lat. Równie imponującą determinacją wykazały się państwa nordyckie, w tym Dania, Finlandia, Norwegia oraz Szwecja, których wspólne budżety wojskowe przekroczyły pięćdziesiąt trzy miliardy dolarów, co oznacza ponad dwukrotne zwiększenie funduszy w stosunku do początku obecnej dekady.

Wzrosty te realizowane są również tam, gdzie rządy borykają się z poważnymi barierami budżetowymi, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii czy we Francji. Aby sprostać wymaganiom współczesnego pola walki, państwa te sięgają po kreatywną inżynierię finansową i tną wydatki w sektorach cywilnych, rozszerzają definicję tego, co uznaje się za wydatek obronny, tworzą pozabudżetowe fundusze celowe oraz starają się przyciągać kapitał prywatny do sektora zbrojeniowego. Buduje się nowy model, w którym dąży się do przeznaczania trzech i pół procent PKB na bezpośrednie zakupy i utrzymanie armii, przy jednoczesnym dedykowaniu półtora procent na programy wspierające.

Wyłamaniem z tego solidarnego frontu okazała się postawa rządu hiszpańskiego. Premier Pedro Sánchez w oficjalnej korespondencji do Sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte wprost nazwał pięcioprocentowe zobowiązanie mianem nieuzasadnionego, wskazując na wysokie zadłużenie kraju, presję inflacyjną oraz bolesny koszt alternatywny w postaci zaniedbania innych kluczowych sfer życia publicznego. Choć duża część europejskiego zrywu wynika z nieustannej presji politycznej Waszyngtonu, to twarde dane pokazują, że Europa weszła na ścieżkę stałego wzrostu już w 2014 roku, po aneksji Krymu, a nadchodzący rok będzie dwunastym z rzędu okresem realnego zwiększania obciążeń militarnych.

Równie niepokojący obraz wyłania się z analizy sytuacji w Azji, gdzie łączna wartość budżetów obronnych sięgnęła pięciuset siedemdziesięciu trzech miliardów dolarów, rosnąc w ujęciu realnym o ponad pięć procent.

Sercem i głównym generatorem tego zjawiska pozostają Chiny. Oficjalny budżet bazowy Pekinu szacowany jest na ponad jeden i osiem dziesiątych biliona juanów, co w przeliczeniu daje ponad dwieście pięćdziesiąt miliardów dolarów. To właśnie potęga militarna Państwa Środka oraz niejasność jego długofalowych zamiarów strategicznych wywołują głęboki niepokój u sąsiadów. Presja ta najsilniej rezonuje w stolicach blisko związanych z Zachodem, czyli w Australii, Japonii oraz Korei Południowej, co spowodowało wyraźne przesunięcie ciężaru wydatków w stronę tych rozwiniętych demokracji, kosztem rynków wschodzących. Do tego wyścigu dołączają również mniejsi gracze, tacy jak Indonezja czy Singapur. Skala chińskiej dominacji jest jednak porażająca, a dzięki nieustannemu i dynamicznemu wzrostowi gospodarczemu w ostatnim dziesięcioleciu, udział Pekinu w całkowitych azjatyckich wydatkach wojskowych wzrósł do blisko czterdziestu czterech procent.

Równolegle w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej realny wzrost nakładów wyniósł cztery i pół procent, osiągając pułap dwustu dziewiętnastu miliardów dolarów, bez wliczania w to amerykańskiego wsparcia zewnętrznego. Choć dynamika ta jest niższa niż dziesięcioprocentowy skok z roku poprzedniego, to wciąż niemal dwukrotnie przewyższa historyczną średnią z ostatniej dekady. Ta nieustająca gorączka zbrojeń odzwierciedla ekstremalną niestabilność regionu, potęgowaną przez wieloletni konflikt Izraela z Hamasem, gwałtowną wojnę między Iranem a Izraelem oraz bezpośrednie uderzenia na irańską infrastrukturę nuklearną. Choć Arabia Saudyjska pozostaje największym płatnikiem w regionie, to główny ciężar generowania nowych wzrostów przeniósł się na Algierię oraz Izrael, które odpowiadały za blisko siedemdziesiąt procent regionalnego skoku, windując średni udział wydatków wojskowych w PKB tego regionu do poziomu ponad czterech procent.

Nawet w regionach tradycyjnie mniej kojarzonych z globalnymi wyścigami zbrojeń widoczne są wyraźne zmiany. Ameryka Łacińska odnotowała nominalny wzrost o ponad pięć procent, powracając do poziomów sprzed pandemii, choć w krajach takich jak Brazylia czy Kolumbia skromne realne przyrosty zmusiły dowództwa do bolesnych cięć w bieżących operacjach. Z kolei Afryka Subsaharyjska przeżyła prawdziwy wstrząs budżetowy, notując dziewiętnastoprocentowy realny skok wydatków, więc najwyższy od ponad dziesięciu lat. Rządy tego regionu, dysponując łączną kwotą ponad dwudziestu trzech miliardów dolarów, próbują rozpaczliwie odpowiedzieć na dramatyczne załamanie bezpieczeństwa, włączając w to pełnoskalową wojnę w Sudanie, kruchość porozumień w Etiopii oraz permanentny konflikt w Demokratycznej Republice Konga.

Spektakularnym przykładem tej transformacji stała się Nigeria, która niemal podwoiła swój budżet obronny, generując siedemdziesięciopięcioprocentowy wzrost wydatków realnych. Decyzja ta poraża rozmachem tym bardziej, że kraj ten zmaga się z potężnym kryzysem humanitarnym i kosztów życia, wywołanym galopującą inflacją i likwidacją dopłat paliwowych. Zupełnie inną ścieżkę wybrała Republika Południowej Afryki, gdzie minimalny nominalny wzrost przełożył się na realny regres, pogłębiając trwającą od lat stagnację i powiększając przepaść między realnymi możliwościami armii a mocarstwowymi ambicjami politycznymi Pretorii.

Globalna perspektywa budżetowa na najbliższe lata rysuje natomiast obraz świata, w którym militaryzacja finansów publicznych przestaje być anomalią, a staje się nową normą. Choć wahania wewnątrz amerykańskiego budżetu potrafią chwilowo zniekształcić ogólne statystyki, to motywacja stojąca za decyzjami poszczególnych rządów na całym świecie pozostaje spójna i niezmienna, a jest nią głęboki lęk o integralność terytorialną i stabilność regionalną.

Państwa masowo modyfikują swoje plany finansowe, rezygnując z rygorystycznych reguł fiskalnych, aby sprostać palącej potrzebie modernizacji i odtworzenia zapasów. Niemcy już teraz przebudowują swoje prawodawstwo, by zabezpieczyć finansowanie armii po wygaśnięciu funduszy specjalnych, podczas gdy kraje takie jak Polska, Japonia czy Tajwan będą w najbliższym czasie w jeszcze większym stopniu polegać na nadzwyczajnych mechanizmach pozabudżetowych, podporządkowując całą architekturę finansów państwowych jednemu celowi, czyli przetrwaniu w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie.

Bogdan Feręc

Źr. The International Institute for Strategic Studies

Photo by Marek Studzinski on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Poseł Malcolm Byrne
Domy z marzeń na wy