Doonbeg – najbezpieczniejsza wieś świata? Trump przyciąga Irish Open i bezprecedensowe zabezpieczenia
Mała miejscowość na zachodnim wybrzeżu hrabstwa Clare w ciągu kilku dni znajdzie się w centrum uwagi światowych mediów. Doonbeg przygotowuje się jednocześnie na przyjazd dziesiątek tysięcy kibiców, turniej Amgen Irish Open oraz wizytę urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Dla liczącej niecałe trzysta mieszkańców miejscowości oznacza to coś więcej niż wydarzenie sportowe. To operacja logistyczna, gospodarcza i bezpieczeństwa na skalę, jakiej Doonbeg wcześniej nie widziało.
Jeżeli gdzieś w Irlandii można w tych dniach poczuć się szczególnie bezpiecznie, będzie to właśnie Doonbeg. Oczywiście określenie „najbezpieczniejsze miejsce na świecie” należy traktować jako publicystyczny skrót, a nie oficjalny ranking bezpieczeństwa. Trudno jednak znaleźć wiele małych irlandzkich miejscowości, w których jednocześnie pracują lokalne służby, funkcjonariusze sprowadzeni spoza hrabstwa, amerykańskie Secret Service i zespoły odpowiedzialne za ochronę prezydenta USA, ale powód jest wyjątkowy.
Od 10 do 13 września Trump International Golf Links & Hotel stanie się gospodarzem Amgen Irish Open 2026. Organizatorzy spodziewają się ponad 75 tys. gości. Na liście zawodników znajdują się największe nazwiska światowego golfa, w tym obrońca tytułu Rory McIlroy oraz dwukrotny zwycięzca Jon Rahm. W ostatnich dniach turnieju do tego sportowego spektaklu dołączy Donald Trump, czyli właściciel ośrodka.
Dla Doonbeg to wydarzenie można więc już teraz nazwać – bez precedensu.
Mała wieś, wielkie przygotowania
Doonbeg już teraz wygląda inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu. Domy i lokalne przedsiębiorstwa zostały odmalowane, zakończono prace drogowe, poprawiono przestrzenie publiczne, a w całej miejscowości widać przygotowania do przyjęcia tysięcy ludzi. Mieszkańcy nie ukrywają, że zależy im na tym, aby wieś zaprezentowała się jak najlepiej. Na głównej ulicy powstaje kolorowy mural. Jeden z jego elementów przedstawia golfistę wykonującego zamach kijem na tle tłumu. To symboliczne połączenie dwóch światów: niewielkiej społeczności West Clare oraz wielkiego międzynarodowego wydarzenia sportowego.
„Cała wioska przeszła lifting” – mówią mieszkańcy. I trudno się z tym nie zgodzić, bo prace infrastrukturalne mają również trwalszy wymiar. Poprawione drogi, odnowione budynki i przestrzenie publiczne nie znikną wraz z ostatnim zawodnikiem opuszczającym pole golfowe. Właśnie ten aspekt podkreślają władze lokalne. Starszy dyrektor naczelny Clare County Council John O’Malley ocenia, że inwestycje mogą stać się spuścizną dla Doonbeg. To ważne, ponieważ historia miejscowości jest ściśle związana z turystyką.
Trump zmienił gospodarczy krajobraz Doonbeg
Pole golfowe powstało dzięki inicjatywie lokalnej społeczności. W latach 90. mieszkańcy zdecydowali się na zakup ziemi i realizację projektu przy wsparciu środków turystycznych Unii Europejskiej. Oficjalne otwarcie odbyło się w 2002 roku, co stało się dla Doonbeg ogromnym wydarzeniem. Natomiast w 2014 roku nieruchomość została kupiona przez Donalda Trumpa za 15 mln euro i od tego momentu znaczenie ośrodka jeszcze wzrosło.
Lokalni przedsiębiorcy przekonują, że obecność Trump International przyniosła miejscowości konkretne korzyści ekonomiczne. Doświadczony golfista Declan Griffin, a grający na polu raz lub dwa razy w tygodniu, mówi wręcz o społeczności, która żyje golfem i spotkaniami po zakończeniu gry. Według niego Doonbeg stał się jedną z najbardziej ruchliwych miejscowości w hrabstwie Clare.
