Turbulencje w Aer Lingus. Linie lotnicze szykują cięcia kosztów i nie wykluczają zwolnień
Linia lotnicza Aer Lingus znalazły się w jednym z najtrudniejszych momentów od czasu pandemicznego chaosu, a kierownictwo firmy coraz wyraźniej sygnalizuje, że nadchodzą ciężkie decyzje. Choć przewoźnik uspokaja pasażerów przed sezonem wakacyjnym i zapewnia, że podróżni mogą „rezerwować ze spokojem”, w tle pojawia się zupełnie inny przekaz, czyli konieczność cięcia kosztów, restrukturyzacji i możliwej redukcji zatrudnienia.
Dyrektor naczelna linii Lynne Embleton nie pozostawiła większych złudzeń i przyznała, że firma musi dostosować swoją bazę kosztową do coraz trudniejszych warunków rynkowych oraz, że nie wykluczyła redukcji etatów. To zdanie wybrzmiało szczególnie mocno, ponieważ jeszcze niedawno branża lotnicza mówiła głównie o odbudowie ruchu pasażerskiego po pandemii, nowych połączeniach i rekordowym popycie na podróże. Dziś coraz częściej wraca język oszczędności, restrukturyzacji i walki o rentowność. Aer Lingus znalazł się pod presją z kilku stron jednocześnie. Największym problemem pozostają rosnące ceny paliwa lotniczego, które eksplodowały po zaostrzeniu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wojna z Iranem i zamknięcie strategicznej Cieśniny Ormuz wywołały poważne obawy o stabilność dostaw paliwa do Europy. Unia Europejska importuje od 30 do 40 procent paliwa lotniczego, a znaczna część tego importu pochodzi właśnie z regionu Zatoki Perskiej.
Mimo napiętej sytuacji Lynne Embleton zapewnia, że pasażerowie nie powinni obawiać się letniego chaosu. Według szefowej przewoźnika spekulacje o możliwych brakach paliwa są mocno przesadzone. Firma podkreśla, że dostawy na sezon wakacyjny są zabezpieczone, a liczba rezerwacji, szczególnie na maj i czerwiec, pozostaje wysoka. Po pierwszym szoku związanym z konfliktem na Bliskim Wschodzie klienci ponownie zaczęli kupować bilety.
Za spokojnymi komunikatami dla pasażerów kryje się jednak znacznie mniej komfortowa rzeczywistość finansowa. Aer Lingus zakończył pierwszy kwartał tego roku operacyjną stratą wynoszącą 103 mln euro. Dla porównania rok wcześniej strata w tym samym okresie wynosiła 55 mln euro. Owszem, pierwszy kwartał tradycyjnie jest dla linii lotniczych słabszy ze względu na sezonowość, ale tak duże pogorszenie wyników budzi niepokój nawet w branży przyzwyczajonej do gwałtownych wahań. Sytuacja jest tym bardziej problematyczna, że Aer Lingus należy do międzynarodowej grupy IAG, w której znajdują się także British Airways, Iberia, Vueling oraz Level. Grupa oczekuje od swoich przewoźników marży operacyjnej na poziomie od 12 do 15 procent, aby uzasadnić dalsze inwestycje. Tymczasem Aer Lingus nie osiąga dziś takich wyników. W 2025 roku linia zbliżyła się do poziomu 11 procent, ale obecne realia rynkowe ponownie oddaliły ją od celu.
To właśnie dlatego kierownictwo firmy coraz głośniej mówi o „transformacji”. Oficjalnie chodzi o poprawę efektywności i dostosowanie działalności do nowych warunków ekonomicznych. W praktyce oznacza to szukanie oszczędności wszędzie tam, gdzie to możliwe. Firma zapowiedziała już przegląd kosztów oraz siatki połączeń po zakończeniu sezonu letniego. Szczególnie analizowane mają być operacje zimowe, kiedy ruch pasażerski znacząco spada, a wiele tras przynosi straty.
W tym kontekście najbardziej niepokojąco brzmią słowa Embleton o analizowaniu „rozmiaru i kształtu” Aer Lingus do 2027 roku. W języku korporacyjnym takie sformułowania często oznaczają przygotowanie do restrukturyzacji zatrudnienia. Szefowa linii przyznała, że przewoźnik będzie współpracował ze związkami zawodowymi w celu znalezienia możliwości redukcji kosztów i dostosowania działalności operacyjnej.
To szczególnie drażliwy temat po wydarzeniach z 2024 roku, gdy piloci Aer Lingus prowadzili wyniszczający spór płacowy zakończony wywalczeniem podwyżek wynagrodzeń o niemal 18 procent w ciągu czterech lat. Dziś firma znajduje się pod jeszcze większą presją finansową, a wysokie koszty pracy stają się jednym z głównych problemów w bilansie przewoźnika.
Aer Lingus zmaga się również z coraz silniejszą konkurencją na trasach transatlantyckich z Dublina. Rynek lotów do Ameryki Północnej stał się wysoce konkurencyjny, a przewoźnicy walczą o pasażerów cenami, co utrudnia przerzucanie rosnących kosztów paliwa na klientów. Linia lotnicza przyznaje, że część tych wydatków i tak ostatecznie trafi do pasażerów w postaci droższych biletów.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by John McArthur on Unsplash
