Paszport i urna. Kto powinien wybierać władze w Polsce? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Paszport i urna. Kto powinien wybierać władze w Polsce?

Niekończącą się historią w naszej ojczyźnie jest, czy Polacy przebywający na emigracji powinni mieć czynne prawo wyborcze, czy może takie powinni po wyjeździe emigracyjnym tracić. W tej kwestii ścierają się dwa poglądy, a w obu można znaleźć argument za oraz przeciw, więc jedni są za odebraniem prawa do wybierania posłów, senatorów oraz prezydenta, natomiast inni dalece się temu sprzeciwiają. I tak kręci się ten młyn opinii, raz szybciej, raz wolniej, ale nigdy nie staje, bo przecież sprawa dotyka czegoś więcej niż tylko karty wyborczej, gdyż dotyka pytania, czym właściwie jest wspólnota narodowa i gdzie kończy się jej granica?

Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak może się wydawać, bo w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mamy wyraźny zapis, że prawo wyborcze ma każdy Polak, który nie utracił praw obywatelskich. Co to oznacza w prostych słowach? Otóż osoba popełniająca przestępstwo, np. na szkodę państwa, może przez sąd zostać uznana za niegodną posiadania pełni swobód obywatelskich, więc odebrać wszystkie lub część praw wynikających z faktu pozostawania obywatelem, w tym odebrać prawo wyborcze. I tutaj wszystko jest jasne jak poranne niebo nad Wisłą, więc to kara jest konsekwencją czynu, nie miejsca zamieszkania.

Jednak jak łatwo się domyślić, wyjazd zagraniczny, nawet na wiele miesięcy, czy też na stałe, nie może być uznany za działanie na szkodę własnej ojczyzny, co oznacza, że Konstytucja wyraźnie mówi, iż nasze prawo wyborcze pozostaje w mocy. Jednak tu zaczyna się zgrzyt, ten charakterystyczny, który słyszy się w wielu rozmowach przy stole, w redakcjach i w tramwaju. Dlaczego? Bo prawo swoje, a życie swoje, bo papier przyjmie wszystko, a rzeczywistość lubi się wymykać paragrafom.

Są natomiast inne okoliczności, które mogą wpływać na zachowanie prawa wyborczego, a chodzi o przynależność do regionu. Ten właśnie argument często podnoszony jest w dyskusjach, rodzi też najwięcej emocji, jednak nie można mu odmówić racji. Część zwolenników odebrania praw wyborczych Polakom pozostającym czasowo lub na stałe poza granicami Polski, stwierdza, że nie może być dobrym rozwiązaniem, aby wybierać posłów i senatorów, a za tym pośrednictwem rządu, który sprawuje władzę bezpośrednią. Zgoda, bo dlaczego przebywając 5, 12 lub 20 lat na emigracji, wybiera się rząd i skazuje na jego decyzje wszystkich swoich rodaków pozostających w kraju? To pytanie brzmi ostro, ale uczciwie i nie jest to złośliwość, to jest rachunek odpowiedzialności.

Wyobraźmy sobie taki obraz, że ktoś od lat mieszka daleko, płaci podatki gdzie indziej, korzysta z innego systemu ochrony zdrowia, z innych dróg, z innej codzienności, a jednak sięga ręką przez pół świata i współdecyduje o tym, jak wygląda życie tych, którzy zostali. Trochę jakby ktoś zza kulis sterował sceną, na której już dawno nie gra. Czy to sprawiedliwe? No właśnie, tu zaczyna się prawdziwa rozmowa.

To jest właśnie moja opinia, więc wcale nie będę miał pretensji, jeżeli wprowadzone zostaną zmiany w Konstytucji RP, gdzie taki zapis o utracie prawa wyborczego mógłby się znaleźć. Oczywiście musi zostać to obwarowane kilkoma zasadami, więc, aby stracić prawo wyborcze w Polsce, nasz krajan powinien albo zadeklaruje, że wyzbywa się tegoż na okres pobytu na emigracji, albo przebywa poza krajem dłużej niż 12 miesięcy. Można to rozwiązać w jeszcze inny sposób, więc utrata czynnego prawa wyborczego mogłaby następować w dniu, kiedy migrant z Polski nabywa rezydenturę podatkową innego państwa. To byłby ruch prosty, konkretny, bez filozofii, taki, jak lubili nasi dziadkowie, czyli jasno, krótko i do rzeczy.

