Koniec ery taniego życia. Czas porzucić złudzenia i zajrzeć prawdzie w oczy
Mit o rychłym powrocie do ekonomicznej stabilności i niskich cen właśnie ostatecznie legł w gruzach. Pora odrzucić więc nadzieje, ale też pobożne życzenia, wyzbyć się złudzeń i wyraźnie wypowiedzieć to, co wielu wciąż próbuje wypierać: tanio już nigdy nie będzie.
Kto liczył na to, że szaleństwo drożyzny okaże się jedynie epizodem, musi zderzyć się z twardą rzeczywistością portfela. Najnowsze dane gospodarcze nie pozostawiają złudzeń, usilnie sugerując, że obciążenie domowych budżetów nie tylko nie zelżeje, ale utrzyma się przynajmniej przez kolejne dwa lata. Oczekiwanie na powrót dawnej rentowności codzienna egzystencji stało się ułudą, do której nie warto się przywiązywać.
Ostatnie odczyty wskaźników cenowych pokazują bezlitosny kierunek trendu. Inflacja, która w sierpniu skoczyła do poziomu 3,7%, osiągnęła najwyższy pułap od początku 2024 roku, przebijając lipcowy wynik 3,4%. Centralny Urząd Statystyczny jednoznacznie dokumentuje skokowy wzrost kosztów utrzymania, ale najgorsze ma dopiero nadejść.
Lawinowo rosnące stawki za olej napędowy, olej opałowy, czynsze, raty kredytów hipotecznych i podstawowe opłaty za media to nie przypadek, lecz efekt głębokich zaburzeń na światowych rynkach. Zaostrzenie konfliktu w Zatoce Perskiej oraz napięcia wokół Iranu natychmiast wywołały pożar na rynku surowców, co przełożyło się na ceny detaliczne.
Analitycy z firmy konsultingowo-podatkowej RSM Ireland rysują wyjątkowo ponury, lecz do bólu realistyczny scenariusz. Jeśli wysokie koszty energii utrzymają się na obecnym poziomie, powrót inflacji do pożądanego celu nastąpi najwcześniej w 2028 roku. Główny ekonomista RSM Ireland Thomas Pugh wprost przestrzega przed optymizmem. Ostatni skok cen był niemal w całości napędzany przez drożejące paliwa oraz olej opałowy, ale potężna fala uderzeniowa dopiero przejdzie przez gospodarkę. Rosnące koszty nośników energii z opóźnieniem wnikają w skomplikowane łańcuchy dostaw, co oznacza, że w nadchodzących miesiącach należy spodziewać się przekroczenia bariery 4% inflacji.
Iluzją okazała się również chwilowa stabilizacja w sklejaniu codziennego koszyka zakupowego. Choć w minionym miesiącu ceny żywności drgnęły nieznacznie, dotychczasowa kumulacja podwyżek i tak doszczętnie pożarła oszczędności większości rodzin. Ostrzeżenia płynące ze strony prezesa Banku Centralnego Gabriela Makhloufa oraz instytutu ESRI wskazują jednoznacznie, że wtórne skutki zawirowań geopolitycznych w Zatoce Perskiej zaatakują ze zwielokrotnioną siłą właśnie jesienią.
Żywność, towary podstawowe, a nawet bilety lotnicze staną się towarem coraz bardziej luksusowym. Przechowywanie nadziei na trwałą poprawę w tym obszarze jest zignorowaniem prostej logiki kosztowej, która nie pozostawia producentom i dystrybutorom żadnego pola do manewru.
Trzeba pamiętać, że ponure sierpniowe statystyki nie uwzględniały jeszcze najnowszej fali zapowiedzianych podwyżek. Duzi gracze rynku energii, tacy jak Bord Gáis Energy czy Electric Ireland – obsługujący łącznie około dwóch milionów odbiorców, znaleźli się w grupie siedmiu dostawców, którzy oficjalnie ogłosili korekty taryf w górę. Jakby tego było mało, kolejny cios nadejdzie ze strony sektora prywatnej opieki medycznej, gdzie giganci tacy jak VHI Healthcare oraz Laya Healthcare zaplanowali podniesienie stawek składek. Dokładając do tego fakt, że na stacjach paliw litr oleju napędowego powrócił do bezwzględnego poziomu powyżej 2 euro, zaliczając skok z 1,95 euro w sierpniu i rosnąc o 25 centów w skali roku, obraz całości staje się porażająco jasny.
Brak reakcji na tę brutalną prawdę byłby ze strony mieszkańców Irlandii głupotą. Presja polityczna na rząd, by w nadchodzącym budżecie wygenerował jakąkolwiek osłonę finansową, będzie ogromna, ale żadna zapomoga nie zasypie powstałej przepaści.
Rosnące koszty paliw i oleju opałowego, dociążającego dodatkowo budżety względem ubiegłego roku. Ten nieuchronnie zbliżający się kolejny wzrost cen, to nowy punkt odniesienia, do którego trzeba się pilnie zaadaptować.
Czas więc przestawić myślenie z trybu przeczekiwania na tryb stałego zarządzania kryzysem, bo erę tanich zasobów, taniego transportu i taniego talerza bezpowrotnie pożegnała twarda rynkowa rzeczywistość.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Towfiqu barbhuiya on Unsplash
