Miliardy butelek i miliony dylematów: Bilans systemu kaucyjnego
W trzecim roku swojego funkcjonowania, irlandzki system zwrotu depozytów (DRS), zarządzany przez Re-turn opublikował najnowsze, niezwykle spektakularne wyniki operacyjne. Dane z 2026 roku pokazują jednoznacznie, że pod względem czystych liczb program okazał się gigantycznym sukcesem środowiskowym. Jednak rzeczywistość nie jest czarno-biała.
Obok imponujących wskaźników recyklingu pojawia się narastający opór ze strony małych przedsiębiorców, głosy niezadowolenia konsumentów oraz niespodziewane koszty społeczne. Poważna analiza tego mechanizmu obnaża zarówno jego niezaprzeczalne zalety, jak i głębokie wady.
Ekologiczny triumf mierzony w miliardach
Od momentu oficjalnego uruchomienia programu w 2024 roku, mieszkańcy zwrócili już ponad 3 000 000 000 puszek i butelek. System stale przyspiesza, co potwierdzają statystyki, natomiast absolutny rekord odnotowano 27 czerwca, kiedy to w ciągu zaledwie 1 dnia przetworzono aż 5,8 mln opakowań. Dla porównania, w poprzedzającym miesiącu średnia dobowa nie osiągała nawet poziomu 5 mln zwrotów. Dyrektor generalny Re-turn Ciaran Foley z satysfakcją ogłosił, że system radzi sobie świetnie i nieustannie nabiera rozpędu. Głównym założeniem operatora jest osiągnięcie do 2029 roku pułapu 90% odzysku surowców. Na ten moment wskaźnik ten wynosi między 78% a 79%, z czego 14% wciąż stanowi recykling mieszany. Dzięki nowym regulacjom, każdego roku udaje się odzyskać i przetworzyć około 800 mln dodatkowych opakowań.
Sukces ten widać również bezpośrednio w przestrzeni publicznej. Z analiz organizacji Irish Business Against Litter (IBAL) wynika, że ilość porzuconych plastikowych butelek i puszek w miastach zmniejszyła się o ponad 50% od momentu wdrożenia DRS. Rzecznik IBAL Conor Horgan chwali program za realną poprawę estetyki przestrzeni publicznej. Istotną zaletą systemu jest również jego samofinansowanie, a w 2024 roku kwota nieodebranych przez konsumentów depozytów wyniosła aż 66,7 mln euro. Stanowi to 1 z 3 głównych źródeł przychodów Re-turn, obok opłat wnoszonych przez producentów oraz zysków ze sprzedaży odzyskanych materiałów. Spółka non-profit zapewnia, że cały ten dochód wraca do obiegu i pokrywa m.in. kampanie edukacyjne, koszty logistyki, transportu oraz opłaty manipulacyjne dla handlowców.
Codzienna udręka obywateli i miejskie anomalie
Medal ten ma jednak swoją ciemną stronę, którą najmocniej odczuwają sami konsumenci. Codzienne korzystanie z DRS wiąże się z koniecznością magazynowania pustych opakowań w domach, a następnie przewożenia ich do punktów zwrotu. Klienci masowo skarżą się na uciążliwe kolejki do automatów oraz chroniczny nieporządek i przepełnienie kontenerów w miejscach zbiórki. Dla wielu osób kaucja rzędu 15 lub 25 centów przestała być motywacją, a stała się formą dodatkowego podatku nałożonego na towary, które wcześniej można było bez wysiłku wyrzucić do domowego, zielonego kosza.
Co więcej, system wygenerował niepokojące zjawiska w tkance miejskiej. Dublińscy przedsiębiorcy alarmują, że grupy osób bezbronnych oraz zorganizowane bandy regularnie dewastują śmietniki publiczne w poszukiwaniu porzuconych butelek i puszek. Rada Miasta Dublina oszacowała, że koszty sprzątania i usuwania skutków tego procederu wyniosły w ubiegłym roku aż 500 000 euro. Conor Horgan z IBAL zwraca jednak uwagę na swoisty paradoks, bo w centrach miast ludzie potrafią agresywnie przeszukiwać kosze miejskie dla kilku centów, podczas gdy te same opakowania leżą nietknięte na ziemi kilka ulic dalej.
Zdaniem Horgana obecna stawka 15 centów jest zbyt niska, by zmotywować przeciętnego przechodnia do noszenia pustej puszki w plecaku. Ekspert sugeruje potrzebę waloryzacji tej kwoty, choć obawia się oporu społecznego. Potwierdzają to badania brytyjskiego operatora Exchange for Change, który wdrażając system w Irlandii Północnej, zdecydował się na sztywną stawkę 20 pensów za pojemniki od 150 ml do 3 litrów. Z ich analiz wynika, że kwoty poniżej 15 pensów uniemożliwiają osiągnięcie 90% zwrotów w ciągu 3 lat, natomiast stawka 30 pensów stanowiłaby zbyt duże obciążenie finansowe dla klienta w momencie zakupu.
