Podmorska podstawa cyfrowej Europy. Między infrastrukturą a retoryką zagrożeń
Powszechne wyobrażenie o internecie jako cyfrowej chmurze unoszącej się gdzieś w powietrzu mija się z twardą rzeczywistością. System opiera się na fizycznej, podatnej na uszkodzenia strukturze, czyli światłowodach, leżących na dnie Oceanu Atlantyckiego.
Około 75% połączeń biegnących przez Atlantyk przechodzi przez wody terytorialne Irlandii lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Kiedy dodamy do tego rozbudowaną sieć centrów danych, które w roku ubiegłym skonsumowały 23% krajowej energii elektrycznej, wniosek staje się oczywisty. Wyspa stanowi kluczowy węzeł przesyłu i archiwizacji danych na globalną skalę.
Alarmujący ton i sponsoring interesu
Zagadnieniu temu poświęcono najnowsze opracowanie Instytutu Spraw Międzynarodowych i Europejskich, powstałe we współpracy z operatorem telekomunikacyjnym Vodafone. Tytuł „Bezpieczne połączenia” brzmi niepozornie, jednak zawarte w nim tezy kreślą jednoznacznie niepokojący obraz. Autorzy przekonują, że Irlandia stała się osią europejskiej łączności, dokładnie w momencie, gdy sama infrastruktura przesyłowa staje się – według narracji analityków – obiektem zainteresowania obcych sił.
Warto jednak zachować czujność wobec tonu, w jakim budowane są te ostrzeżenia. Przypadki pojawienia się w pobliżu wyspy rosyjskich jednostek badawczych, czy incydenty z udziałem dronów na Bliskim Wschodzie, chętnie zestawiane są z lokalnymi kablami, tworząc wrażenie bezpośredniej, narastającej presji.
Trudno nie zauważyć, że za tą narracją zagrożenia idzie bardzo konkretny interes gospodarczy. Raport, który współfinansowany przez koncern telekomunikacyjny, bez ozdobników postuluje wprowadzenie „ulg podatkowych na odporność”, które miałyby wspomóc operatorów ze środków publicznych. Postulat państwowego dofinansowania prywatnych struktur, przedstawiany jest więc jako konieczność strategiczna, choć w istocie wpisuje się w klasyczny lobbing branżowy.
Przerost obszaru nad możliwościami nadzoru
Niezależnie od skali realnego zagrożenia zewnętrznego, osobną kwestią pozostaje rzeczywista wydolność państwa. Irlandia rości sobie prawa do strefy morskiej trzynaście razy większej od swojego terytorium lądowego. Do jej patrolowania Irish Naval Service dysponuje, głównie na papierze, ośmioma okrętami. W praktyce, braki kadrowe pozwalają na obsadzenie zaledwie połowy z tych okrętów, a bywają okresy, gdy w morze wychodzi pojedyncza jednostka.
Dwa nowo zakupione patrolowce, dedykowane Morzu Irlandzkiemu, stoją obecnie unieruchomione w Cork wyłącznie z braku załóg – sprzęt o wartości ćwierć miliarda euro pozostaje bezużyteczny. Nawet poczynione inwestycje w radary i sonary mają charakter wyłącznie detekcyjny. Pozwalają one wprawdzie odnotować obecność niechcianych jednostek lub zarejestrować fakt uszkodzenia instalacji, lecz same w sobie nie posiadają żadnych zdolności powstrzymania zagrożenia.
Recepty biurokratyczne a realna defensywa
Zalecenia zawarte w dokumencie mają w większości charakter administracyjny, co może potwierdzać przypuszczenia o próbie zdobycia dofinansowania na utrzymanie sieci światłowodów. W opracowaniu sugeruje się natomiast:
- Wprowadzenie rygorystycznych procedur poświadczeń bezpieczeństwa umożliwiających wymianę informacji wywiadowczych z sektorem prywatnym.
- Przyspieszenie procesów planowania infrastrukturalnego.
- Wspomniane preferencje podatkowe dla podmiotów zarządzających sieciami.
Propozycje te pomijają jednak zasadniczy problem, którego nie da się rozwiązać ulgami budżetowymi i braku samowystarczalności operacyjnej. Przykładem był incydent z udziałem obcego okrętu podwodnego w pobliżu portu Cork. Irlandia, z powodu braku odpowiedniego wyposażenia, do namierzenia nieznanej jednostki wykorzystała siły Wielkiej Brytanii.
Sprowadzanie kwestii bezpieczeństwa wyłącznie do nowych dotacji czy biurokratycznych procedur nie przesłoni faktu, że kontrola nad własnymi wodami wciąż opiera się na wsparciu z zewnątrz.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Compare Fibre on Unsplash
