Empatia w cieniu paraliżu. Czy premier naprawdę rządzi, czy tylko współczuje?
W polityce nic nie kosztuje mniej, a jednocześnie nie jest wyceniane wyżej, niż publiczne wyznanie zrozumienia dla ludzkiego cierpienia. Podczas Konferencji Radnych Krajowych Fianna Fáil w Mullingar premier Micheál Martin wzniósł się na wyżyny retoryki solidarności, deklarując, że rząd „w pełni zdaje sobie sprawę” z „prawdziwego bólu i strachu”, jakie niosą ze sobą rekordowe ceny paliw. Jednak pod warstwą zapewnień o empatii kryje się obraz lidera, który wydaje się uwięziony między młotem społecznych oczekiwań a kowadłem globalnych sił i potencjalnych zakulisowych nacisków, na które nie ma wpływu.
Wystąpienie Martina nie było jedynie kurtuazyjną przemową, bo była to strategiczna próba odzyskania inicjatywy po fatalnym tygodniu, w którym jego przywództwo zostało poddane w wątpliwość przez własne szeregi. List trzech najmłodszych posłów partii, a wyrażający „głęboki niepokój” sposobem zarządzania kryzysem paliwowym, obnażył pęknięcia wewnątrz Fianna Fáil.
Premier, wymieniając długą listę programów wsparcia, bo od kredytów energetycznych po bezpłatne podręczniki, zdaje się stosować klasyczną metodę „kupowania elektoratu”. Pakiet o wartości 750 milionów euro ma być dowodem na reakcję rządu, ale dla wielu obywateli stojących przed dystrybutorem paliwa, te działania przypominają jedynie gaszenie pożaru lasu za pomocą ogrodowego zraszacza.
Argumentacja taoiseacha opiera się na historycznym fatalizmie i Martin przypomniał, że jego kadencja przypadła na „niezwykły okres”, więc pandemię, wojnę w Europie i na Bliskim Wschodzie oraz kryzys energetyczny przewyższający szok naftowy z lat 70. Choć diagnoza ta jest faktograficznie poprawna, bije z niej pewna bezsilność. Sugestia, że rząd musi przede wszystkim „dbać o to, by gospodarka pozostała stabilna”, by w ogóle móc pomagać, brzmi jak echo instrukcji płynących z Brukseli lub od międzynarodowych instytucji finansowych. Martin sprawia wrażenie premiera, który ma związane ręce przez:
- Zobowiązania unijne i fiskalne, które ograniczają pole manewru w kwestii drastycznych obniżek podatków.
- Konieczność utrzymania wizerunku Irlandii jako bezpiecznej przystani dla kapitału (co sam podkreślił, mówiąc o nowych inwestycjach w Cork), nawet kosztem standardu życia przeciętnego mieszkańca.
Ataki na opozycję, którą Martin oskarża o cynizm i brak troski o „prawdziwych ludzi pracy”, mają natomiast odwrócić uwagę od najważniejszego pytania: czy irlandzki rząd ma jeszcze jakikolwiek wpływ na krajową rzeczywistość? Wypowiedzi o „nieustannym skupieniu” i „bolesnej świadomości” problemów społecznych mogą zostać odebrane jako próba uśpienia czujności wyborców. Jeśli za słowami o zrozumieniu strachu nie pójdą rozwiązania strukturalne, a jedynie kolejne doraźne wypłaty, społeczeństwo może dojść do wniosku, że premier nie tyle współczuje mieszkańcom, co próbuje ich przekonać, by cierpieli w milczeniu, podczas gdy on sam realizuje scenariusz napisany przez „siły wyższe” globalnej polityki i ekonomii.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. CC EU
