Cisza, która nie ostrzega. Elektryczne auta wciąż zbyt mało słyszalne na drogach
Samochody elektryczne miały być symbolem nowoczesności, czyli czyste, ciche, przyszłościowe i właśnie ta cisza coraz częściej wraca jak bumerang, a nie jako zaleta, lecz jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Najnowsze badania potwierdzają to, o czym od lat mówią piesi, rowerzyści i osoby starsze, więc pojazdów elektrycznych wciąż po prostu nie słychać.
Problem nie jest nowy, bo już w 2019 roku Unia Europejska reagując na skargi określające elektryki jako „ciche i śmiercionośne”, wprowadziła obowiązek montowania w nowych pojazdach elektrycznych systemów emitujących dźwięk podczas jazdy. Miały one ostrzegać otoczenie, że samochód się zbliża. Siedem lat później okazuje się jednak, że regulacje nie rozwiązały problemu. – Od 2019 roku pojazdy elektryczne muszą wydawać sztuczny, czasami futurystyczny dźwięk – tłumaczy Flaithrí Neff z Technological University of the Shannon, współautor badań. – Chcieliśmy sprawdzić, jak ludzie faktycznie doświadczają spotkań z takimi pojazdami w codziennym ruchu drogowym.
Wyniki nie pozostawiają złudzeń. Uczestnicy badań mieli trudności nie tylko z rozpoznaniem, że słyszany dźwięk pochodzi od samochodu elektrycznego, ale także z określeniem, z którego kierunku pojazd nadjeżdża i jak daleko się znajduje. To kluczowe informacje dla bezpieczeństwa pieszych – zwłaszcza na przejściach, parkingach czy w strefach zamieszkania.
Co istotne, irlandzkie badania wpisują się w szerszy europejski obraz, ponieważ podobne wnioski płyną z analiz prowadzonych wcześniej w Szwecji, Wielkiej Brytanii i Niemczech, gdzie porównywano dźwięki pojazdów benzynowych i diesla z dźwiękami nowoczesnych aut elektrycznych. Różnica okazała się nie tylko kwestią głośności. – Przepisy regulują poziom dźwięku i jego charakterystykę tonalną, ale dźwięk silnika spalinowego jest znacznie bogatszy – podkreśla Neff. – Wynika to z mechanicznych aspektów pracy silnika. Ten dźwięk niesie więcej informacji, które ludzki mózg potrafi intuicyjnie interpretować.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli elektryk „coś” wydaje, to jest to dźwięk abstrakcyjny, oderwany od naszych codziennych doświadczeń. Nie budzi automatycznego skojarzenia, że nadjeżdża samochód i należy zachować ostrożność, a na drodze liczą się ułamki sekund i instynkt, nie zaś analiza.
Debata o elektromobilności często koncentruje się na klimacie, emisjach i infrastrukturze ładowania. Tymczasem bezpieczeństwo, zwłaszcza na poziomie zwykłego przechodnia przez jezdnię, pozostaje niedopowiedzianym rozdziałem tej transformacji. Cisza, która miała być luksusem, staje się problemem i to na całym świecie. Jeśli auta elektryczne mają na dobre stać się codziennością, ich obecność musi być nie tylko ekologiczna, ale też czytelna dla ludzkich zmysłów. Bo na drodze brak hałasu nie zawsze oznacza brak zagrożenia, czasem oznacza, że jest wręcz dokładnie odwrotnie.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Vitali Adutskevich on Unsplash