Restauracje są pełne, puby prosperują, a przez znaczną część roku trudno znaleźć miejsce parkingowe. To obraz miejscowości, która z turystycznego punktu widzenia dostała drugie życie.
Nieprzypadkowo Brian Behan i Mikie Tubridy zdecydowali się otworzyć w maju kawiarnię The Yard. Po pobycie w Australii i kilku latach spędzonych w Dublinie wrócili na zachód Clare i stworzyli miejsce nastawione na społeczność, a Irish Open był jednym z impulsów, który przekonał ich, że właśnie teraz warto rozpocząć działalność.
75 tysięcy gości i prezydent USA
Skala Irish Open jest dla Doonbeg ogromna. Ponad 75 tys. odwiedzających w ciągu kilku dni oznacza nie tylko tłumy na polu golfowym. To również pieniądze wydawane w restauracjach, pubach, sklepach, hotelach i lokalnych przedsiębiorstwach. Dlatego społeczność przygotowała także własną ofertę. W czasie turnieju odbędzie się trzydniowy Doonbeg Fáilte Fest, obejmujący muzykę na żywo, wydarzenia rodzinne i imprezy związane z lokalnym dziedzictwem. Chodzi o to, aby do miejscowości przyjeżdżali nie tylko kibice golfa.
Hasło jest proste: „Przyjedź dla golfa, zostań dla Doonbeg”.
Mieszkańcy otrzymali również bezpłatne bilety. Na dzień społeczności, który związany z zawodami Pro-Am rozdano 900 wejściówek, a część lokalnych biletów została rozdzielona w drodze losowania. Doonbeg chce więc wykorzystać Irish Open nie tylko jako wydarzenie sportowe, lecz także jako reklamę całego West Clare.
Wtedy zaczyna się kwestia bezpieczeństwa
Wizyta Donalda Trumpa powoduje jednak, że przygotowania przybierają zupełnie inny charakter. Pobyt urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych został zakwalifikowany jako wydarzenie nadzwyczajne. W związku z tym funkcjonariusze Gardy mają mieć ograniczone możliwości korzystania z urlopów, a do Clare sprowadzono funkcjonariuszy spoza lokalnego wydziału.
Współpraca w zakresie bezpieczeństwa obejmuje więc Gardę, amerykańskie Secret Service, ośrodek Trump International, organizatorów DP World Tour oraz inne służby odpowiedzialne za likwidowanie zagrożeń. I właśnie tutaj mała miejscowość na zachodzie Irlandii zaczyna przypominać strefę ochronną wokół najważniejszych wydarzeń państwowych.
Spodziewane są także protesty. Demonstranci mają pojawić się między innymi w rejonie lotniska Shannon oraz w pobliżu miejsc związanych z wizytą prezydenta, ale mieszkańcy nie są jednak zaskoczeni. Donald Trump odwiedzał Doonbeg już wcześniej. Lokalna społeczność zdążyła więc nauczyć się funkcjonowania w warunkach zwiększonych zabezpieczeń i do gromad niezadowolonych.
Radna Rita McInerney i jednocześnie dyrektorka Doonbeg Community Development oraz właścicielka sklepu McInerney’s, podkreśla, że miejscowi bardzo ściśle współpracują z Gardą i Secret Service. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy bezkrytycznie popierają Trumpa. Wręcz przeciwnie. McInerney przyznaje, że wielu mieszkańców nie zgadza się z polityką prezydenta USA, a część społeczności z dużym niepokojem obserwuje wydarzenia na świecie, w tym sytuację w Strefie Gazy i wojnę na Ukrainie.
Jednocześnie podkreśla, że polityka oraz lokalna gospodarka to dwie różne sprawy i właśnie to rozdzielenie wydaje się kluczowe dla Doonbeg.
„Nie ma tu wielu, którzy powiedzą coś złego o Trumpie”
Nie wszyscy mieszkańcy patrzą na obecność Trumpa przez pryzmat wielkiej polityki. Declan Griffin zwraca uwagę przede wszystkim na miejsca pracy. Według niego w ośrodku zatrudnionych jest około 350 osób. To argument, którego nie da się łatwo zignorować w niewielkiej społeczności. Noel Kelly mówi jeszcze dosadniej, bo gdyby nie klub golfowy, wielu mieszkańców nie miałoby pracy. W jego ocenie brak inwestycji oznaczałby ryzyko wyludnienia i emigracji. To właśnie druga strona historii Doonbeg.
