Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: USA – najlepsze imperium świata
Donald Trump położył łapę na bogactwie Wenezueli – przeczytałem ostatnio. Co to znaczy? Amerykanie zainwestują miliardy dolarów i najnowszą technologię w rozwój przemysłu naftowego Wenezueli. Zapłacą za ropę więcej niż Chińczycy. Sami zarobią i pozwolą zarobić Wenezuelczykom. Taki to skandal.
Poszukiwanie najlepszej na świecie sprawiedliwości społecznej zawsze zaczyna się tak samo, od chęci odebrania najbogatszym i rozdania najuboższym. Nie za darmo jednak. Za prowizję dla twórców najsprawiedliwszego programu. Na początku nie jest ona zbyt wysoka, a rozdawany majątek bogaczy wywołuje euforię najuboższych. Potem zaczynają się schody. Dystrybucja odebranego bogactwa zamienia się powoli w dystrybucję biedy; z wyłączeniem twórców systemu sprawiedliwości społecznej. Taka była droga Wenezueli, co przypomniał parę dni temu Bartosz Jasiński.
Jak jednak zauważył nasz autor, bieda w Wenezueli nie zaczęła się od objęcia władzy przez komunistów Chaveza. Zaczęła się dużo wcześniej. Była wynikiem działań obecnej opozycji, z którą nie chce teraz rozmawiać Donald Trump, a która po obaleniu Maduro wpadła w chwilową euforię na myśl o powrocie do władzy i pieniędzy. To jej polityka społeczna doprowadziła w konsekwencji do zwycięstwa komunistów.
Jeżeli chcielibyśmy przeprowadzić historyczny ciąg logiczny, to będzie wyglądał mniej więcej tak. Feudalizm – socjalizm – komunizm. Hierarchiczne zarządzanie państwem przez uprzywilejowaną elitę i bieda dla pozostałych.
Wenezuela miała to (nie)szczęście, że na jej terytorium amerykańskie firmy odkryły ropę, podobnie jak w Arabii. Bez tego nic w Wenezueli by się nie wydarzyło. Pojawili się jednak bogacze z Północy, gringos, pariasi z mnóstwem dolarów. Dla wielu dzisiejszych, mało rozumnych komentatorów: krwiopijcy, wyzyskiwacze i oszuści.
Gdyby się nie pojawili, mieszkańcy Wenezueli żyli by w biedzie jak żyli, a gęsta ropa służyłaby do uszczelniania beczek i łodzi rybackich. Rody kreolskie rządziły by nadal, dumnie podkreślając własne pochodzenie. A może dokonałaby się rewolucja na miarę Meksyku – wyrżnięcie arystokracji kreolskiej, wymordowanie księży i panowanie jednej partii, Partii Instytucjonalno-Rewolucyjnej. I jedna możliwa dla najuboższych droga do dorobku, wiodąca przez granicę z USA.
To dzięki Amerykanom, ich bogactwu, również Wenezuela mogła rozkwitnąć. Specyficzne było to bogactwo – mieszanka pieniędzy, technologii, wielkiego trudu i olbrzymiego ryzyka. To było i jest bogactwo Stanów Zjednoczonych. To bogactwo nie wynika z urodzenia, grabieży, podboju i przywilejów, co charakterystyczne było/jest dla Europy, również dla potomków hiszpańskich konkwistadorów.
Donald Trump położył łapę na bogactwie Wenezueli – przeczytałem ostatnio. Co to znaczy w rzeczywistości? Amerykanie zainwestują miliardy dolarów i najnowszą technologię w rozwój przemysłu naftowego Wenezueli. Zapłacą za ropę więcej niż Chińczycy. Sami zarobią i pozwolą zarobić Wenezuelczykom. I to ma być skandal?
Bogactwo Amerykanów wynika wprost z wolności indywidualnej, z wolności do kreowania własnego życia, do dorabiania się bez krępujących więzów feudalnej zależności. To wolność stworzyła potęgę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Oczywiście zawsze znajdą się chętni, żeby wolność człowieka ograniczyć w interesie własnym, żeby go zniewolić. To dzieje się w USA, o czym pisałem w moim amerykańskim cyklu. Przestrzegałem też wszystkich wolnościowych lekkoduchów przed wyczekiwanym upadkiem Imperium, bo to będzie upadek również naszej wolności.
Nie było wcześniej takiego światowego imperium. Imperium opartego na sile wolności własnych obywateli, na ich przedsiębiorczości – ryzyku, odwadze, pracowitości. Na lokalną skalę była takim imperium I Rzeczpospolita. Wspólna cecha obu państw to brak arystokracji. Nie było feudalizmu, o którym już wyżej wspomniałem jako o pierwszym stopniu biedy. Upadek I Rzeczpospolitej zaczął się w momencie, gdy pojawiła się w niej arystokracja – magnateria – i zdominowała wszelkie przejawy życia społecznego i państwowego.
Ten upadek w przypadku amerykańskiego imperium również jest możliwy, może nawet się rozpoczął w wyniku niekontrolowanego wzrostu wielkich amerykańskich korporacji. Jednak przetrwanie Ameryki, zaprojektowanej przez Ojców Założycieli, jest warunkiem koniecznym dla przetrwania wolności człowieka w ogóle. To stara się teraz robić Donald Trump.
Według rzekomych poszukiwaczy sprawiedliwości to Ameryka Donalda Trumpa jest największym zagrożeniem dla świata. Stawiają oni znak równości pomiędzy USA, Chinami i Rosją. Niektórzy nawet upatrują nadziei w zwycięstwie Chin. Są nawet tacy, którzy bredzą coś o dogadaniu się Polski z Rosją lub Chinami. W czym? W stopniu zniewolenia?
Ten idiotyzm intelektualny (żaden prosty człowiek by na to nie wpadł) żongluje geopolityką, powrotem mocarstw, zdarciem masek. Zapomina o wartościach, o ideach, jakie ukształtowały i rządzą danym państwem.
To wartości i idee kierują mocarstwami. Stany Zjednoczone zawsze będą upowszechniać wolność i bogactwo, gdziekolwiek zauważą własny interes. Widzą go wszędzie, co nie jest zrozumiałe dla peryferii, które chciałyby, żeby to ich interes stał się interesem Imperium.
Rosja zawsze będzie ograniczać wolność i dystrybuować biedę, gdziekolwiek zauważy swoją strefę wpływów. Tak to państwo zostało stworzone i tak jest zarządzane.
Chiny długofalowo i czasem niepostrzeżenie toczą wojnę o uzależnienie od siebie całego świata w chińskim/komunistycznym interesie. Nawet dokładając do interesu przez wiele lat. Tak robiły przez ostatnie lata między innymi w Panamie i Wenezueli.
Jako peryferia Imperium Wolności, jako ludzie wolni, nie mamy innego wyboru jak wybór Ameryki. Powrót do źródeł jej wielkości, co teraz konsekwentnie realizuje administracja Donalda Trumpa, jest też naszą szansą na wielkość. Powinniśmy odrzucić system europejskiej dystrybucji bogactwa/biedy i pójść drogą Stanów Zjednoczonych – drogą indywidualnej wolności i przedsiębiorczości. Drogą, którą już podążaliśmy jako I Rzeczpospolita, unikając błędów, które doprowadziły do jej upadku. Nie wymagajmy jednak cudu, tego żeby zrobili to za nas Amerykanie.
Jan Azja Kowalski
Photo by Jan Folwarczny on Unsplash
