Strach wydalenia, czyli wizowa miłość. Kiedy uczucia mają numer sprawy w Departamencie Sprawiedliwości – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Strach wydalenia, czyli wizowa miłość. Kiedy uczucia mają numer sprawy w Departamencie Sprawiedliwości

Są takie rozmowy telefoniczne, które zapowiadają się zupełnie niewinnie. Ktoś pyta, co słychać, jak zdrowie, czy wszystko w porządku. Człowiek odpowiada wtedy zgodnie z prawdą, że żyje, oddycha, kawa smakuje jak kawa, a pogoda – jak to w Irlandii – znowu postanowiła zrobić wszystkim psikusa. I dopiero po kilku minutach okazuje się, że cała ta uprzejma wymiana zdań była jedynie rozgrzewką przed właściwym pytaniem. Tak właśnie było kilka dni temu u mnie.

Siedziałem w swoim niewielkim ogrodzie. Słońce wyjątkowo postanowiło rozpieszczać mieszkańców Galway, więc korzystałem z tej chwili spokoju irlandzkiej aury. Promienie odbijały się od mojej, coraz bardziej doświadczonej przez życie, bezwłosej głowy, na stoliku stała popołudniowa kawa, a ja z pełnym zaangażowaniem realizowałem modne hasło work-life balance. W praktyce oznaczało to tyle, że przez kilkadziesiąt minut nie robiłem absolutnie niczego pożytecznego, przeglądając kolejne filmiki w telefonie, które z każdym przesunięciem palca wydawały się jeszcze mniej wartościowe od poprzednich.

Nagle zadzwonił telefon i na ekranie pojawiło się znajome imię. Kojarzyłem je, ale musiałem chwilę pogrzebać w pamięci. Kilka miesięcy wcześniej nasze drogi przecięły się zawodowo, później kontakt naturalnie się urwał.

Odebrałem.

Już po pierwszych słowach usłyszałem charakterystyczny indyjski akcent, a dla wygody nazwijmy moją rozmówczynię Snehą. Nie dlatego, że naprawdę tak miała na imię, ale felieton bez imion zawsze brzmi jakoś zbyt urzędowo. Na początku rozmowa przebiegała zgodnie z klasycznym scenariuszem. Co u ciebie? Jak praca? Jak zdrowie? Miło było usłyszeć znajomy głos, ale jednocześnie wyczuwałem, że coś jest nie tak. W głosie Snehy słychać było napięcie. Nie dzwoniła przecież po to, żeby dowiedzieć się, czy nadal pijam popołudniową kawę. Po kilku minutach przyznała, że właściwie nie wie, jak zacząć. Odpowiedziałem zgodnie z własną filozofią życiową.

– To zacznij normalnie. Bez wstępu. Prosto z mostu.

I wtedy usłyszałem zdanie, którego naprawdę się nie spodziewałem. Według Snehy moglibyśmy być razem, a nawet razem zamieszkać. Przyznam, że bardzo rzadko tracę umiejętność mowy, jednak tym razem potrzebowałem kilku sekund, żeby mózg dogonił uszy. Zapytałem więc, czy Budda właśnie postanowił zrobić sobie urlop i ją opuścił, czy może chwilowo zawiesiła się jej zdolność racjonalnego myślenia. Ona natomiast zaczęła opowiadać o dawnych rozmowach, podobnych zainteresowaniach, dobrych wibracjach i o tym, że jestem całkiem sympatycznym człowiekiem.

Z tym ostatnim to trochę przesadziła, choć brzmiało to miło, tylko jakoś zbyt idealnie. Nie należę do ludzi, którzy lubią chodzić wokół tematu, więc zapytałem wprost:

Czego naprawdę ode mnie chcesz?

Dopiero wtedy usłyszałem prawdziwy powód telefonu. We wrześniu kończy się jej pozwolenie na pracę, natomiast Departament Sprawiedliwości odmówił przedłużenia prawa pobytu i zatrudnienia w Irlandii. Przerwałem jej.

Dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego?

Owszem, znam kilka osób pracujących w różnych instytucjach. Mam numer telefonu do rzecznika prasowego Departamentu Sprawiedliwości, mam jego adres e-mail, ale przecież nie załatwia się w ten sposób indywidualnych decyzji administracyjnych. Po chwili wszystko stało się jasne. Sneha uznała, że najprostszą drogą do pozostania na wyspie będzie związek z obywatelem Unii Europejskiej, a takim obywatelem jestem właśnie ja.

I tu dochodzimy do momentu, który chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić. Moja odmowa nie wynikała z tego, skąd pochodzi Sneha. Nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia, że urodziła się w Indiach, a nie w Irlandii czy Polsce. Gdyby identyczną propozycję złożyła osoba z Kanady, Australii, Brazylii czy Japonii, odpowiedź byłaby dokładnie taka sama. Przecież nie jestem przeciwnikiem udokumentowanej migracji, bo nie jestem. Nie dlatego, że uważam, iż osoby spoza Unii Europejskiej nie powinny pracować w Irlandii. Wręcz przeciwnie. Wiele sektorów irlandzkiej gospodarki funkcjonuje właśnie dzięki ludziom, którzy przyjechali tu z różnych zakątków świata. Szpitale, domy opieki, gastronomia, branża IT czy transport od lat korzystają z ich wiedzy i doświadczenia.

Problem polega na czymś zupełnie innym. Prawo jest prawem i jeżeli państwo tworzy określone procedury dotyczące pobytu oraz pracy, to ich obchodzenie poprzez fikcyjny związek jest zwyczajnym nadużyciem. Można oczywiście próbować ubierać to w romantyczne historie o nagłym uczuciu, ale urzędnicy z Garda National Immigration Bureau słyszeli już zapewne znacznie bardziej przekonujące opowieści.

Wyjaśniłem więc Snehi, że chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda cała procedura, bo to nie jest tak, że wystarczy powiedzieć: „jesteśmy razem” i problem znika. Trzeba udowodnić autentyczność związku. Pojawiają się rozmowy, dokumenty, pytania, czasem nawet kontrole. Państwo chce mieć w ten sposób pewność, że nie jest to wyłącznie taktyka obejścia przepisów. Zażartowałem nawet, że pewnie musiałbym przekonywać urzędników, iż jeśli ją odeślą z Irlandii, to z rozpaczy rzucę się pod pierwszy pociąg, a oni będą mieli mnie na sumieniu.

Humor humorem, ale sens pozostaje ten sam i nie zamierzałem uczestniczyć w czymś, co mogłoby zostać uznane za próbę złamania prawa. Dla Snehy nie stanowiło to większego problemu i zaproponowała nawet, że mogłaby się do mnie wprowadzić i dokładać do czynszu. To miał być kolejny argument. Nie zadziałał. Odpowiedziałem, że na szczęście nadal jestem w stanie sam opłacić mieszkanie, więc zachęta finansowa również niczego nie zmienia.

Rozmowa dobiegła końca i właściwie mogłaby zakończyć się wraz z odłożeniem telefonu, ale stało się trochę inaczej.

Zacząłem się zastanawiać, czy mam do czynienia z jednostkowym przypadkiem zdesperowanej, całkiem miłej kobiety, czy też z czymś znacznie szerszym. Postanowiłem to sprawdzić. Kilka telefonów. Kilka rozmów. Kilka wiadomości i obraz zaczął się układać. Moi rozmówcy – część z nich pracuje w instytucjach mających kontakt z systemem migracyjnym – zgodnie przyznali, że podobnych sytuacji jest coraz więcej. Po ostatnim zaostrzeniu przepisów dotyczących możliwości pobytu i pracy osób spoza Unii Europejskiej, rośnie liczba przypadków, w których ludzie szukają alternatywnych sposobów pozostania w Irlandii.

