Cichy odwrót? Europa poluzuje klimatyczne śruby, gdy gospodarka zaczyna pękać?
Unia Europejska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych testów swojej polityki klimatycznej od czasu uruchomienia Zielonego Ładu. Pod presją przemysłu, części rządów państw członkowskich oraz rosnących obaw o konkurencyjność gospodarczą, Bruksela zaczyna sygnalizować gotowość do złagodzenia niektórych mechanizmów redukcji emisji gazów cieplarnianych. Oficjalnie chodzi o „dostosowanie” systemu, jednak skala i kierunek proponowanych zmian mogą oznaczać początek głębszej korekty kursu.
Kluczowym polem zmian jest system handlu emisjami ETS, więc najważniejsze narzędzie UE w walce z emisjami CO₂. Jeszcze kilka lat temu był on symbolem ambitnej transformacji energetycznej i przemysłowej. Dziś coraz częściej mówi się o konieczności spowolnienia tempa ograniczania emisji oraz o mechanizmach, które zmniejszyłyby koszty dla przedsiębiorstw. Zmiana tonu nie jest przypadkowa, bo w wielu stolicach UE rośnie przekonanie, że zbyt szybkie podnoszenie kosztów emisji osłabia europejski przemysł, szczególnie w sektorach energochłonnych, takich jak stal czy chemia. Jednocześnie Europa próbuje odpowiedzieć na rosnącą konkurencję ze strony Chin i redefiniuje relacje gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi, a po rosyjskiej inwazji na Ukrainę zwiększa wydatki na bezpieczeństwo i obronność. W takiej konfiguracji politycznej zielona transformacja przestaje być priorytetem.
Najbardziej widocznym sygnałem zmiany podejścia jest rosnąca gotowość do zwiększenia elastyczności w realizacji celów klimatycznych. W negocjacjach dotyczących celu redukcji emisji o 90 procent do 2040 roku pojawiły się mechanizmy umożliwiające szersze wykorzystanie kredytów węglowych oraz dłuższe okresy przejściowe dla przemysłu. Równolegle dyskutowane są reformy rynku ETS, które mogłyby wpłynąć zarówno na podaż uprawnień do emisji, jak i ich cenę.
Z perspektywy biznesu jest to sygnał ulgi. Z perspektywy polityki klimatycznej – sygnał ostrzegawczy. Każde spowolnienie tempa redukcji emisji zwiększa ryzyko, że osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku stanie się trudniejsze lub droższe, o ile w ogóle możliwe. Polityczna rzeczywistość zaczyna jednak dominować nad ideologiczną czystością projektu, a szeroki konsensus klimatyczny, który jeszcze pięć lat temu wydawał się nienaruszalny, dziś stopniowo się rozpada. W jego miejsce pojawia się natomiast pragmatyzm gospodarczy, protekcjonizm handlowy oraz nacisk na obniżanie kosztów energii dla przemysłu i konsumentów.
Oficjalna narracja instytucji unijnych pozostaje jednak nadal ostrożna i zmiany przedstawiane są jako korekta techniczna, a nie strategiczny zwrot. Podkreśla się, że cele klimatyczne pozostają nienaruszone. Jednak faktyczne działania wskazują, że Unia coraz częściej godzi się na kompromisy między ambicją klimatyczną a realiami gospodarki.
*
Pytanie, które coraz częściej pojawia się w debacie publicznej, brzmi: czy jest to jedynie pragmatyczna korekta kursu, czy raczej powolny, cichy odwrót od Zielonego Ładu – projektu, który według krytyków już dziś podkopuje fundamenty europejskiej konkurencyjności? Odpowiedź na to pytanie zadecyduje natomiast nie tylko o przyszłości polityki klimatycznej UE, ale o miejscu Europy w globalnej gospodarce XXI wieku.
Najważniejsze fakty stojące za tym obrazem są dość konkretne. Państwa UE zgodziły się m.in. na większy udział kredytów węglowych dla przemysłu, aby ułatwić osiągnięcie celu redukcji emisji do 2040 r., co było odpowiedzią na obawy o konkurencyjność gospodarki. W tle tych decyzji znajduje się rosnące przekonanie części rządów, że zbyt rygorystyczna polityka klimatyczna może podnosić koszty produkcji i osłabiać europejskie sektory energochłonne, co coraz częściej wpływa na kierunek negocjacji klimatycznych w UE.
Jeśli spojrzeć szerzej, wygląda to, jak klasyczny moment cywilizacyjnego wahadła, czyli między ideą a rachunkiem ekonomicznym, między wizją świata zeroemisyjnego a starym, brutalnym pytaniem – kto za to zapłaci. W historii Europy takie momenty zwykle kończyły się nie rewolucją, tylko cichą ewolucją.
Bogdan Feręc
Źr. Bloomberg
Photo by Tim van der Kuip on Unsplash
