Upadek ostatniego bastionu w Europie. Krok ku wolnościowej zagładzie - "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Upadek ostatniego bastionu w Europie. Krok ku wolnościowej zagładzie

Szarpana i mieszana przeze mnie z błotem Unia Europejska nie zatrzymuje się ani na moment w swoim bezwzględnym dziele odcinania od korzeni i niszczenia rdzennych mieszkańców Starego Kontynentu. Bruksela, która z każdym rokiem w bardziej wykrzywionym zwierciadle sowietyzacji stała się gorliwą realizatorką utopii Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, konsekwentnie i bez oglądania się na ludzi, dokręca śrubę. Patelnia, na której smażono powoli resztki państwowej suwerenności, dziś rozgrzewa się do czerwoności, ale na niej znajduje się teraz nasza wolność i życie.

Często łapię się na tym, że wpadam w stan głębokiego osłupienia i zastanawiam wówczas, czy ci wszyscy brukselsko-strasburgscy decydenci napędzani ideologicznym zaćmieniem mózgów naprawdę nie widzą, że robią z Europy ordynarną komunę? Zwykły, bezduszny kołchoz, z którym jeszcze tak niedawno niektórzy z nich, przynajmniej teoretycznie walczyli, niosąc na sztandarach hasła wolności?

Odpowiedź jest niestety prosta i chyba nawet drastyczna, bo albo są na tyle głupi i faktycznie nie widzą, albo widzą to doskonale. Polityka to brudne, cuchnące bagno, a ci, którzy raz w nie wpadną, zanurzają się w nie po same uszy. Są też w stanie posunąć się do największej nikczemności, popełnić każde świństwo i przehandlować przyszłość całych pokoleń, byle tylko utrzymać się przy tłustym, unijnym korycie. Mówiłem to już nie jeden raz i powtórzę z całą mocą, że ta chora biurokratyczna machina dokonała cudu. Ze mnie, swojego najbardziej entuzjastycznego zwolennika stworzyła sobie śmiertelnego wroga. Z gościa o lewicujących ciągotach zrobiła twardego i bezkompromisowego konserwatystę.

I nie stało się tak dlatego, że doznałem nagłego nawrócenia czy zmieniłem fundamenty poglądu na świat. To natomiast efekt skrajnego obrzydzenia. Obrzydzenia bezczelną hipokryzją, obłudą i aroganckim kłamstwem, jakimi od rana do nocy karmią nas politycy z Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Patrząc na to z perspektywy człowieka chłodno analizującego fakty, choć czasami bardzo trudno zachować spokój, mamy do czynienia ze zorganizowanymi grupami o charakterze wręcz przestępczym. Działają oni w sposób metodyczny, z premedytacją i wprost wbrew woli Europejczyków. Urządzają też wolnym ludziom ideologiczny terror, za który pewnego dnia powinni zasiąść na ławie oskarżonych i odpowiadać jak zbrodniarze III Rzeszy w Norymberdze.

Niedawno przetoczyła się przez Unię dyskusja o dyrektywach „Chat Control 1.0” i tej gorszej, czyli „2.0”. Kto słuchał wtorkowej audycji na falach Radia Wnet, ten wie, że poświęciliśmy całą godzinę na punktowanie tego bezczelnego skoku na naszą prywatność. Dowodziłem wtedy, że Unia chce nas brutalnie wziąć pod but cenzury. Jednak ten zacietrzewiony, przesiąknięty totalitarnymi nawykami blok nie zamierza na tym poprzestać. On pędzi dalej, a następny krok to zaplanowane z zimną krwią, całkowite wzięcie obywateli za mordę. To będzie absolutny paraliż swobód obywatelskich, który Brukseli oraz jej w pełni posłusznym rządom krajowym, da nieograniczoną niczym władzę nad każdym pojedynczym człowiekiem od Lizbony przez Dublin po Warszawę.

