Cena, którą czuć w powietrzu. Rząd tnie akcyzę, a paliwowy barometr drży
Gdy na horyzoncie irlandzkiej polityki unosi się zapach oleju napędowego, a społeczeństwo nerwowo zerka na liczniki cen, rząd postanawia rzucić kilka szczapek do ogniska debaty, a tym razem w formie obniżek akcyzy. Choć to może nie będzie rewolucja na miarę zmiany biegu rzek, to jednak mała ulga, którą wielu kierowców i gospodarstw domowych powita z westchnieniem ulgi. A może nawet z nieśmiałym uśmiechem.
O ile rzeczywiście spadną ceny?
Tu zaczyna się konkretny rachunek, który wygląda następująco:
- Olej napędowy: rządowe cięcie akcyzy o 20 centów, plus zawieszenie opłaty NORA (2 centy), da w sumie 22 centy zjniżki na litrze, o ile Dáil zatwierdzi przepisy.
- Benzyna: obniżka akcyzy o 15 centów, plus te same 2 centy z NORA, to łącznie 17 centów w dół.
To są liczby, które, jeżeli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z rytuałem parlamentarnej liturgii, zaczną odbijać się na dystrybutorach od północy. Oczywiście tylko wtedy, gdy Dáil nie zacznie filozofować ponad miarę i przyjmie uchwałę finansową bez teatralnych zwrotów akcji.
Napęd dla przewoźników – i to wstecz
Wicepremier Simon Harris dorzuca jeszcze jeden element układanki: wsteczny rabat na olej napędowy dla przewoźników i operatorów autobusowych. Taki prezent ze wsteczną datą wejścia, który ma ulżyć tym, którzy spalają najwięcej, a marże liczą bardziej niż romantyczne metafory.
Cały pakiet — kto płaci?
Cena tej operacji to 235 mln euro, czyli suma, która wcale nie symboliczna, a obejmująca również wsparcie energetyczne skierowane do:
- emerytów,
- opiekunów,
- osób z niepełnosprawnościami.
To taki rządowy gest w stronę tych, którzy od dłuższego czasu żyją pod ciężarem rachunków, które z miesiąca na miesiąc bardziej przypominają gotyckie katedry niż zwykłe zestawienia liczb.
Opozycja: „To nie jest sprint, to nawet nie trucht”
Rząd z wielką pieczęcią ogłasza swoje propozycje, ale opozycja wchodzi do gry jak krytycy sztuki, którzy dostrzegają pęknięcie tam, gdzie nikt inny nie patrzy.
- Ged Nash z Partii Pracy mówi wprost, że pakiet jest „nieśmiały i anemiczny”. Dwa tygodnie ulgi? Za mało. Oczekuje większego gestu, dłuższego wsparcia i realnej obniżki kosztów transportu publicznego.
- Sinn Féin idzie krok dalej, twierdząc, że rząd „świadomie porzucił rodziny oparte na oleju opałowym”. To ostra fraza, taka, która brzmi jak trzask drzwi w zimną noc. Partia zapowiada poprawki w Dáil, domagając się maksymalnych korzyści dla pracowników i gospodarstw.
Co to znaczy dla zwykłych ludzi?
Dla przeciętnego kierowcy to kilkanaście lub kilkadziesiąt euro oszczędności miesięcznie. Dla gospodarstw ogrzewających domy olejem opałowym, również delikatna ulga, choć tu opozycja pyta: „dlaczego nie więcej”? W praktyce to plaster na otwartą ranę ekonomicznego przeciążenia. Przyjemny, ale niewystarczający i dopiero kolejne tygodnie pokażą, czy rząd pójdzie dalej, czy pozostanie przy obecnym minimum, jak staruszek chroniący się przy kominku i niechętnie dokładany do niego ostatnie polana.
*
Wszystko jest więc teraz w rękach Dáil, bo jeżeli parlament przyjmie ustawę, paliwo stanieje. Nie spektakularnie, nie jak w legendach o złotych czasach, ale na tyle, by kierowcy poczuli, że choć na chwilę to państwo przytuliło ich mocniej, a w tych czasach, to już całkiem sporo.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by engin akyurt on Unsplash