Mali detaliści na skraju opłacalności finansowej
Najdramatyczniejszy głos w dyskusji należy jednak do drobnych przedsiębiorców zrzeszonych w Stowarzyszeniu Sklepów Spożywczych i Sprzedawców Gazet (CSNA). Ich zdaniem obecny model DRS generuje dla małych, lokalnych sklepów realne straty. Zakup podstawowego urządzenia do zbiórki do wnętrza lokalu to koszt od 13 000 euro do 16 000 euro plus VAT. Jeśli sklep decyduje się na automat zewnętrzny, musi zainwestować kolejne 15 000 euro w prace budowlane i przyłącza. Do tego dochodzi bieżące utrzymanie: koszt pracy personelu przy czyszczeniu urządzeń (około 178 euro tygodniowo, czyli blisko 9000 euro rocznie), roczny abonament serwisowy w wysokości 1000 euro, koszty prądu, spłaty pożyczek, a nawet wydatki na chemię. Ostatecznie roczne koszty operacyjne małego punktu sięgają 15 000 euro.
Tymczasem pomoc finansowa drastycznie się kurczy. Dotacja w kwocie do 3000 euro rocznie, przeznaczona dla placówek zbierających poniżej 250 000 jednostek, bezpowrotnie wygasa w 2027 roku. Z blisko 2850 maszyn działających w kraju, zaledwie 1000 kwalifikowało się do tego programu wsparcia w pierwszym roku. Prowizja dla sklepu wynosi zaledwie 2,2 centa za sztukę. Prezes CSNA Sara Orme podkreśla, że stawka ta, choć wzorowana na standardach europejskich, jest całkowicie nieadekwatna do realiów wysokich kosztów pracy i energii w Irlandii.
Dodatkowo zmieniła się kultura zwrotów. Klienci nie przynoszą już kilku sztuk opakowań, by wydać te pieniądze na bieżące zakupy. Masowo pojawiają się osoby z ogromnymi workami o wartości przekraczającej 20 euro, żądające natychmiastowej wypłaty gotówki. Mały biznes staje się darmowym punktem bankowym i logistycznym programu. Przedstawiciele CSNA zapowiedzieli twardą walkę o swoje prawa jako świadkowie przed Wspólnym Komitetem Oireachtas ds. Klimatu, Środowiska i Energii.
Korporacyjne kontrowersje i alternatywne wizje technologiczne
Poważne wątpliwości budzi również transparentność finansowa i struktura wydatków samej spółki Re-turn. Pod koniec ubiegłego roku ujawniono, że tylko 5 menedżerów najwyższego szczebla tej organizacji non-profit otrzymało w 2024 roku łączne wynagrodzenie przekraczające 1 100 000 euro. Cała firma zatrudnia średnio 46 pracowników, generując roczne koszty pracownicze na poziomie 4 000 000 euro. Choć Re-turn nie pobiera dotacji państwowych, tak wysokie uposażenia kadry zarządzającej w strukturze non-profit wywołują zaniepokojenie opinii publicznej, zwłaszcza w kontekście strat ponoszonych przez najmniejszych detalistów.
Oliwy do ognia dolewa konflikt merytoryczny dotyczący jakości samego recyklingu. Dyrektor Re-turn publicznie stwierdził, że odpady trafiające do tradycyjnych, domowych koszy podlegają gorszej jakościowo procedurze, czyli tak zwanemu downcyklingowi. Tezy te stanowczo odrzuciło Irlandzkie Stowarzyszenie Gospodarki Odpadami (IWMA), wskazując, że niezależnie od metody zbiórki, puszki są przetwarzane na puszki, a butelki na butelki, według tych samych, najwyższych standardów.
Mimo że tradycyjne firmy odbierające odpady straciły od 30% do 40% swojego dotychczasowego surowca na rzecz DRS, IWMA wciąż popiera idee proekologiczne. Związek ten lobbował jednak za wdrożeniem zupełnie innego rozwiązania – cyfrowego systemu DRS (Digital DRS). Projekt ten opierałby się na unikalnych kodach QR umieszczanych przez producentów na opakowaniach, takich jak kartony Tetra Pack czy butelki po szamponach. Konsument skanowałby kod smartfonem, wrzucał odpad do domowego kosza i otrzymywał zwrot na konto. Rząd odrzucił tę propozycję z powodu obaw przed ryzykiem technologicznym, wybierając tradycyjne, fizyczne automaty. Warto również dodać, że obecnie zebrane przez Re-turn materiały są w całości eksportowane, a budowa choćby jednej fabryki przetwarzającej opakowania typu PET na wyspie, to dopiero długoterminowy plan operatora.
System DRS udowodnił, że potrafi skutecznie oczyszczać środowisko i mobilizować miliony ludzi do zmiany nawyków. Przekroczenie progu 3 000 000 000 zwróconych opakowań to kamień milowy w polityce ekologicznej. Jednak ukryte koszty, obciążenia finansowe małych przedsiębiorstw oraz społeczne skutki uboczne pokazują, że program wciąż wymaga głębokich reform. Aby system był prawdziwie zrównoważony, ekologia musi iść w parze ze sprawiedliwością ekonomiczną dla wszystkich uczestników rynku.
*
Jako zwolennik tego rozwiązania, choć nie świr ekologiczny, jestem zdania, że skoro mamy już dane, co działa w systemie zwrotu opakowań dobrze, a co poszło nie tak, można cały projekt dostosować do potrzeb zarówno konsumentów, jak i punktów odbioru puszek i butelek. Ten pomysł ze skanowaniem kodów QR, jest całkiem ciekawy i chętnie zobaczyłbym ów w praktyce.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Nick Fewings on Unsplash