Scenariusz jest stary jak świat. Ci polityczni cynicy, zwykli tchórze, którzy nie mają odwagi przyznać się, że chodzi im o nas, po raz kolejny nieobyczajnie zasłaniają się bezbronnymi dziećmi, idąc po to, czego do tej pory nie zdołali nam odebrać – po naszą wolność, której jeszcze niedawno byliśmy gotowi bronić jak niepodległości.

Jednak władza nie działa w próżni. By zrealizować tak bezczelny plan, należało najpierw wyhodować odpowiednie społeczeństwo. I zrobili to znakomicie. Wytworzyli sobie zgraję pizdo*atych facecików w rurkach oraz bezmyślnych, młodocianych lasek z głowami pustymi jak wydmuszki. To pokolenie bez właściwości, które żyje wyłącznie tym, co inni o nich powiedzą na portalach społecznościowych. Gdybym miał dać im jedną radę, byłoby to: miejcie w głębokim poważaniu (tłumaczę w d*pie) opinie tłumu! Tłum i tak was przy pierwszej okazji opluje. Zacznijcie wreszcie myśleć, wyjdźcie z tej mentalnej niewoli, bo to Wy macie być przyszłością tego kontynentu, a zachowujecie się jak stado owiec idących na rzeź.

Z tych spustoszonych intelektualnie grup wyrosły kolejne potworki, czyli mimowolne korporacyjne sieroty. Ludzie-roboty, bezimienne trybiki w maszynce do mielenia pieniędzy, których cały sens istnienia sprowadza się do tego, by raz w roku polecieć na Malediwy, zrobić fotkę na Instagrama i zaznaczyć swoją sztuczną obecność w przestrzeni wirtualnego świata. I tu dochodzimy do sedna. Właśnie dzisiaj idzie o ten internet, ten sam, w którym czujecie, że jesteście kimś. O tę przestrzeń, która do tej pory stanowiła oazę swobodnej myśli, a która już za chwilę – dokładnie jak w czasach głębokiej, mrocznej komuny – zostanie poddana bezwzględnej reglamentacji i pełnej kontroli.

Eurokratom udało się przekonać samych siebie, że nadszedł moment na ostateczne rozwiązanie kwestii naszej swobody. Dziś na celowniku znalazł się ostatni bastion wolności słowa. Globalna sieć ze straszaka na władzę ma przeistoczyć się w uniwersalne narzędzie do inwigilacji. Będą szpiegować każdego z nas, bez wyjątku, w absolutnie każdej czynności, jaką wykonamy sekunda po sekundzie od momentu włączenia jakiegokolwiek urządzenia z dostępem do sieci.

Maszyna ruszyła ze zwielokrotnioną siłą dokładnie 13 lipca, kiedy to zorganizowana grupa domniemanych eksperckich autorytetów, wydała z siebie opasły raport dotyczący obecności dzieci w internecie. Ponad 150 stron lania wody i urzędniczego bełkotu. Napisano ten tom, marnując tony papieru, chyba tylko po to, żeby żaden normalny człowiek nie miał siły przetrzeć oczu i przeczytać go w całości. Żeby jednak nadać tej całej hucpie pozory powagi, upchnięto tam 14 rekomendacji określających, jak władza dokręcić ma śrubę. Celem stały się natomiast platformy internetowe – bez wyjątku, każda jedna istniejąca na świecie, a funkcjonująca w Europie. Dostawcy sieci nie tylko nie będą mogli poprzestać na deklaracjach, że chronią najmłodszych, ale dostaną odgórny nakaz bezwzględnego ograniczenia dostępu do internetu młodocianym, rzekomo w celu ochrony przed „szkodliwymi treściami”.

Zaplanowano, że dzieci do lat trzynastu otrzymają bezwzględny zakaz dostępu do globalnej sieci. Spójrzcie teraz na ten absurd i gigantyczną niekonsekwencję. Z jednej strony od lat wmawia się nam w unijnych programach edukacyjnych, że nauka online i swobodny dostęp do cyfrowego świata to klucz do rozwoju potencjału młodego człowieka. Z drugiej – zatrzaskuje się przed nimi drzwi.

