Nowe przepisy mieszkaniowe od dziś zmieniły zasady gry w Irlandii
Od dziś w Irlandii obowiązują nowe przepisy dotyczące m.in. rynku najmu, które rząd przedstawia jako próbę rozwiązania chronicznego niedoboru mieszkań. To jedna z najpoważniejszych reform systemu najmu od lat, a zmiana, która jednocześnie ma zachęcić właścicieli do udostępniania nieruchomości i wywołuje głęboki niepokój wśród najemców, obawiających się gwałtownego wzrostu czynszów i utraty stabilności mieszkaniowej.
Nowe regulacje wchodzą w życie w momencie, gdy Irlandia od lat zmaga się z kryzysem mieszkaniowym, w tym rosnącą populacją, ograniczoną podażą lokali i rekordowymi cenami najmu. W wielu miastach znalezienie mieszkania stało się procesem konkurencyjnym i kosztownym, a każdy ruch legislacyjny natychmiast wpływa na życie setek tysięcy ludzi. Dotychczas właściciel nieruchomości znajdującej się w strefie kontroli czynszów mógł podnieść opłatę jedynie w ograniczonym zakresie, maksymalnie o 2 procent rocznie. Ten mechanizm miał chronić najemców przed gwałtownymi podwyżkami. Od dziś sytuacja zmienia się zasadniczo. Jeżeli nieruchomość zostanie zwolniona przez najemcę, właściciel może ustalić czynsz na poziomie pełnej stawki rynkowej, bez obowiązującego wcześniej limitu wzrostu.
To natomiast oznacza, że koszt najmu nie będzie już powiązany ze wcześniejszą wysokością czynszu, lecz z aktualnymi warunkami rynkowymi. W praktyce różnica może być znacząca, szczególnie w miastach, gdzie ceny rosły szybciej niż dopuszczalne limity. Mechanizm ten ma według rządu zachęcić właścicieli do ponownego wprowadzania nieruchomości na rynek najmu oraz zwiększyć ogólną podaż mieszkań.
Jednocześnie nowe przepisy wprowadzają minimalny okres najmu wynoszący sześć lat dla nowych umów. To rozwiązanie ma zapewnić najemcom większą stabilność i ograniczyć sytuacje, w których lokatorzy byli zmuszani do częstych przeprowadzek. Krajowa Rada ds. Najmu Lokali Mieszkaniowych określiła nowe regulacje jako zapewniające „silniejszą ochronę” najemcom. W teorii oznacza to, że w trakcie sześciu lat właściciel nie może swobodnie wypowiedzieć umowy bez konkretnego powodu.
Duzi właściciele nieruchomości mogą zakończyć najem jedynie w sytuacjach takich jak:
– brak płatności czynszu,
– naruszenie warunków umowy,
– sytuacja, w której nieruchomość przestaje być odpowiednia dla najemcy.
To ograniczenie ma zmniejszyć ryzyko nagłych eksmisji, które w ostatnich latach stały się jednym z symboli kryzysu mieszkaniowego.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku mniejszych wynajmujących, posiadających od jednego do trzech najemców. Nowe przepisy pozwalają im wypowiedzieć umowę w dodatkowych okolicznościach.
Właściciel może „odzyskać” nieruchomość, jeśli:
– sam potrzebuje w niej zamieszkać,
– potrzebuje jej bliski członek rodziny,
– znajduje się w trudnej sytuacji finansowej.
Po zakończeniu sześcioletniego cyklu najmu właściciel może również zakończyć umowę, aby sprzedać nieruchomość, przeprowadzić gruntowny remont lub zmienić jej przeznaczenie. Zapisy mają, według rządu, zapobiec sytuacji, w której prywatni właściciele całkowicie wycofują się z rynku z powodu nadmiernych ograniczeń.
Władze podkreślają, że głównym celem reformy jest zwiększenie podaży mieszkań. Logika tej decyzji opiera się na przekonaniu, że nadmierna kontrola czynszów zniechęcała właścicieli do wynajmu, a nawet skłaniała ich do sprzedaży nieruchomości. Zdaniem rządu umożliwienie ustalania czynszu na poziomie rynkowym po zwolnieniu mieszkania przywróci równowagę ekonomiczną i zachęci inwestorów do pozostania na rynku najmu.
Partie opozycyjne widzą jednak w nowych przepisach coś zupełnie innego. Ich zdaniem reforma w praktyce stworzy mechanizm stopniowego wzrostu czynszów w całym kraju, ponieważ każde zwolnione mieszkanie stanie się okazją do gwałtownej podwyżki ceny. To może doprowadzić do efektu domina, czyli wyższe czynsze z nowych umów staną się punktem odniesienia dla całego rynku.
Rząd podkreśla, że nowe przepisy nie wpływają na już istniejące umowy najmu. Oznacza to, że osoby wynajmujące mieszkania na podstawie wcześniejszych kontraktów nie doświadczą natychmiastowych zmian warunków. Formalnie ich czynsze i prawa pozostają takie same jak dotychczas. Jednak rzeczywistość rynku najmu rządzi się własną logiką. Umowa najmu nie jest wieczna i może zostać zakończona zgodnie z przepisami, a po jej zakończeniu właściciel ma prawo ustalić nową stawkę, zgodnie z aktualnymi realiami rynkowymi. To właśnie ten mechanizm określany jako „dostosowanie wysokości czynszu do stawek w okolicy” i staje się dziś jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów reformy.
Nowe prawo wchodzi w życie w atmosferze napięcia, bo z jednej strony rząd próbuje przywrócić równowagę rynkową i zwiększyć liczbę dostępnych mieszkań. Z drugiej zaś, najemcy obawiają się, że stabilność, którą obiecywano przez lata, może okazać się iluzją. Irlandzki rynek najmu od dawna przypomina napiętą linę rozpiętą nad przepaścią, bo zbyt mocne ograniczenia zniechęcają właścicieli, a zbyt duża swoboda grozi wykluczeniem tysięcy ludzi z rynku mieszkaniowego.
Reforma, która wchodzi dzisiaj w życie, stała się jakoby próbą znalezienia równowagi, ale dopiero zobaczymy, czy okaże się lekarstwem, czy kolejnym wstrząsem.
*
Wielu mieszkańców Irlandii, którzy dziś mieszkają w wynajmowanych domach i mieszkaniach, zaczęło obawiać się, że zmiany w niedługim czasie dotkną także ich, prowadząc do wypowiedzeń umów i ponownego wprowadzenia nieruchomości na rynek, ale już ze znacznie wyższym czynszem. W kraju, w którym dach nad głową stał się właściwie luksusem i to coraz trudniej dostępnym, nawet drobna zmiana w prawie potrafi wywołać poczucie niepewności. Dla jednych nowe przepisy są szansą na zwiększenie liczby mieszkań. Dla innych kolejną zapowiedzią fali podwyżek i jeszcze trudniejszej walki o miejsce, które można od biedy nazwać swoim domem. A ja widzę jeszcze jedną zależność, bo o ile sprawdzi się ten czarny scenariusz, samoloty z wyspy, ale też firmy przeprowadzkowe, będą miały pełne ręce roboty.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Morgan Lane on Unsplash