Nie dlatego, że nagle wszyscy zakochują się w obywatelach UE, a po prostu dlatego, że próbują znaleźć mniej lub bardziej legalną drogę do dalszego życia na wyspie. To zjawisko samo w sobie nie jest powodem do potępiania kogokolwiek. Desperacja potrafi popychać ludzi do różnych decyzji. Kiedy ktoś zbudował sobie życie w danym kraju, ma pracę, znajomych, mieszkanie, często również kredyty czy plany zawodowe, wówczas perspektywa konieczności wyjazdu staje się bardzo trudna do zaakceptowania.

Można zrozumieć emocje takich osób, ale jednocześnie trudno oczekiwać, aby państwo przymykało oko na próby obchodzenia własnych przepisów. To właśnie tutaj widać rolę administracji, która w Irlandii nie polega, jak w Polsce, na utrudnianiu ludziom życia dla samej zasady, lecz na sprawdzaniu, czy prawo jest przestrzegane jednakowo przez wszystkich. Jeżeli więc Irlandia uznaje, że część wniosków o przedłużenie pobytu nie spełnia wymagań, ma pełne prawo wydać decyzję odmowną. Tak samo ma prawo badać, czy deklarowane związki są autentyczne, czy też istnieją wyłącznie na papierze.

To nie jest kwestia narodowości, a staje się wyznacznikiem wiarygodności systemu.

Jest jednak w tej historii coś, co nie daje mi spokoju, bo Sneha nie jest przecież osobą przypadkową. Nie przyjechała do Irlandii po to, żeby żyć z zasiłków. Nie unika pracy. Nie jest kimś, kto funkcjonuje poza systemem. Jest pielęgniarką, a przecież od lat słyszymy o brakach kadrowych w irlandzkiej służbie zdrowia. O kolejkach, przeciążonych oddziałach, problemach z rekrutacją personelu medycznego i nieustannym poszukiwaniu wykwalifikowanych pracowników. To właśnie dlatego jej historia wydaje mi się tak zastanawiająca.

Jeżeli nawet osoba wykonująca zawód tak potrzebny jak pielęgniarka otrzymuje odmowę przedłużenia prawa pobytu i pracy, to rodzą się naturalne pytania. Co wydarzyło się w tej konkretnej sprawie? Czy zadecydowały względy formalne? Czy zabrakło jakiegoś dokumentu? Czy na tyle zmieniły się przepisy? A może istnieje zupełnie inny powód, o którym ja po prostu nie wiem?

Nie zamierzam snuć jakichś teorii ani wydawać wyroków bez znajomości wszystkich faktów. Natomiast właśnie te pytania wydają się w całej tej historii najciekawsze. Bo ostatecznie nie chodzi ani o mnie, ani o moją odmowę, ani nawet o dość osobliwą propozycję wspólnego zamieszkania.

Najważniejsze jest to, że za jedną zaskakującą rozmową telefoniczną kryje się znacznie szerszy obraz. Obraz państwa, które wyraźniej niż dotąd weryfikuje prawo pobytu osób spoza Unii Europejskiej. Obraz ludzi próbujących odnaleźć się w nowych realiach i wreszcie obraz systemu, który – niezależnie od tego, czy komuś podobają się jego decyzje, czy nie – coraz wyraźniej pokazuje, że przepisy nie są już jedynie zbiorem zapisów istniejących na papierze.

Moja odpowiedź mogła być tylko jedna i nie dlatego, że nie chciałem pomóc drugiemu człowiekowi, ale dlatego, że prawdziwa pomoc nie polega na uczestniczeniu w obchodzeniu prawa. Nawet wtedy, gdy druga strona znajduje się w trudnej sytuacji. Bo współczucie i uczciwość wcale nie muszą się wykluczać. A w tej historii właśnie one poszły ze sobą w parze.

Bogdan Feręc

Photo by Kit (formerly ConvertKit) on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Zielona Wyspa w odci
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.