Europa na diecie cud – głodna własnej potęgi – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Europa na diecie cud – głodna własnej potęgi

Kiedy europejscy liderzy mówią o „nowych możliwościach”, zawsze mam ochotę odruchowo chwycić za portfel i schować go głębiej. Od dawna wiem, że za każdym takim sloganem kryje się kolejne rozmontowywanie tego, co w Europie jeszcze jakoś stoi. Tym razem chodzi o podpisane porozumienie handlowe z Australią, które wygląda dokładnie tak, jakby Bruksela znowu poszła kupić świeże kwiatki na własny gospodarczy pogrzeb.

W Canberze błyszczały flesze, padały wielkie słowa o przyjaźni i wspólnych wartościach, a Ursula von der Leyen z uśmiechem prezentowała dokument, który, gdy opadnie dym medialnych oklasków, okaże się kolejnym potężnym ciosem w europejski przemysł i rolnictwo. Po Mercosur i Indiach mamy więc Australię. Jeszcze trochę, a Unia zacznie sama siebie przedstawiać jako najbardziej otwarty rynek konsumencki świata, bez własnej produkcji, za to z deklaracjami, że „otwartość jest siłą”. W tym samym czasie inni światowi gracze robią dokładnie odwrotnie, więc chronią swoje sektory, stawiają na protekcjonizm, rozwijają krajowe łańcuchy dostaw. Europa natomiast wygląda trochę jak ten dobrze wychowany gość, który w międzynarodowej restauracji płaci rachunek za cały stolik i jeszcze przeprasza, że za wolno wyciąga kartę.

Eleganckie przybijanie gwoździami do krzyża, czyli czemu ta umowa tak boli

Nie chodzi o samą współpracę. Handlować trzeba, ale handlować trzeba mądrze, z siłą, z kalkulatorem w ręku, a nie z naiwną wiarą, że każdy partner zza oceanu na pewno ma na sercu dobro europejskich rolników i fabryk. Tymczasem umowa z Australią wygląda tak, jakby negocjatorzy UE wzięli sobie na sztandar słowo „ustępstwa” i poszli o krok dalej: ustępstwa z bonusem. Europa sama osłabia swoje strategiczne sektory, a potem dziwi się, że giną jak bociany na przewodach wysokiego napięcia.

Gwoździe? Już tłumaczę:
Mercosur: mięso i soja, miażdżące europejskich rolników.
Indie: zalew tańszych produktów przemysłowych.
Australia: rolnictwo + surowce, które wybijają europejskie sektory z rynku.

Zamiast więc budować odporność, UE buduje zależność i robi to z liryczną pewnością, że „świat nas doceni”. Spoiler: nie doceni.

Szczegóły umowy to anatomiczny opis ustępstw

Podczas spotkania von der Leyen–Albanese dopięto ostateczny tekst porozumienia. W polskich realiach politycy nazywają to „twardymi negocjacjami”, natomiast w irlandzkich, że trafia się dodatkowy rynek zbytu. W praktyce wyglądało to raczej jak rozdawanie prezentów na Mikołajki, tylko bez Mikołaja, bo prezenty dostaje strona australijska.

Wołowina – cios w europejskie mięso, i to z zamachem

UE otwiera 30 600 ton kontyngentów. Wiem, brzmi technicznie, ale dla europejskiego rolnika to liczba jak wyrok:

  • 16 830 ton (55%)bez cła, pod warunkiem grass-fed.
    Wszyscy wiedzą, że australijskie bydło wychowywane na ogromnych pastwiskach ma koszty produkcji nieporównywalnie niższe niż europejskie.
  • 13 770 ton (45%)cło 7,5%, czyli tyle, co nic.

Do tego jeszcze „wygaszanie” wolumenów przez 10 lat, przy czym jedna trzecia wchodzi na rynek od pierwszego dnia i trzyma się przez pięć lat jak lokator z umową na czas nieokreślony. Europejscy hodowcy będą mogli jedynie patrzeć, jak cena mięsa spada, a ich koszty produkcji, głównie z powodu unijnych regulacji klimatycznych, dobrostanowych i środowiskowych, cóż, rosną.

