Archiwum zamiast ekspozycji. Czy nadszedł czas, by Irlandia upomniała się o swoje skarby?
W sercu londyńskiego British Museum, gdzie korytarze pełne są historii całych cywilizacji, zalega ponad tysiąc irlandzkich artefaktów. Większość z nich nie świeci w gablotach, nie inspiruje zwiedzających, nie przypomina o tysiącach lat irlandzkiej kultury. Spoczywają w magazynach, ukryte, zapomniane, czasem zdobyte w sposób budzący więcej niż tylko politowanie.
Poseł Fianna Fáil Cathal Crowe postanowił wreszcie powiedzieć to głośno, że może nadszedł czas, by część z tych przedmiotów wróciła tam, skąd pochodzi? W rozmowie na antenie News Talk ujął to z typową irlandzką bezpośredniością. Dziesięć lat temu, przyznał, sam kazałby wysłać ciężarówki i zabrać wszystko hurtowo. Dziś widzi sprawę szerzej, bo kolekcja trafiła do British Museum różnymi drogami, nie zawsze kradzieżą, czasem zakupem, czasem przekazem, czasem w okolicznościach bardziej mętnych niż wiosenne niebo nad Dublinem.
Crowe wskazuje, że przynajmniej część tych skarbów powinna być wystawiona na widok publiczny. Powinna być dostępna, żeby Irlandczycy z Wielkiej Brytanii, ale nie tylko oni, mogli zobaczyć to, co przez wieki stanowiło element ich tożsamości. Poseł obawia się, że dziś cenne artefakty leżą „w archiwalnych pudłach” i mówi to bez przesady.
Wskazuje też przypadki wręcz etycznych potknięć, jak los Charlesa Byrne’a, irlandzkiego „giganta”, którego szkielet przez lata prezentowano w Londynie, zanim, dopiero trzy lata temu, zdecydowano się odesłać go z powrotem do magazynu. Samo to pokazuje, że granica między muzealną praktyką a zwykłą ludzką przyzwoitością bywała w historii przesuwana zbyt łatwo.
Dyskusja, którą proponuje Crowe, nie jest więc próbą rabunku w biały dzień, lecz szansą na otwarcie dialogu, jakie przedmioty można wystawić wspólnie, które wypadałoby zwrócić, a które naprawdę przynależą dziś do dziedzictwa europejskich muzeów? Pytania są trudne, ale zbyt długo zamiatane pod dywan.
Zwłaszcza że część obiektów trafiła do Londynu w czasach okupacji Zielonej Wyspy, część przywiozło wojsko, a część pozyskano zupełnie legalnie. Historia, jak to historia, bywa skomplikowana, poszarpana, pełna sprzeczności, ale to nie powód, by udawać, że nic się nie stało.
Crowe proponuje, by przynajmniej zacząć od rozmowy, bo jeśli jedyną wystawą, jaką widzą irlandzkie artefakty, są ściany magazynu, to naprawdę trudno nazwać to opieką nad dziedzictwem.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Andrew Neel on Unsplash
