Wstrzymanie zielonej transformacji. Rząd rozważa rozłożenie podwyżek podatku węglowego w czasie
Kwestia opodatkowania emisji dwutlenku węgla od lat stanowi jeden z filarów polityki klimatycznej państwa, mający stymulować transformację energetyczną oraz zmianę nawyków konsumenckich, a ściśle rzecz ujmując, wymuszenie nowych nawyków przez zwiększanie kosztów paliwa do samochodów i ogrzewania domów.
Jednak w obliczu skumulowanych kryzysów geopolitycznych i gospodarczych, dotychczasowy harmonogram podwyżek stanął pod znakiem zapytania. Podczas trwających negocjacji budżetowych w rządowych gabinetach coraz głośniej analizuje się scenariusz spowolnienia tempa corocznych podwyżek podatku węglowego, przynajmniej do końca kadencji obecnej koalicji. Pomysł przesunięcia najcięższych obciążeń na okres po 2030 roku pokazuje, jak mocno realia rynkowe weryfikują wcześniejsze założenia polityczne.
Będąc już przy obawach, dodać trzeba, że to również strach o słupki poparcia, więc niech nawet nikomu nie przebiegnie przez myśl, że politykom chodzi o to, aby ulżyć naszym portfelom.
Dotychczas nakreślona ścieżka zakładała stopniowy, lecz nieuchronny wzrost stawki podatku od emisji CO2 do poziomu 100 euro za tonę do końca bieżącej dekady. Taki wariant oznacza konkretni i bolesny uszczerbek dla domowych budżetów. Z wyliczeń wynika, że kontynuacja obecnej strategii podniosłaby cenę litra benzyny o 8,1 centa, oleju napędowego o 9,6 centa, a nafty służącej do ogrzewania domów aż o 10,7 centa.
W praktyce oznacza to, że jednorazowe zatankowanie 500-litrowego domowego zbiornika nafty opałowej kosztowałoby o 53,50 euro więcej. W przypadku kierowców napełnienie 60-litrowego baku oznaczałoby dodatkowy wydatek 4,86 euro dla benzyny oraz 5,76 euro dla oleju napędowego, podczas gdy popularny, 40-kilogramowy worek węgla podrożałby o 4,37 euro. Warto tu zauważyć, że w ciągu ostatnich pięciu lat wpływy budżetowe z tytułu tego podatku skoczyły już o 45 procent, co czyni go wyjątkowo odczuwalną daniną.
Rozważania nad korektą tej polityki nie wzięły się znikąd. Zmieniło się całe otoczenie makroekonomiczne, a harmonogram powstawał w zupełnie innych realiach, przed wybuchem pełnoskalowej wojny na Ukrainie, zaognieniem konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz potężną falą inflacji. Presja społeczna była na tyle duża, że tegoroczna podwyżka została już raz przesunięta na okres jesienny. Wewnętrzne analizy przygotowane przez rządową Grupę ds. Strategii Podatkowej (Tax Strategy Group) działającą przy Departamencie Finansów dały politykom zielone światło do poszukiwania alternatywnych rozwiązań.
Eksperci wskazują, że bez rezygnacji ze strategicznych celów ekologicznych można rozważyć wydłużenie tzw. trajektorii wzrostu stawek w czasie lub wprowadzenie zróżnicowanych ścieżek podatkowych dla poszczególnych rodzajów paliw.
Zapowiedź ewentualnego spowolnienia reformy wywołała natychmiastową reakcję na szczytach władzy. Wicepremier i minister finansów Simon Harris przyznał wprost, że propozycje zawarte w dokumentach analitycznych są przedmiotem wnikliwej analizy. Harris zaznaczył, że choć sam popiera podatek węglowy, a jego kontynuacja wpisana jest w program rządowy, to obecne obciążenia związane z kosztami energii stanowią realną barierę dla funkcjonowania wielu rodzin. Wskazał również, że państwo musi szukać kompleksowych rozwiązań, zamiast opierać się wyłącznie na jednorazowych rekompensatach.
Zrewidowanie dotychczasowego kursu niesie jednak za sobą istotne konsekwencje natury politycznej i budżetowej. Podatek węglowy jest kluczowym elementem państwowego Planu Działań na Rzecz Klimatu, a uzyskane z niego środki miały finansować m.in. domniemane wsparcie dla rolnictwa, bezsensowną zieloną transformacją oraz niedziałające programy osłonowe dla najuboższych.
Czego jednak należy się spodziewać, ewentualny wyłom w harmonogramie, najprawdopodobniej wywoła opór środowisk ekologicznych, które zarzucą koalicji łamanie obietnic klimatycznych. Z drugiej strony, decyzja o wstrzymaniu podwyżek podatku węglowego, wiąże się ze sporym kosztem fiskalnym dla państwa, co w obliczu planowania budżetowego stawia decydentów przed trudnym wyborem. Dyskusja nad trajektorią podatkową pokazuje, jak trudne staje się godzenie długofalowych celów środowiskowych z bieżącą ochroną obywateli przed skutkami kryzysu kosztów życia.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
