Cyganka prawdę Ci powie, a bank nie
Zwyczajowo piszę o matactwach polityków, ale też instytucji, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby nie wziąć na tapet banków, które wmawiają potencjalnym kredytobiorcom, że ich nie stać, aby za pożyczone pieniądze kupić sobie dom.
Rozumiem, że kwoty zaciąganych kredytów nie są niskie, a żeby były znośne, rozkłada się je na dziesiątki lat, jednak od dawna wiadomo, że coś w tym wszystkim nie gra, a przynajmniej widać, iż ktoś tu próbuje naciągać rzeczywistość. Nie powiem, aby dotyczyło to wszystkich mieszkańców Zielonej Wyspy, bo są i tacy, do których bankowcy wydzwaniają, by wcisnąć im jakąś pożyczkę, ale bądźmy poważni, skoro potencjalna ofiara wciskanego kredytu doczekała się propozycji jego zaciągnięcia, to pieniądze już ma, więc nie ma w zasadzie potrzeby pchania się w odsetki.
Problem polega jednak na tym, że bankowcy kalkulują ryzyko, więc dla nich lepszym kredytobiorcą jest ten z majątkiem, niż młodzi ludzie i to na dorobku.
Tu jednak zaczyna się cała zabawa, bo idzie taki młodzian ze swoją oblubienicą do placówki bankowej, a wcześniej umawia się na takie spotkanie, by następnie się dowiedzieć, że kredytu na dom nie dostanie, bo jest lub są biedni.
No i super, nie stać ludzi na kredyt, to niech mieszkają w wynajętej chałupce pod lasem, a nie pchać się na pokoje i to jeszcze za pieniądze banku. Dobra, przesadziłem, bank, jak i rząd, właściwie nie ma swoich pieniędzy, bo pochodzą one w dużej części z lokat osób prywatnych, odsetek i kilku innych wpływów. Jednak dzieje się tak w dużym uproszczeniu, ale wciąż jednak można do pewnego stopnia posługiwać się stwierdzeniem, że bank pożycza nieswoje pieniądze.
Cała sprawa nie jest natomiast taka prosta, jakby się wydawało i skoro już posłałem potencjalnego pożyczkobiorcę na mieszkaniowe drzewo, popatrzmy na to wszystko realnie. Większość odmów bankowych opiera się na zasadzie, że osoba lub gospodarstwo domowe, nie ma odpowiednich środków, aby stać się gwarantem kredytu mieszkaniowego. Taaaak? Czy wam bankowcy całkiem już śmigło oderwało?! Spójrzcie na rynek najmu.
Ile teraz kosztuje w kraju wynajęcie domu z trzema sypialniami? W zależności od lokalizacji, czyli w części kraju, będzie się to wahać od 1700 do 2700 euro. Nie mówię o ekstremach, gdzie płacić należy już za samo wynajęcie trzy lub więcej tysięcy, za taki sam dom z trzema sypialniami, a posługuję się statystykami i to rządowymi. Prawdą jest, że kwoty nie są niskie, więc pochłaniają całkiem istotną część domowych budżetów, co może być powodem do stwierdzenia, że kogoś tam nie stać na kredyt, aby kupić sobie mały domek z uroczymi firaneczkami w oknach.
Taaaak?
Większej bzdury w ostatnich kilkunastu latach w Irlandii nie słyszałem, a słyszałem ich wiele, jednak ta ciągnie się od jakichś 10 lat i wciąż działa.
To zajmijmy się kredytami, co nawiasem mówiąc, też odbędzie się z użyciem danych, ale tym razem bankowych. Otóż z tych wiadomo, że średnia rata kredytu wynosi obecnie w Irlandii pomiędzy 1100 a 1300 euro. Zaznaczę, iż mówimy o średniej, więc mogą być niższe, ale też i wyższe, bo i one zależą od wielu czynników. Przede wszystkim od samego kosztu zakupu domu, ale też wkładu własnego i lokalizacji. To są te podstawowe, ale z reguły o nie najczęściej chodzi.
To zaraz, bo właśnie udowodniłem, że banki robią ludzi w ciula. „Jak to” zakrzykną słabiej wykształceni matematycznie, a i bankowcy się oburzą, więc zaraz zaczną mi zarzucać, że liczę jak generacja Z.
Okay, może i asem matematycznym nie jestem, ale nie muszę, bo widzę sznurki, których końce łatwo jest związać. To teraz weźmy pod lupę średnie kwoty końcowe i zróbmy proste działanie matematyczne z użyciem maszyny liczącej, jaką jest kalkulator, bo jak powiedziałem, matematyka nie jest moją najmocniejszą stroną. Otóż od rentu w kwocie 2700 €, jaki rodzina płaci w formie czynszu, odejmiemy naszą najwyższą stawkę raty kredytu, czyli w tym przypadku 1300 €, więc zostaje nam…
Zaraz, bo liczę na kalkulatorze…

Zostaje nam w kieszeni 1400 €. To teraz drodzy bankowcy, bądźcie łaskawi mi wytłumaczyć, jaką metodę obliczeń wy przyjmujecie, skoro rata kredytu jest niższa od kwoty czynszu o 1400 €, jaki płaci nasza teoretyczna rodzina. Przecież skoro stać tych ludzi na wynajęcie domu, skoro żyją, a i jakoś jeszcze funkcjonują w społeczeństwie, porwali się na rozmowę z systemem bankowym i mają na wkład własny, to jakim cudem nie jest stać tych ludzi na zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego na 30 lat? Ja oczywiście rozumiem, że ryzyko związane z wykonywanymi zawodami, że inne czynniki wpływające na ocenę ogólną kredytobiorcy, ale wciąż ci ludzie mają w zapasie 1400 €.
Tym samym z łatwością przychodzi mi powiedzieć, bo przecież to udowodniłem, a nie użyłem liczb trzecich, ani urojonych, jakich użytkownikami wydają się bankowcy, że większość osób nazywanych lokatorami, stać jest na zaciągnięcie pożyczki na zakup własnego domu.
Problemem jest coś całkiem innego, więc to banki kontrolują, kto dom będzie miał, a kto w ich ocenie, nie zasługuje, aby żyć kilkadziesiąt lat z odium kredytu hipotecznego.
Na koniec pytanie, czy można więc mieć przekonanie, że banki nas, potencjalnych kredytobiorców, oszukują? Odpowiedzcie sobie sami.
Bogdan Feręc
Photo by Jonathan Cooper on Unsplash
