Nisztor: Dostaję sygnały, że mnie podsłuchują. Ostrzega przed inwigilacją
Piotr Nisztor w Radiu Wnet poinformował, że otrzymuje sygnały o możliwej inwigilacji jego oraz innych dziennikarzy krytycznych wobec rządu Donalda Tuska. Opisał urządzenia, które – według jego informacji – pozwalają na podsłuchiwanie otoczenia telefonu znajdującego się w odległości do 300 metrów. Dziennikarz zasugerował, że podobny sprzęt może być finansowany z funduszy operacyjnych służb specjalnych. Zaapelował o skontrolowanie tych wydatków po ewentualnej zmianie władzy, zaznaczając jednocześnie, że jego informacje mogą się okazać nieprawdziwe.
W tym artykule:
- Nisztor o możliwych podsłuchach dziennikarzy i opozycji
- Urządzenia za 150 tys. zł. Podsłuch telefonu z odległości 300 metrów?
- Fundusze operacyjne służb pod kontrolę
- Ostrzeżenie dotyczące otoczenia prezydenta
https://share.transistor.fm/e/5ba81489#?secret=oYO7NDHcxZ
Nisztor o możliwych podsłuchach dziennikarzy i opozycji
Piotr Nisztor, dziennikarz śledczy, w czwartkowej rozmowie w programie „Odyseja Wyborcza” Radia Wnet poruszył kwestię działalności służb specjalnych i możliwości prowadzenia przez nie nielegalnej kontroli operacyjnej wobec osób krytycznie nastawionych do obecnego rządu.
Rozmowa dotyczyła początkowo bezpieczeństwa otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego i osób, które – zdaniem Nisztora – mogą próbować wykorzystywać znajomości z politykami do budowania własnej pozycji. W tym kontekście dziennikarz przeszedł do informacji, jakie otrzymuje na temat działań służb.
– Ja dostaję regularnie sygnały, że mnie podsłuchują. Oczywiście każdy może tak powiedzieć. A jakie są dowody? – powiedział.
Nisztor nie wskazał konkretnych funkcjonariuszy ani jednostek, które miałyby prowadzić wobec niego działania operacyjne. Skoncentrował się natomiast na możliwościach technicznych urządzeń, które – według jego informatorów – są dostępne dla polskich służb.
Urządzenia za 150 tys. zł. Podsłuch telefonu z odległości 300 metrów?
Dziennikarz opisał sprzęt oferowany – jak twierdzi – przez firmę uczestniczącą wcześniej w dostawach systemu Pegasus. Według jego relacji urządzenia przypominają laptopy, a koszt jednego z nich wynosi około 150 tys. zł.
Nisztor przekonywał, że ich wykorzystanie nie wymaga fizycznego przejęcia telefonu osoby obserwowanej. Z jego opisu wynika, że operator miałby uzyskiwać dostęp do dźwięków rejestrowanych w otoczeniu urządzenia po wskazaniu numeru telefonu.
– Jeśli dana osoba jest oddalona od tego laptopa na mniej niż 300 metrów, to przez ten telefon mogą sobie słuchać wszystko, co się wokół tego telefonu dzieje, więc to jest dość łatwa sprawa, co w pewnym sensie jest zaskakujące – relacjonował.
Kwaśniewski: Rząd od Morawieckiego po Brauna jest możliwyOrdo Iuris przygotowuje 23 projekty legislacyjne, które mają stać się wspólnym programem przyszłego rządu prawicy – powi…
Fundusze operacyjne służb pod kontrolę
Zdaniem Nisztora ewentualne zakupy podobnych urządzeń mogłyby być finansowane ze środków pozostających w dyspozycji służb specjalnych na działalność operacyjną. Dziennikarz wskazał, że koszt takiego sprzętu nie stanowiłby znaczącego wydatku w stosunku do możliwości jego wykorzystania.
Za szczególnie istotne uznał przeprowadzenie w przyszłości kontroli sposobu wydatkowania pieniędzy z funduszy operacyjnych. Jego zdaniem umożliwiłoby to ustalenie, czy środki publiczne były przeznaczane na działania wymierzone w osoby niewygodne dla obecnej władzy.
– Trzeba faktycznie sprawdzić po zmianie władzy wydatki z funduszu operacyjnego, bo jeśli dzisiaj jest kupowany sprzęt do inwigilacji opozycji i niewygodnych dziennikarzy, to mamy do czynienia z gigantycznym skandalem – ocenił.
Nisztor nie przesądzał przy tym, że taki mechanizm rzeczywiście funkcjonuje. Zaznaczył, że formułuje swoje podejrzenia na podstawie informacji pochodzących od rozmówców, których nie ujawnił.
– Mam nadzieję, że moje źródła się mylą. I jest to tylko zła nagonka na ten wspaniały, uśmiechnięty rząd Donalda Tuska – dodał sarkastycznie.
Ostrzeżenie dotyczące otoczenia prezydenta
Nisztor powiązał swoje obawy również z sytuacją w otoczeniu Karola Nawrockiego. Przekonywał, że wokół Pałacu Prezydenckiego mogą działać osoby próbujące uzyskać wpływy, powołując się na rzeczywiste lub rzekome znajomości z politykami.
Według dziennikarza współpracownicy prezydenta powinni ze szczególną starannością weryfikować osoby zabiegające o dostęp do głowy państwa. Nisztor sugerował, że niektóre działania mogą być elementem prób prowokacji politycznych, w których – według jego oceny – uczestniczą również osoby związane ze służbami.
– Ilu mamy dzisiaj ludzi, którzy formalnie pobierają co miesiąc pensje od państwa, pracując w służbach czy mundurowych, czy specjalnych, a do ich zadań należą działania polityczne. Niestety tacy ludzie są – powiedział.
Autorzy:

Iwona Nowak domena publiczna

