Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: Kto powinien mieć prawo głosu w USA i u nas
Gdy ludzie aktywni i przedsiębiorczy budują i rozwijają swoje państwo, osoby o mentalności urzędniczej i pasożytniczej zasiedlają jego instytucje. A potem, jeżeli nikt im nie przeszkodzi rozbudowują je i mnożą przepisy ograniczające wolność nas wszystkich. Nikt z nich nie powinien mieć prawa głosu
Donald Trump jest przekonany, że wybory w 2020 roku przegrał przez manipulacje przy urnach. Strona wtedy zwycięska twierdzi, że Donald Trump się myli i to całkowicie. Wydaje się zatem, że naprawą systemu wyborczego, poprzez eliminację możliwości fałszerstw, powinny być zainteresowane obie strony: Republikanie i Demokraci. Zatem powinny solidarnie poprzeć projekt obecnej administracji – SAVE America Act – dla wyeliminowania możliwości sfałszowania głosów obywateli przez dopuszczenie do głosowania osób do tego nieuprawnionych, niebędących obywatelami USA. Mówił o tym ostatnio Donald Trump.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. Demokraci tę próbę Donalda Trumpa przedstawiają wręcz jako zamach na demokrację i wolności obywatelskie (bo głosujący musiałby udowodnić, że jest obywatelem USA?). Dlaczego jednak uważają, że osoby nieuprawnione, niebędące obywatelami USA powinny decydować o przyszłości Ameryki?
Sprawa jest mniej skomplikowana niż się wydaje. Podczas gdy ludzie aktywni i przedsiębiorczy budują i rozwijają swoje państwo, osoby o mentalności urzędniczej i pasożytniczej zasiedlają jego instytucje. A potem, jeżeli nikt im nie przeszkodzi rozbudowują je i mnożą przepisy ograniczające wolność nas wszystkich.
Im więcej państwa, tym silniejsza ich pozycja społeczna i finansowa. Są zatem zainteresowani aktywną rolą państwa w gospodarce i w życiu społecznym, zwłaszcza w konstruowaniu kolejnych programów pomocy socjalnej, które kontrolują i poszerzaniu bazy od siebie zależnej. Obywatele, którzy nie potrafią się sami utrzymać i są zależni od pomocy państwa, w zgodzie z własnym interesem głosują na ich koncepcję państwa opiekuńczego i na nich.
W USA nawet nielegalni migranci mogą głosować i to chcą utrzymać Demokraci, nie dopuszczając do naprawy prawa wyborczego. Oby obecnej administracji uda się wdrożyć naprawę systemu, jak udało się jej odesłać do domu 2,5 mln nielegalnych imigrantów.
Jednak jakiś czas temu socjaliści odkryli, że ich potencjalny elektorat tkwi w nielegalnych imigrantach. W Hiszpanii nie mogą głosować, dlatego socjalistyczny rząd Pedro Sancheza, dla utrwalenia swojej władzy, postanowił zalegalizować ich pobyt. Gdy różnica poparcia dla socjalistów i konserwatystów jest minimalna, pół miliona zdecydowanie przechyli szalę na lewą stronę. Oczywiście nie od razu, ponieważ tak zalegalizowani migranci nie dostali prawa głosu. To nastąpi niebawem, pod kolejnym pretekstem.
Socjaliści nie patrzą na interes swojego państwa i narodu. Oni chcą żyć na nasz koszt i nie zawahają się sięgnąć po środki zagrażające wspólnemu bezpieczeństwu – nawet legalizację nielegalnej imigracji.
Jest jeden sposób na zakończenie tej bolszewickiej próby zniszczenia naszej cywilizacji i naszej wolności. Ten sposób to wprowadzenie prostego warunku:
- tylko osoby, które płacą podatek dochodowy mają prawo głosu (w każdych wyborach);
- osoby, które nie płacą tego podatku i są na utrzymaniu nas wszystkich, również w instytucjach państwa, nie mają prawa głosu.
Powyższe wykluczałoby z decydowania o sprawach państwa i wspólnoty narodowej: urzędników, wojskowych, policjantów. Głosowaliby przedsiębiorcy, pracownicy firm prywatnych i wolne zawody, wszyscy, których zarobki nie pochodzą z kasy państwowej lub samorządowej – naszej kasy.
Każdy kto będzie chciał decydować o sprawach wspólnoty, sam będzie się starał, żeby podatki płacić. Tylko w ten sposób możemy rozwiązać problem z socjalistami.
Jan Azja Kowalski
