„Zwierzę nie powie, wet podpowie” – 71% opiekunów ufa swojej ocenie stanu zdrowia zwierzęcia. Czy słusznie?
Większość opiekunów wierzy, że potrafi odróżnić „normalne” zmiany zachowania zwierzęcia, od tych wymagających wizyty u lekarza weterynarii. Dane pokazują jednak wyraźną przepaść pomiędzy tym poczuciem pewności siebie, a faktyczną wiedzą opiekunów. Z nowego raportu badawczego kampanii społecznej Royal Canin „Zwierzę nie powie, wet podpowie” wynika, że aż 71% właścicieli ufa swojej intuicji w tym zakresie, jednocześnie w praktyce często bagatelizując istotne objawy lub przypisując im niewłaściwe przyczyny [1].
„Po ubiegłorocznej kampanii >>Wyjdź z neta, idź do weta<<, w której zwracaliśmy uwagę na problem samodiagnozowania zwierząt w internecie i walczyliśmy z dezinformacją, widzimy pierwsze realne zmiany. Zaufanie do ekspertów rośnie, a jednocześnie zaufanie do nieformalnych źródeł, takich jak inni opiekunowie zwierząt, spadło z 57% do 47%. To pokazuje wyraźny kierunek, ten proces nie jest jednak równomierny i wciąż wymaga dalszej edukacji. Dlatego w kampanii >>Zwierzę nie powie, wet podpowie<< skupiamy się na tym, jak prawidłowo rozumieć sygnały wysyłane przez zwierzęta i kiedy skonsultować się z ekspertem” – mówi Daria Kulińska, dyrektorka ds. Korporacyjnych w Royal Canin.
To nie „złośliwość” – to sygnał, którego nie rozumiemy
Objawy, które większość opiekunów zwierząt uznaje za wymagające konsultacji z lekarzem weterynarii, to symptomy, które pojawiają się także przy „ludzkich” chorobach, np. gorączka albo zmiany skórne (wskazywane przez 60% opiekunów). Natomiast objawy typowe dla zwierząt, które nie potrafią wprost powiedzieć, co je boli, takie jak apatia, czyli brak energii i wyraźnej chęci do zabawy (37%), ukrywanie się (25%) czy częstsze wylizywanie się (27%) częściej przechodzą niezauważone. Niektóre zachowania, takie jak np. oddawanie moczu poza kuwetą przez koty lub wewnątrz domu przez psy, jest uznawane nie tyle za symptom choroby lub problemu w zaspokojeniu przez zwierzę podstawowych potrzeb, ale jako przejaw „robienia na złość” – uważa tak aż 26% opiekunów kotów i 30% – psów.
„Widzimy, że opiekunowie chcą dobrze rozumieć swoje zwierzęta, ale często interpretują ich zachowania przez pryzmat własnych, ludzkich doświadczeń. To właśnie dlatego tak ważne jest budowanie świadomości, że zwierzęta instynktownie ukrywają ból i warto jest już te drobne sygnały, które często uznajemy za normalne, przejściowe, albo nawet cechę charakteru, jak najwcześniej skonsultować z lekarzem weterynarii – dodaje przedstawicielka Royal Canin. – Naszym celem jest wspieranie opiekunów w lepszym odczytywaniu tych sygnałów i podejmowaniu decyzji opartych na wiedzy, nie tylko intuicji”.
Czekamy zamiast reagować – problem opiekunów zwierząt
Choć objawy są zauważalne, reakcja często przychodzi z opóźnieniem. 34% opiekunów liczy, że problem ustąpi samoistnie. 21% uważa, że gorszy dla zwierzęcia jest stres związany z wizytą u lekarza niż możliwe problemy zdrowotne, jakie kryją się za zauważonymi objawami. Dla 14% barierą są koszty leczenia.
W praktyce oznacza to, że ponad 7 na 10 opiekunów odkłada decyzję o wizycie u lekarza weterynarii przynajmniej o jeden dzień (27%), a niemal co czwarty robi to o trzy dni lub dłużej (22%). Tylko 13% reaguje tego samego dnia. Zamiast konsultacji ze specjalistą, wielu właścicieli zwierząt domowych wybiera inne rozwiązania – 32% najpierw obserwuje rozwój sytuacji, czekając czy „samo przejdzie”, a 42% szuka odpowiedzi w internecie.