Oczywiście, nie jestem ślepy i zgodzę się z tym, że dzieci należy chronić. Po internecie kręci się cała masa psychopatów – wystarczy zresztą wejść na oficjalne profile większości czołowych polityków, by przekonać się, że degeneracja i zagrożenie czyhają w każdym zaułku sieci. Ale skoro jesteśmy przy ochronie dzieci, to do jasnej cholery! Od łapania pedofilów i zwyrodnialców są wyszkolone służby szpiegowskie i policja, a nie systemy powszechnej inwigilacji!

Tu nie chodzi o bezpieczeństwo dzieci. Tu chodzi o szefową tego całego unijnego bu*delu – Ursulę von der Leyen. Ta kobieta, bez cienia zażenowania, powiedziała prosto w oczy całej Europie, że wejście do sieci odtąd będzie musiało być bezwzględnie potwierdzone twardą tożsamością użytkownika. Przepustką do cyfrowego świata stać się ma specjalna unijna aplikacja lub krajowe systemy cyfrowe, które nawiasem mówiąc,  Bruksela musi wcześniej zatwierdzić i skrupulatnie zintegrować z rejestrem centralnym.

Rozłóżmy jednak ten mechanizm na czynniki pierwsze, żeby nikt nie miał złudzeń, w jakiej rzeczywistości przyjdzie nam za chwilę żyć. Chcesz odpalić przeglądarkę? Najpierw musisz się zarejestrować w państwowej aplikacji. Ale, żeby potwierdzić swoją tożsamość, musisz na początku zeskanować swój dowód osobisty lub paszport, oddać swoje dane biometryczne, utworzyć konto i przejść weryfikację. Za każdym razem, gdy zechcesz sprawdzić pogodę, przeczytać newsa, czy wysłać wiadomość, będziesz musiał karnie zalogować się do systemu. Bez tego unijny klucz nie przekręci się w zamku i nie będzie połączenia z przeglądarką.

Będzie bezpiecznie? Tak, ale jak w sterylnym, zamkniętym na głucho łagrze. Czy zostaniemy w ten sposób odarci z ostatnich strzępów wolności, z prawa do prywatnego przeglądania treści i swobodnego, anonimowego komentowania rzeczywistości? Tak, dokładnie tak się stanie!

W tym właśnie miejscu wychodzi na powierzchnię cała ta ohydna, bezczelna hucpa. Cały ten cyrk zasłania się potrzebą ochrony trzynastolatków i dzieci młodszych. Ale pomyślcie logicznie: żadna platforma internetowa na świecie, żaden algorytm, choćby najbardziej zaawansowany, nie jest w stanie bezwzględnie zweryfikować, czy przed ekranem komputera siedzi doświadczony, 54-letni mężczyzna, czy może jedenastoletni gówniarz. Co to oznacza w praktyce? Tylko jedno, że pełną, bezwzględną procedurę inwigilacyjną będzie musiał przechodzić każdy obywatel Europy. Oznacza to, że Ty, Twój dziewięcioletni syn, ale i Twój dziewięćdziesięciodziewięcioletni dziadek, jeśli na starość przyjdzie mu chęć zadzwonienia do rodziny przez podglądany i podsłuchiwany przez „Chat Control” komunikator internetowy.

Ursula von der Leyen postawiła sprawę ostro i bez żadnych słownych niuansów: ludzie, którzy chcą korzystać z internetu, muszą bezdyskusyjnie podporządkować się nowym dyrektywom. Jeśli nie – niech się gapią w czarny ekran laptopa.

