„Czy Tobie czasem Wąski sufit na łeb się nie spadł”? Czy Atlantyk zostałby „Oceanem Amerykańskim”?
Świat kartografii wstrzymał oddech, bo gdyby Donald Trump miał nieograniczoną władzę nad mapami, niewykluczone, że dzisiaj żeglowalibyśmy już nie po Oceanie Atlantyckim, a po wielkim, błękitnym „Oceanie Amerykańskim”. Podczas wiecu wyborczego w Południowej Karolinie prezydent uchylił rąbka tajemnicy na temat kulisów swojej geodezyjnej dyplomacji, a konkretnie telefonicznej rozmowy z samym szefem Google Sundarem Pichaiem.
Plan był prosty, jak na standardy prezydenta Trumpa przystało i parafrazując klasyka, amerykański przywódca z bardziej niż rozrośniętym ego, „wpłynął na suchego przestwór oceanu”, by zmienić jego nazwę tak, aby nie pozostawiała wątpliwości, do kogo tak naprawdę należy ta woda. „Sundar, myślę o Oceanie Atlantyckim. Dasz sobie z nim radę?”– miał zapytać z właściwym sobie wdziękiem amerykański polityk.
Dyrektor generalny Google, wyobrażając sobie prawdopodobnie natychmiastowy kryzys dyplomatyczny na trzech kontynentach, musiał poczuć, jak sufit wali mu się na głowę. Standardowe procedury korporacyjne nie przewidywały instrukcji na wypadek rebrandingu tysięcy kilometrów kwadratowych wód międzynarodowych.
Pichai przeszedł więc do delikatnej, choć stanowczej obrony: „Nie, nie, nie, tym razem tego nie zrobię” – miał mówić szef giganta technologicznego. „Oceany są inne, proszę pana. Obejmują wiele – naprawdę wiele krajów. Proszę, nie każ nam tego robić”.
Donald Trump widząc panikę w głosie swojego rozmówcy, wykazał się jednak niezwykłą wspaniałomyślnością. Zgodził się „prawdopodobnie odpuścić” i formalnie pozostawić nazwę Atlantyk, choć po chwili z właściwą sobie przekorą dodał: „A i tak będziemy go nazywać Oceanem Amerykańskim”. Na koniec uraczył zebranych ironiczno-filozoficzną refleksją: „Europa byłaby zachwycona”.
Stary Kontynent z pewnością doceniłby ten gest, w końcu, cóż lepiej buduje więzi transatlantyckie niż wygumkowanie Atlantyku z mapy?
Warto jednak pamiętać, że strach Pichaia nie był bezpodstawny. Google zdążyło już wcześniej ulec geograficznym fantazjom Waszyngtonu. W styczniu 2025 roku, po stosownym rozporządzeniu, amerykańska wersja Google Maps przemianowała Zatokę Meksykańską na „Zatokę Amerykańską”. Podobny los spotkał jezioro Ontario, które dla użytkowników za południową granicą stało się „Jeziorem Ameryka”, podczas gdy Kanadyjczycy, naiwnie wierząc w rzeczywistość, wciąż patrzą na stary, poczciwy akwen Ontario.
Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. Skoro zatoki i jeziora ustępują pod naporem amerykańskiego brandingu, a Atlantyk obronił się tylko o włos, to polityczna kartografia Donalda Trumpa może szukać nowych wyzwań. Amerykański prezydent zdążył już zresztą zasugerować, że stan Nowy Meksyk mógłby wreszcie pozbyć się „niepotrzebnego” członu i stać po prostu „Nową Ameryką”.
*
Sundar Pichai może na razie odetchnąć z ulgą, ale kto wie, bo przy kolejnym telefonie z Florydy lub Waszyngtonu być może przyjdzie mu negocjować zmianę nazwy Drogi Mlecznej, by nie stała się „Drogę Amerykańską”.
Bogdan Feręc
Źr. AFP
Photo by Aaron Burden on Unsplash

