Atak, który wisi w powietrzu. Kiedy Waszyngton zdecyduje się na ostrzał Iranu? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Atak, który wisi w powietrzu. Kiedy Waszyngton zdecyduje się na ostrzał Iranu?

Twierdzenie, że kolejny amerykański atak na Iran to kwestia „czy”, a nie „czy w ogóle”, przestało być prowokacją publicystyczną. W realiach początku 2026 roku niemal osiem miesięcy po tzw. wojnie 12-dniowej logika eskalacji wydaje się działać jak zegar z opóźnionym zapłonem. Pytanie brzmi nie tyle, czy dojdzie do uderzenia, ile kiedy i w jakiej formie.

Czas ma tu znaczenie symboliczne i operacyjne. Atak w ten weekend lub tuż po nim, szybki, demonstracyjny, wymierzony w wybrane cele wojskowe i gospodarcze, pozwalałby zaskoczyć przeciwnika i zdominować pierwszą fazę konfliktu. Z drugiej strony, Ramadan kończący się za około miesiąc i stanowi czynnik, którego taktowni decydenci zwykle nie lekceważą. Uderzenie w najświętszym miesiącu islamu byłoby świadomym gestem eskalacyjnym. Jeśli jednak presja polityczna w Waszyngtonie zaczęłaby gwałtownie rosnąć niezależnie od jej źródeł, gdy religijne niuanse mogłyby zostać zignorowane. Wówczas ostateczna decyzja, a może bardziej sygnał do rozpoczęcia ataku zapadłby w ciągu dni, nie tygodni.

Z czysto wojskowego punktu widzenia pierwsze godziny konfliktu należałyby do Stanów Zjednoczonych. Amerykańska przewaga symetryczna jest bezdyskusyjna, ponieważ to ogromny budżet, globalna sieć sojuszy i baz, rozbudowany aparat wywiadowczy, więc infrastruktura projekcji siły, której nikt na Bliskim Wschodzie nie dorównuje. Uderzeniowe grupy lotniskowców, w tym superlotniskowce, zapewniają zdolność do uzyskania przewagi powietrznej i prowadzenia precyzyjnych ataków dalekiego zasięgu. Bazy w Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej umożliwiają niemal ciągłe operacje powietrzne nad całym regionem, co nawiasem mówiąc, jest jedyną opcją braną pod uwagę przez USA, ponieważ Stany nie chcą na tym etapie angażować się w działania lądowe.

Do tego dochodzi gęsta sieć rozpoznania, czyli satelity, drony, środki cyberwojny i załogowe platformy ISR. Pentagon jest mistrzem operacji „opartych na efektach”, uderzeń w węzły dowodzenia, bazy rakietowe, infrastrukturę wojskową. W wariancie ograniczonym możliwe byłyby ataki dekapitacyjne wymierzone w kluczowych dowódców i decydentów. Scenariusz zakłada szybkie, chirurgiczne osłabienie przeciwnika bez powtarzania pełnoskalowej inwazji lądowej na wzór Iraku z 2003 roku.

Problem polega na tym, że ta przewaga topnieje wraz z upływem czasu. Amerykańska machina wojenna jest zoptymalizowana pod kątem krótkiego ataku, a opartego na modelu „szoku i przerażenia”. W przedłużającej się wojnie konwencjonalnej jej skuteczność spada, a koszty rosną wykładniczo. Doświadczenie z Afganistanu pozostaje ostrzeżeniem, że nawet w starciu z technologicznie słabszym przeciwnikiem Waszyngton nie potrafił przełożyć przewagi militarnej na trwałe zwycięstwo polityczne. Nagła ewakuacja i pozostawiony sprzęt stały się przecież w Afganistanie symbolem strategicznej porażki.