Donald Trump może być dla jednych symbolem określonej amerykańskiej polityki, dla innych kontrowersyjnym politykiem, a dla jeszcze innych po prostu właścicielem przedsiębiorstwa, które stworzyło miejsca pracy.
Mała miejscowość nie może więc pozwolić sobie na luksus patrzenia na świat wyłącznie przez wielką politykę. Tutaj liczy się również to, czy restauracja ma klientów, czy pub jest pełny, czy sklep sprzedaje więcej towaru i czy młodzi ludzie mają powód, żeby zostać.
Między golfem a polityką
Donald Trump nie będzie mógł podczas pobytu rozegrać rundy golfa, ponieważ jego pole przekazane zostanie na czas turnieju we władanie organizacji DP World Tour. Będzie natomiast gospodarzem wydarzenia w znacznie szerszym sensie. Dyrektor zarządzający Trump Doonbeg Joe Russell określa atmosferę w ośrodku jako „nerwowe podniecenie”. Współpraca z organizatorami turnieju i służbami bezpieczeństwa będzie trwała przez cały okres zawodów. Dla Trump International to moment wyjątkowy również z biznesowego punktu widzenia.
Turniej pokaże obiekt milionom odbiorców i skieruje uwagę światowych mediów na fragment irlandzkiego wybrzeża, który dla wielu ludzi poza Irlandią pozostawał dotąd niemal anonimowy. Tommy Comerford, jeden z ludzi związanych z historią powstania pola, uważa, że od czasu inwestycji Trumpów jego popularność stale rosła. Dziś określa je jako jedno z najlepszych pól golfowych w Irlandii i Europie.
Doonbeg patrzy na świat
Najbardziej interesujące w tej historii jest jednak to, że Doonbeg nie próbuje udawać wielkiego miasta. To wciąż mała miejscowość na zachodzie Irlandii i dlatego skala wydarzenia robi takie wrażenie. Kilka tysięcy ludzi pojawiających się na ulicach małej wioski może całkowicie zmienić jej rytm. Ponad 75 tys. odwiedzających podczas turnieju oznacza zaś operację, którą jeszcze niedawno trudno byłoby sobie tutaj wyobrazić. Do tego dochodzi urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych, którego wizyta wymaga nadzwyczajnych zabezpieczeń.
Można więc z przymrużeniem oka powiedzieć, że przez kilka dni Doonbeg będzie prawdopodobnie jedną z najlepiej chronionych małych miejscowości na świecie, ale za tym żartobliwym określeniem kryje się coś znacznie poważniejszego. Doonbeg pokazuje, jak wielkie wydarzenie może zmienić życie niewielkiej społeczności. Drogi zostały wyremontowane, budynki odnowione, lokalne firmy przygotowały się na napływ klientów, powstały nowe miejsca spotkań. A jednocześnie policja i służby bezpieczeństwa przygotowują się na przyjazd człowieka, którego ochrona wymaga operacji o zupełnie innej skali niż zwykła wizyta turysty.
Jak donoszę władze lokalne, wioska jest już gotowa, pole golfowe jest gotowe, przedsiębiorcy czekają na gości z dolarami, policja sprawdza zabezpieczenia, światowe media kierują obiektywy na West Clare, a Doonbeg mówi przybyszom właściwie jedno – przyjedźcie na golfa, ale nie zapomnijcie zobaczyć samej miejscowości. Bo kiedy świat przyjeżdża do małej irlandzkiej wioski, nie zawsze najważniejszy okazuje się człowiek, którego nazwisko widnieje na ścianie hotelu i kamiennym postumencie pola golfowego. Czasami najważniejsza jest sama społeczność, która przez lata budowała swoje miejsce na mapie, a teraz dostaje kilka dni, by pokazać je całemu światu.
*
Tak na marginesie, skoro w krótkim czasie udało się odnowić całe Doonbeg, może inne miejscowości powinny zapraszać Donalda Trumpa, to i one doczekają się remontów, jakie przez lata są odkładane na później? To może się sprawdzić.
Bogdan Feręc
Źr. RTE/Irish Examiner
Fot. CC The White House
