Instrukcja obsługi deszczu, czyli jak Irlandia odkryła zagrożenie
Irlandia, wyspa znana z tego, że od tysiącleci jest mokra, wietrzna i omywana przez fale, właśnie dostała nową rzecz do kolekcji – broszurę. Już wkrótce do każdego gospodarstwa domowego trafi publikacja pod dumnym tytułem „Odporność gospodarstwa domowego”, przygotowana przez Biuro Planowania Kryzysowego przy Departamencie Obrony. Tak, to ten moment w historii, gdy po całych wiekach opadów rodowici mieszkańcy wyspy, a także rezydenci, którzy żyją tu od lat, muszą się nauczyć, jak postępować z wiatrem, deszczem i falami, które mogą powodować podtopienia i powodzie.
Deszcz w Irlandii był zawsze, wiatr też, fale na Atlantyku od zarania dziejów, o zgrozo, nadal się pojawiają, ale dopiero teraz ktoś uznał, że bez instrukcji obsługi obywatel może się w tym wszystkim pogubić. Broszura ma wyjaśniać, jak „zachować suchość i bezpieczeństwo” oraz jakie zapasy zgromadzić na wypadek braku prądu, wody i ogrzewania. Brzmi to trochę tak, jakby po sztormie Éowyn państwo doszło do wniosku, że największym problemem nie były zerwane linie energetyczne, tylko brak odpowiedniego folderu.
Oczywiście, sztorm był poważny, bomy ucierpiały, prąd znikał na tygodnie, władze lokalne miały ręce pełne roboty. W odpowiedzi na ówczesny kryzys zaplanowano Centra Wsparcia Społecznościowego, w tym hale sportowe, ratusze, centra rekreacyjne z krzesłami, stołami, Wi-Fi, przedłużaczami i nawet osobnym pomieszczeniem dla karmiących matek. Jest tylko drobny detal, bo te centra nie zapewniają noclegu, nie otwierają się automatycznie i działają tylko wtedy, gdy ktoś uzna, że „to już ten moment”. Czyli w skrócie: bądź przygotowany, ale nie licz za bardzo.
*
Można przy tym zauważyć coś jeszcze. Politycy z zapałem zakazywali ogrzewania węglem i torfem, bo tak kazał duch epoki. Efekt? Chłodne, wilgotne domy, w których trudno utrzymać niski poziom wilgotności, gdy wiatr wciska ją przez każdą szczelinę. Gdyby niektórych zakazów nie było, mieszkania byłyby cieplejsze, a rachunki za „odporność” niższe. Ale to już historia, a tradycja, jak wiadomo, w Brukseli jest traktowana jak relikt. Zamiast tego wymyślono nieefektywne zasilanie wiatrakowe i solarne. Skoro już je wymyślono, wypadałoby teraz wymyślić, jak utrzymać dostawy prądu na stałym poziomie, gdy nie wieje albo gdy wichura wieje aż za bardzo. Generator w centrum społecznościowym to nie jest strategia energetyczna, to jest plan B na wypadek, gdy plan A był broszurą, bo Europa ostatnio kocha broszurki i procedury. Raz straszy wojną, innym razem deszczem, ale zawsze robi to na papierze kredowym, najlepiej w pastelowych kolorach.
Irlandia poradzi sobie jak zawsze z herbatą, humorem i uporem. Deszcz spadnie, wiatr zawyje, Atlantyk zrobi swoje, a gdzieś w szufladzie, obok świeczek i latarek, będzie leżała broszura, dowód na to, że w XXI wieku nawet pogodę trzeba mieć opisaną w instrukcji. Tradycja tradycją, ale papier musi się zgadzać.
Bogdan Feręc
Źr. The Irish Times
Photo by Mikael Seegen on Unsplash
