Jeden pajac wymyślił koło, a teraz lekarze chcą zakazać elektrycznych rowerów – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Jeden pajac wymyślił koło, a teraz lekarze chcą zakazać elektrycznych rowerów

Nie wiadomo, kim był, bo nie zachowały się jego nazwisko, adres ani numer PPS, ale najwyraźniej miał zdecydowanie zbyt dużo czasu i kamień pod ręką. Wziął więc kawałek skały, długo się nad nim namęczył i wydłubał coś, co później nazwano kołem. I od tego momentu wszystko zaczęło się psuć.

Najpierw ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić z dwóch kół powóz. Potem wymyślono rower. Następnie pojawił się samochód, motocykl, skuter, a w końcu ktoś, najwyraźniej nie wyciągając żadnych wniosków z historii, postanowił zamontować silnik elektryczny do hulajnogi i roweru. I oto jesteśmy w punkcie, gdzie człowiek, który przez tysiące lat marzył o tym, żeby nie chodzić pieszo, osiągnął technologiczny szczyt swoich możliwości, po czym wsiadł na elektryczną hulajnogę lub rower, rozpędził się po miejskim chodniku i wylądował głową na krawężniku.

A teraz lekarze mówią: wystarczy. Z jednej strony trudno się dziwić, bo tym razem nie chodzi już tylko o estetykę miejskiej jazdy, irytację pieszych czy kolejnego młodego człowieka przemykającego między samochodami z miną kierowcy Formuły 1. Chodzi o coś konkretnego – o szpitale, sale operacyjne, oddziały ratunkowe i ludzi, którzy trafiają tam po zderzeniach z własnym środkiem transportu albo, co gorsza, z innym człowiekiem. Doświadczeni lekarze wzywają do całkowitego zakazu używania rowerów elektrycznych oraz zaostrzenia przepisów dotyczących hulajnóg elektrycznych. Powód jest prosty: liczba poważnych obrażeń związanych z tymi pojazdami rośnie, a system ochrony zdrowia musi później posprzątać skutki czyjejś brawury, nieuwagi albo zwyczajnej głupoty.

Cztery śmiertelne wypadki. Dwóch pieszych

Dane, które mają zostać przedstawione posłom i senatorom, są trudne do zignorowania. W roku ubiegłym rodnotowano cztery śmiertelne wypadki związane ze rowerami lub hulajnogami elektrycznymi. W dwóch z nich ofiarami byli piesi. Czyli nawet nie trzeba było wsiadać na hulajnogę, żeby znaleźć się po złej stronie statystyki. Spośród 59 poważnych obrażeń odnotowanych w związku z takimi wypadkami aż 15 dotyczyło osób innych niż sami użytkownicy tych pojazdów. Poszkodowanymi byli piesi, rowerzyści albo osoby podróżujące samochodami.

To jest właśnie ta część historii, której często brakuje w dyskusji o „wolności użytkownika”. Oczywiście, człowiek ma prawo korzystać z nowoczesnego środka transportu. Problem zaczyna się jednak w momencie, kiedy jego prywatna decyzja przestaje być prywatna, bo konsekwencje ponosi ktoś stojący na chodniku. Ten ma zaś ma jedną zasadniczą wadę, jest na nim więcej ludzi, niż na torze wyścigowym.

Lekarze widzą to, czego politycy nie dostrzegają

Dr Luke Phillips, konsultant medycyny ratunkowej i traumatologii w dublińskim szpitalu Mater, przedstawić ma parlamentarzystom bardzo konkretny obraz sytuacji. Według niego liczba hospitalizacji związanych z korzystaniem z elektrycznych hulajnóg i takich samych rowerów, systematycznie rosła przez ostatnie dwa lata i stanowi coraz większe obciążenie zarówno dla oddziału ratunkowego, jak i oddziałów stacjonarnych. Najczęstsze są poważne urazy kończyn. Część pacjentów trafia na salę operacyjną, ale na złamanej ręce czy nodze problem się nie kończy.

Lekarze obserwują również złamania kręgosłupa, uszkodzenia narządów wewnętrznych, w tym śledziony i wątroby, oraz poważne urazy mózgu wymagające konsultacji neurochirurgicznej. Czyli wynalazek, który miał przede wszystkim pozwolić człowiekowi szybciej dotrzeć z punktu A do punktu B, czasami pozwala mu dotrzeć znacznie szybciej na stół operacyjny. I to jest akurat osiągnięcie, którego przemysł transportowy nie powinien wpisywać do folderów reklamowych.

Dzieci też płacą cenę za elektryczną modę

Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące dzieci. Dr Phillips wskazuje, że ponad jedna trzecia przyjęć dzieci do szpitala z powodu urazów mózgu ma być związana z hulajnogami elektrycznymi. To już nie jest dyskusja o tym, czy dorosły człowiek może zrobić z siebie idioty na własny rachunek. Dziecko nie zawsze potrafi ocenić prędkość, ryzyko i konsekwencje upadku. Dlatego przepisy dotyczące wieku użytkowników nie są jakimś wymysłem urzędników, którzy pewnego ranka postanowili uprzykrzyć życie obywatelom.

