Ćwierćwiecze w cieniu tragedii. Ameryka upamiętnia 25. rocznicę ataków z 11 września
Dwadzieścia pięć lat po tym, jak niemal bezchmurne niebo nad Nowym Jorkiem przesłoniły kłęby dymu i pyłu, Ameryka po raz kolejny zatrzymuje się w zadumie, by oddać hołd ofiarom wydarzeń, które na zawsze zmieniły bieg współczesnej historii.
Dziewiętnastu bojowników Al-Kaidy porwało wówczas cztery pasażerskie samoloty, przekształcając je w niszczycielską broń. Dwie maszyny uderzyły w wieże World Trade Center, doprowadzając do zawalenia się 110-piętrowych kolosów, trzecia uderzyła w gmach Pentagonu, a czwarta rozbiła się na polu w pobliżu Shanksville w Pensylwanii dzięki bohaterskiemu oporowi pasażerów. Tamtego przełomowego dnia zginęło 2977 osób. Dziś, gdy około 100 milionów Amerykanów albo nie było jeszcze na świecie, albo pozostawało zbyt młodych, by pamiętać ten koszmar, podtrzymywanie pamięci o tamtych chwilach staje się kluczowym wyzwaniem dla kolejnych pokoleń.
Tegoroczne uroczystości na dolnym Manhattanie mają niezwykle podniosły, a zarazem pełen napięć charakter. W miejscu znanym jako Ground Zero zgromadzą się ogromne tłumy, aby w skupieniu przysłuchiwać się tradycyjnemu odczytywaniu imion i nazwisk wszystkich zabitych przez pogrążone w żałobie rodziny. Zgodnie z utrwalonym ceremoniałem, podczas wydarzenia zrezygnowano z oficjalnych przemówień polityków, a kolejne przełomowe momenty ataku akcentuje jedynie przejmujący dźwięk dzwonu.
„Upamiętnienia takie jak to i dyskusje o tamtych wydarzeniach odgrywają ważną rolę w podtrzymywaniu pamięci o nich i zrozumieniu, jak zapobiegać podobnym tragediom w przyszłości” – zauważył Robert Kafka, mieszkaniec Chicago, który przybył na uroczystość, by odwiedzić Pomnik 11 września. Symboliczny wstęp do głównych obchodów stanowił widowiskowy pokaz dronów nad nowojorskim portem, gdzie dokładnie 2977 punktów świetlnych wzbiło się w mrok, upamiętniając każdą ze śmiertelnych ofiar.
Obecność polityków najwyższego szczebla ujawniła jednak głębokie podziały w państwie. W Nowym Jorku zjawili się wiceprezydent J.D. Vance oraz czterej żyjący poprzednicy urzędującej głowy państwa, czyli republikanin George W. Bush, który sprawował władzę w momencie zamachów, a także demokraci Joe Biden, Barack Obama i Bill Clinton. Na ceremonii w Wielkim Jabłku nieobecny był natomiast prezydent USA Donald Trump, który postanowił złożyć osobisty hołd ofiarom w Pentagonie.
Uwagę opinii publicznej przyciągnęła także sytuacja wokół gospodarza miasta. Obok byłych prezydentów w obchodach wziął udział demokratyczny burmistrz Zohran Mamdani – pierwszy muzułmanin pełniący tę funkcję w historii Nowego Jorku. Jego udział wywołał jednak ostrą reakcję ze strony prawicowej części społeczeństwa, wspieraną przez nagłówki prasowe New York Post oraz wystąpienia byłego burmistrza Rudy’ego Giulianiego, którzy nawoływali go do rezygnacji z udziału. Pod petycją zebrano ponad 100 000 podpisów, zarzucając Mamdaniemu rzekome utrzymywanie kontaktów z osobami lekceważącymi amerykańskie instytucje lub niewystarczająco krytycznymi wobec ekstremistycznych ideologii. W obronie włodarza stanęła członkini rady miasta Shahana Hanif, podkreślając w wypowiedzi dla stacji CNN: „Niepokoi mnie to, że burmistrz jest traktowany inaczej tylko dlatego, że jest muzułmaninem”.
Mamdani zaskarbił sobie wcześniej uznanie wielu mieszkańców bezprecedensową decyzją o ujawnieniu tysięcy archiwalnych dokumentów miejskich. Rzucają one nowe światło na to, co urzędnicy wiedzieli o skażeniu powietrza w Dolnym Manhattanie bezpośrednio po katastrofie. Poważnym problemem po początkowej chmurze pyłu powstałej z gruzów okazały się bowiem długie miesiące utrzymującego się toksycznego zanieczyszczenia, które doprowadziło do rozwoju chorób nowotworowych u tysięcy nowojorczyków. „Ludzie zachorowali, bo przywódcy, którym ufali, kłamali i mówili im, że nie muszą się obawiać, że będą mogli oddychać toksycznym powietrzem” – skomentował gorzko burmistrz.
Tragiczny bilans zamachów stale się rozszerza. Z danych Federalnego Programu Opieki Medycznej wynika, że oprócz bezpośrednich ofiar z 11 września, ponad 9400 osób zmarło w latach kolejnych, a stało się to jakoby w wyniku chorób rozwiniętych na skutek kontaktu z toksynami na Ground Zero.
O bezpieczeństwo zgromadzonych podczas 25. rocznicy dbają potężne siły. Secret Service otoczyła teren Pomnika i Muzeum 11 Września stalowym pierścieniem ochronnym. Komisarz policji Jessica Tisch poinformowała, że do akcji zaangażowano wyspecjalizowany oddział zajmujący się zwalczaniem dronów, zastrzegając jednocześnie, że służby nie dysponują żadnymi informacjami wywiadowczymi o bezpośrednim zagrożeniu.
Przypomnieniem o wciąż żywym zagrożeniu terrorystycznym stała się jednak aktywność samej Al-Kaidy, która opublikowała w sieci nagranie wideo przedstawiające zdjęcia nieżyjącego przywódcy Osamy bin Ladena oraz jego syna Hamzy, o którego wyeliminowaniu informowano jeszcze w 2019 roku.
Mimo upływu 25 lat od tamtego września, wspomnienie pozostaje tragedii pozostaje nienaruszone, stanowiąc przestrogę i wciąż otwartą ranę w sercu Ameryki.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. CC U.S. Navy