W przypadku Iranu asymetria jest nie tylko taktyką, lecz doktryną. Teheran nie musi wygrać w klasycznym sensie. Wystarczy, że przetrwa i narzuci agresorowi koszty nie do zaakceptowania. Kluczowym elementem tej strategii jest kontrola nad Cieśniną Ormuz – arterią, przez którą przepływa jedna czwarta światowego handlu ropą i LNG. Nawet czasowe zakłócenie żeglugi oznaczałoby wstrząs na globalnych rynkach energii. Waszyngton doskonale rozumie, że każda mina morska, każdy rój tanich dronów, każdy pocisk manewrujący wystrzelony w kierunku zamkniętych wód Zatoki Perskiej podnosi ryzyko dla najcenniejszych jednostek.

Irański arsenał rakietowy, jeden z największych na świecie, obejmuje precyzyjne pociski krótkiego i średniego zasięgu, zdolne dosięgnąć praktycznie wszystkich amerykańskich baz w regionie. Czerwiec 2025 roku pokazał gotowość do masowego użycia setek rakiet i dronów w jednym ostrzale, nasycając obronę przeciwrakietową samą skalą ataku. Systemy antybalistyczne mogą przechwytywać pociski, lecz zapasy środków przechwytywania nie są niewyczerpane. W starciu o wysokiej intensywności czas działa na korzyść strony, która potrafi produkować taniej i szybciej.

Co więcej, mobilne wyrzutnie i podziemne kompleksy znacząco zwiększają przeżywalność irańskich sił. Eliminacja wszystkich pojazdów transportowo-startowych jest w praktyce nierealna. Nawet częściowe przetrwanie potencjału rakietowego oznacza ciągłe zagrożenie dla baz w Iraku, w państwach Zatoki i dla infrastruktury morskiej. Do tego dochodzi regionalna sieć sojuszników i działających wspólnie z Iranem mniej lub bardziej formalnych grup militarnych. Mimo poważnych strat i amerykańskich ataków, ugrupowania powiązane z Teheranem wciąż dysponują i będą dysponować zdolnością do działania w wielu teatrach, jak Irak, Jemen czy Liban. Dają one Iranowi możliwość wiarygodnego zaprzeczenia bezpośredniej odpowiedzialności, a jednocześnie utrzymywania stałej presji na linie zaopatrzeniowe i logistykę przeciwnika. Wojna przestaje być w takim przypadku pojedynkiem dwóch państw, a staje się konfliktem rozlanym po całym regionie.

Nie wolno też ignorować czynnika społecznego i geograficznego. Górzysty teren, rozbudowane fortyfikacje i liczna populacja zdeterminowana do obrony kraju czynią scenariusz lądowej zmiany reżimu skrajnie kosztownym. Sam fakt przetrwania irańskiego przywództwa byłby w amerykańskiej debacie publicznej postrzegany jako porażka. A wola polityczna w Stanach Zjednoczonych do kolejnej długiej wojny na Bliskim Wschodzie jest dziś praktycznie zerowa. Dlatego wieloznaczność sytuacji polega na tym, że obie strony mają narzędzia, by wyrządzić sobie poważne szkody, lecz żadna nie ma łatwej drogi do rozstrzygającego zwycięstwa. Asymetria sprzyja odstraszaniu, a jednak logika wielkich mocarstw bywa bezlitosna.

Jeśli nastąpi atak, niezależnie od terminu, będzie to najpewniej szybka próba narzucenia faktów dokonanych, więc seria precyzyjnych uderzeń, komunikat o przywróceniu stabilizacji i pochwała środków odstraszania, ale i kalkulacja, że Iran nie zdecyduje się na pełnoskalową odpowiedź. Tyle że Teheran zbudował swoją strategię właśnie po to, by taka kalkulacja była błędna.

W tej układance czas jest zapalnikiem, a geografia i ekonomia stała się paliwem, czyli wystarczy iskra, a kiedy w regionie, przez który płynie jedna czwarta światowej energii, zaczynają krążyć lotniskowce i rakiety, zegar tyka głośniej niż zwykle.

Bogdan Feręc

Źr. Info Brics

Photo by Akbar Nemati on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Sąd Najwyższy uder
100 dni prezydentury
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.