„Jako lekarze weterynarii podkreślamy: zwierzę nie komunikuje bólu wprost, dlatego nawet drobne zmiany – mniejszy apetyt, ślinienie się, niechęć do ruchu czy wysunięty język wymagają uwagi. W praktyce często okazują się one objawem zaawansowanych chorób, m.in. stomatologicznych lub zwyrodnieniowych, które przy późnej diagnozie są trudniejsze w leczeniu. Wczesna konsultacja to nie panika, lecz odpowiedzialność, dzięki niej zwiększamy szanse na szybką diagnozę, skuteczne leczenie, niższe koszty i mniejsze cierpienie zwierzęcia. Zbyt częste odkładanie wizyty >>na później<< sprawia, że stan zapalny może szybko przekształcić się w poważny problem zdrowotny. Dlatego apelujemy: nie czekaj, aż będzie >>naprawdę źle<<” – mówi dr Katarzyna Mróz, lekarz weterynarii, sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt.
Zwierzę nie powie…więc interpretujemy po swojemu
Zwierzęta rzadko komunikują ból wprost. Zamiast tego wysyłają subtelne sygnały – zmianę zachowania, apatię czy brak apetytu, które wymagają uważnej obserwacji i właściwej interpretacji. Tymczasem aż 58% opiekunów jest przekonanych, że takie objawy można łatwo wytłumaczyć „naturalnymi” czynnikami – pogodą, wiekiem czy chwilowym spadkiem formy. W efekcie sygnały ostrzegawcze są bagatelizowane lub ignorowane. Potwierdzają to konkretne przekonania: 59% opiekunów wierzy, że zwierzę samo wyczuje, że coś mu szkodzi i ograniczy jedzenie, a 58% uznaje brak apetytu u młodych zwierząt w nowym miejscu za normalny „efekt stresu”. Co drugi opiekun (50%) traktuje biegunkę jako niegroźną, a 35% uznaje częste wymioty za naturalny efekt „wrażliwego żołądka” u zwierząt. W efekcie objawy, które powinny skłaniać do reakcji, są tłumaczone jako przejściowe i nie wymagające interwencji.
Jak podkreśla Olga Lasek, specjalistka żywienia psów i kotów oraz ekspertka kampanii, w interpretacji takich sygnałów nie pomaga nadmiar niesprawdzonych informacji. Internet często pogłębia zagubienie opiekunów, którzy nie wiedzą, którym źródłom ufać. Tymczasem żywienie i zdrowie zwierząt opierają się na badaniach naukowych, a nie przekonaniach. Objawy takie jak brak apetytu czy problemy trawienne nie powinny być tłumaczone „naturalnymi” czynnikami, lecz konsultowane ze specjalistą. Każde zwierzę wymaga indywidualnego podejścia, uwzględniającego jego stan zdrowia i potrzeby, a to możliwe jest wyłącznie w oparciu o profesjonalną diagnozę, nie samodzielną interpretację.
„Zwierzęta komunikują się z nami w szczególny sposób, m.in. za pomocą mowy ciała i zmienności reakcji. Subtelne zmiany w zachowaniu – jak niechęć do ruchu, chowanie się czy nietypowa nerwowość, szczególnie u kotów mogą być jedynym sygnałem nawet przewlekłego bólu. Od wiedzy i wrażliwości opiekuna zależy, czy zostaną właściwie odczytane i skonsultowane z lekarzem weterynarii. Dlatego tak ważne jest, by nie bagatelizować nawet drobnych odmienności w zachowaniu psa czy kota” – stwierdza Joanna Rozwadowska, behawiorystka, ekspertka kampanii „Zwierzę nie powie, wet podpowie”.
Zwierzę nie powie, wet podpowie. Nie czekaj – zadbaj o zdrowie zwierzaka
Kampania Royal Canin ma na celu zwiększenie świadomości opiekunów i zachęcenie do szybszego reagowania na niepokojące objawy. Wyniki raportu pokazują, że zwlekanie z wizytą u lekarza weterynarii wciąż jest powszechne. Marka przypomina, że zwierzę nie powie, co je boli – dlatego to opiekun odpowiada za jego zdrowie i powinien reagować nawet na subtelne sygnały, opierając się na wiedzy ekspertów, a nie niepewnych źródłach. Pełny raport badawczy, przeprowadzony w ramach kampanii dostępny jest TUTAJ.
[1] Badanie zjawiska interpretacji zachowań zwierząt domowych w ramach kampanii społecznej „Zwierzę nie powie, wet podpowie” przeprowadzone przez agencję badawczą ARC Rynek i Opinia na zlecenie Royal Canin w marcu 2026 roku. Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie opiekunów zwierząt – psów i kotów (N=1020).]
Źródło informacji: Royal Canin