Cukier – słodki prezent dla Australii, gorzka pigułka dla UE

UE otwiera 35 000 ton surowej trzciny cukrowej, też bez cła. Europa ma własny burak cukrowy, własne cukrownie, własną tradycję, ale najwyraźniej potrzebuje australijskiej trzciny, bo import zawsze brzmi nowocześnie. Kolejny sektor, który zostanie „zdywersyfikowany”, czyli w praktyce rozwodniony.

Nabiał – kwoty ochronne, które chronią tak sobie

  • 8 000 ton odtłuszczonego mleka w proszku,
  • 5 000 ton masła.

Bruksela mówi: „chronimy sektor”. Rolnicy patrzą na liczby i widzą raczej, że chroni się wygląd umowy, nie ich przyszłość. Europa przesiąkła do cna regulacjami podbijającymi koszty produkcji. Australia – nie, a różnica cen jest bolesna, bo to kolejny brak konkurencyjności, czyli również kolejny gwóźdź do trumny rolnictwa, w tym irlandzkiego, bo masłem stoi.

Globalizacja po „brukselsku” – dużo ideałów, mało realizmu

UE twierdzi, że musi wychodzić na świat, że musi dywersyfikować, reagować na Chiny, że musi rozwijać eksport, że musi zyskać dostęp do australijskich minerałów. Te argumenty nie są absurdalne, bo świat naprawdę zaczyna przypominać targ, na którym kto pierwszy ten lepszy. Jednak problem polega na tym, że Europa wchodzi na ten targ z duszą harcerza i portfelem ekskluzywnego kupca.

Australia zdejmuje cła na europejskie wino i sery – świetnie, ale Europa w zamian otwiera rynki kluczowych sektorów, w których nie ma przewagi. To tak, jakby zamienić rodzinne srebra na pudełko pralinek. Smaczne? Owszem, ale czy to mądra transakcja?

Co z tego będzie? Europa – importer premium na pięknej mapie świata

UE coraz bardziej przypomina tę osobę, która wszystkim tłumaczy, że ma kontrolę nad życiem, a w rzeczywistości oddaje kolejne części własnego domu w najem. Mercosur, Indie, Australia i każdy kolejny partner widzi w Europie rynek zbytu, a nie potęgę. Natomiast Europa sama zaczyna wierzyć, że jej rola to bycie kulturalnym klientem, który grzecznie płaci i nie pyta o rachunek.

W efekcie zyskujemy:

  • zależność od importu, bo ten cały czas rośnie,
  • produkcję krajową, która spada,
  • rolników wyjeżdżających na protesty częściej niż na wakacje,
  • stratę konkurencyjności przemysłu,
  • a Bruksela wciąż mówi, że „idziemy dobrą drogą”.

Tylko że tak wygląda droga nie do potęgi, lecz do marginalizacji. Europa stała niegdyś na dwóch filarach, czyli silnym przemyśle i solidnym rolnictwie. Dziś te filary przypominają już tylko poetyckie wspomnienie, więc piękne, ale bez realnej mocy nośnej.

Powiem to prosto, po ludzku, bez makijażu, ta umowa nie jest triumfem europejskiej dyplomacji, to kolejny rozdział w opowieści o kontynencie, który odwraca się od własnych źródeł siły i z radosną naiwnością podpisuje dokumenty, które czynią go słabszym. Można to spiąć kokardą i nazwać „partnerstwem”, ale w praktyce jest to po prostu sprzedaż własnej pozycji, obecnie jeszcze w ratach i z uprzejmym uśmiechem.

I to właśnie jest najbardziej gorzkie.

Bogdan Feręc

Photo by Joey Csunyo on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Tańsze tankowanie.
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.