I nie łudźcie się, że dostaniemy czas na refleksję, na szukanie obejść czy prawną defensywę. Komisja Europejska nie pozostawia tu wolnej przestrzeni. Wydała bezwzględny nakaz, aby państwa członkowskie wdrożyły ten cyfrowy zamordyzm i to w pełni – do końca 2026 roku. Pętla zaciska się więc na naszych szyjach w zastraszającym tempie. Testy w boju już trwają, a prowadzone są we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Danii, gdzie ten pilotażowy system kontroli właśnie ruszył, choć na razie pod płaszczykiem fazy wdrożeniowej i oceny skuteczności.

A teraz zróbcie sobie krótką pauzę. Zróbcie głęboki wdech, przeczytajcie ten fragment jeszcze raz i odpowiedzcie sobie na proste pytanie: czy w tych unijnych dyrektywach naprawdę chodzi o dobro dzieci?

To gigantyczna, oszukańcza, kuglarska sztuczka von der Leyen i jej bezwolnych zauszników. Ich jedynym celem jest wprowadzenie całkowitej, pełnej i nieodwracalnej kontroli nad unijnym społeczeństwem. A w kolejnym kroku – reglamentowanie dostępu do informacji i włączenie ich tylko dla prawomyślnych, uległych i cichych poddanych.

To, co stać się ma powszechną normą przed końcem tego roku, to nic innego jak dokładna kopia Systemu Zaufania Społecznego, który z powodzeniem funkcjonuje we wciąż komunistycznych Chinach. Tam obywatel śledzony jest na każdym kroku – od kamer monitoringu miejskiego wyłapujących rysy twarzy, przez systemy w sklepach, aż po każdy impuls wysłany z telefonu. Zintegrowany system bada zachowanie jednostki i przyznaje jej punkty. Masz wysoką punktację? Gratulacje! Jako grzeczny obywatel możesz kupić bilet na pociąg albo nabyć nowy komplet wypoczynkowy do salonu. Ale jeśli system uzna, że popełniłeś występek „antyspołeczny”, a za taki uznaje się tam chociażby przejście przez jezdnię na czerwonym świetle czy krytykę władzy – Twoje prawa obywatelskie natychmiast wyparowują. Nie kupisz biletu, nie wyjedziesz z miasta i wyłączą Ci dostęp do chińskiego odpowiednika Netflixa.

Przenieśmy to na nasz grunt. Jeśli po przejściu unijnej weryfikacji i zalogowaniu się do sieci napiszesz na forum czy w mediach społecznościowych prosty, prawdziwy komentarz, że von der Leyen dawno straciła kontakt z własnym mózgiem – system zidentyfikuje Cię w ułamek sekundy. Dostaniesz wtedy natychmiastowego bana na internet i tyle będziesz widział z cyfrowego świata, co sobie pooglądasz przez okno własnego mieszkania.

Na koniec powiem wam coś całkiem szczerze i bez owijania w bawełnę. Ja jestem już w gruncie rzeczy starym człowiekiem. Z każdym rokiem chce mi się coraz mniej rozdzierać szaty i przekonywać nieprzekonanych. Za chwilę stracę jakąkolwiek ochotę na powtarzanie oczywistości, że rządzący nami politycy to cyniczni idioci, którzy mają przed sobą bezwolną masę debili. Idioci, którzy na naszych oczach budują w pełni zdigitalizowany, europejski obóz koncentracyjny.

Już niedługo pójdę na zasłużoną emeryturę. Zaszyję się gdzieś na głębokiej prowincji, z dala od tego zgiełku. Wyrzucę smartfona do najbliższej rzeki, usunę kable globalnej sieci ze ścian, usiądę na ganku i będę spokojnie patrzył, jak kury znoszą jajka. Przeczytam dobrą, papierową książkę i z boku, bez żalu, będę się przyglądał, jak ten Wasz wspaniały, nowoczesny i elektroniczny karcer z hukiem popada w całkowitą i nieodwracalną ruinę.

Życzę Wam miłego życia, a sobie niezdigitalizowanej śmierci.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Widmo blokad na irla
Sztuczna inteligencj
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.