Latem ogłoszono rozszerzenie zakazu korzystania z hulajnóg elektrycznych przez osoby poniżej 16. roku życia. Granicę podniesiono do 18 lat. Jednocześnie zgodnie z nowymi regulacjami hulajnogi elektryczne mają być traktowane jak inne „pojazdy napędzane mechanicznie”. To oznacza konieczność posiadania prawa jazdy i rejestracji.

Brzmi dla niektórych rozsądnie, ale problem polega na tym, że państwo nadal nie do końca wie, jak właściwie cały system ma działać.

Rejestracja? Prawo jazdy? A może jeszcze tablica rejestracyjna na kierownicy?

Rząd ma w tym tygodniu opublikować drugi zestaw przepisów dotyczących hulajnóg elektrycznych. Jak wynika z dostępnych informacji, nowe regulacje prawdopodobnie nie wprowadzą jeszcze obowiązku rejestracji i posiadania licencji w takim zakresie, jakiego domagają się niektórzy lekarze. Prace nad systemem licencjonowania nadal trwają. Nie wiadomo też ostatecznie, kto miałby nim zarządzać, więc sprzedawcy detaliczni czy Revenue – i tak oto technologia XXI wieku spotyka się z administracją publiczną.

Lekarze chcą więcej niż tylko nowych papierów

Dr Phillips ma również apelować o obowiązkową rejestrację pojazdów, rzeczywiste egzekwowanie przepisów ruchu drogowego, przestrzeganie ograniczeń wiekowych oraz stosowanie sprzętu ochronnego. Właśnie ten ostatni element jest szczególnie istotny, bo przepis istniejący wyłącznie na papierze jest nieskuteczny. Lekarze zwracają uwagę również na użytkowników szybkich skuterów, motocykli typu scrambler i quadów.

Według przedstawianych danych wszyscy ranni lub zabici w analizowanej grupie wypadków poruszali się na takich pojazdach, a trzy czwarte z nich miało 25 lat lub mniej. Problemem ma być przede wszystkim wysoka prędkość w środowisku miejskim oraz niewystarczające wyposażenie ochronne. Skutki bywają czasami dramatyczne, bo złamania kończyn, urazy kręgosłupa, uszkodzenia narządów wewnętrznych i ciężkie urazy mózgu.

To nie jest więc spór między fanami jednośladów elektrycznych a „wrogami postępu”, bo chodzi o bezpieczeństwo, z czym nie powinno się dyskutować.

Lekarz chce zakazu. Państwo na razie mówi: zobaczymy

Dr Phillips popiera ustawę Grace’a, która ma zakazać używania quadów i pojazdów typu scrambler w miejscach publicznych. Jednocześnie chce rozszerzenia prawa o zakaz importu i sprzedaży takich pojazdów. W przypadku rowerów elektrycznych lekarze idą jeszcze dalej, apelując o całkowity zakaz ich używania. Jednak zauważmy, że czym innym jest domaganie się rejestracji, kontroli wieku, prawa jazdy, kasku czy skutecznego egzekwowania ograniczeń prędkości, a czym innym całkowite wyeliminowanie środka transportu.

Rząd, przynajmniej na tym etapie, nie zamierza wprowadzać całkowitego zakazu używania rowerów i hulajnóg elektrycznych. W koalicji nie ma zresztą jednomyślności w tej sprawie i chyba dobrze, że zamiast podejmować decyzję na zasadzie „zakazać, bo są wypadki”. Problemem jest przede wszystkim łamanie prawa, więc całkowity zakaz może być odpowiedzią na niewłaściwie postawione pytanie.

A wszystko przez to pierwsze koło

Wracając jednak do początku. Może rzeczywiście należałoby odnaleźć tego człowieka, który tysiące lat temu wydłubał pierwsze koło w kamieniu. To przez niego mamy dziś samochody, rowery, motocykle, hulajnogi i całą resztę cywilizacyjnego zamieszania. Najpierw koło umożliwiło nam transport, a teraz umożliwia bardzo szybkie przemieszczanie się pomiędzy własnym garażem a oddziałem ratunkowym.

Tyle że żarty kończą się tam, gdzie zaczynają się poważne urazy, bo takie zdarzenia, nie mogą być zarywane hasłem: „postęp”. Ten, bez odpowiedzialności jest tylko bardzo drogim sposobem na produkowanie nowych problemów.

*

Nie trzeba jednak od razu wracać do konia i furmanki, te przynajmniej były wolniejsze, ale i wypadki się zdarzały. Oczywiście nie neguję obaw środowiska medycznego, choć nie ma mojej zgody na obecny w propozycjach radykalizm. Nie można zakazać, nowoczesnych technologicznie pojazdów, bo zdarzają się wypadki. Jeżeli natomiast pójdziemy tą drogą, mam też przykład – pierwszy z brzegu – i też świeży. Zakażmy używania komputerów, bo one niosą zagrożenia dla społeczeństwa, zlikwidujmy telefony komórkowe, bo i one służą do popełniania przestępstw. I z medycznego podwórka: większość leków to zwyczajne trucizny, o ile użyć składników w nieodpowiednich dawkach. Czy mam więc apelować, żeby zakazać sprzedaży i używania leków, bo farmaceuta może pomylić dawki?

To jest błędne koło. Nie da się bezkarnie wyeliminować sprzętu, aby chronić ludzkie życie.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Dolunay laylay on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Niewidzialna pętla
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.