Rozwiązanie proste i może odbywać się bez żadnych skomplikowanych zasad, gdyż działa właściwie automatycznie. Z wyborami parlamentarnymi nie mam żadnego kłopotu, bo prawo wyborcze można odzyskać po powrocie do kraju na stałe, wystarczy zgłosić w Urzędzie Skarbowym, iż ponownie chce się posiadać polską rezydencję podatkową. Czyli żadnego dramatu, żadnego zamykania drzwi na klucz. Raczej system drzwi obrotowych – wychodzisz, wracasz, bierzesz odpowiedzialność na nowo.

Jest jednak kwestia jeszcze jedna, a może ważniejsza, więc wyboru głowy państwa. To już całkiem coś innego, gdyż prezydent w Polsce ma bardzo ograniczone możliwości rządzenia państwem, choć jest w nim najważniejszą osobą. Jak wynika z najwyższego w Polsce aktu prawnego, prezydent RP wg Konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. (Rozdział V) to najwyższy przedstawiciel państwa, gwarant ciągłości władzy, suwerenności i bezpieczeństwa oraz strażnik Konstytucji. Ustawa Zasadnicza określa też, że reprezentuje kraj i jego obywateli, co jest w tym rozważaniu najważniejsze. Tu nagle zmienia się perspektywa, bo przestajemy mówić o zarządzaniu, a zaczynamy mówić o symbolu.

Prezydent RP, jako konstytucyjnie osoba bezpartyjna, o czym również mówi Konstytucja RP, reprezentuje wszystkich obywateli. To oznacza, że niezależnie od tego, gdzie akurat przebywamy, a pozostajemy obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej, prezydent pozostaje naszym przedstawicielem, więc znika przestrzeń na półśrodki. Ergo – albo ktoś jest częścią narodu, albo nie jest, bo nie da się być „trochę reprezentowanym”.

Na tym właśnie opieram swoją tezę i uważam, że Polacy przebywający na emigracji, powinni zachować prawo wyborcze w wyborach prezydenckich. W całej sprawie będzie więc wilk syty i owca cała, bo Polonia rozsiana po całym świecie, nie będzie wybierać rządu, aby w jej imieniu utrudniał życie Polakom w kraju, ale prezydenta już tak, jako przedstawiciela swojej narodowości. Brzmi to chyba jak kompromis, który ma sens, taki zdroworozsądkowy, nieprzesadzony, bez ideologicznego zadęcia.

Sprawa wydaje się więc niesamowicie prosta, a nawet szybka w realizacji, bo przecież aktualnie sprawujący urząd prezydenta Karol Nawrocki powołał Radę Nowej Konstytucji, która zajmie się oceną i możliwością zmiany naszego najważnieszego aktu prawnego. W jej skład weszli: Marek Jurek, prof. Ryszard Legutko, prof. Anna Łabno, prof. Ryszard Piotrowski, Barbara Piwnik, Julia Przyłębska, Józef Zych.

Możemy się też zastanowić dlaczego prezydentowi na tym zależy? Pominę fakt, iż jest przekonany, że prezydent w Polsce powinien mieć większą ilość przywilejów, bo więcej jednak w tym wszystkim zaszłości historycznych. Otóż Konstytucja, która obecnie obowiązuje, tworzona była w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, czyli zaraz po upadku komunizmu. Czasy były jednak wówczas całkiem inne, inaczej wyglądała scena polityczna, a i całkiem inaczej zachowywali się sami politycy. To była epoka, w której wszystko dopiero się układało, jak meble w nowym mieszkaniu, które stały czasami nie do końca na swoich miejscach.

Co ciekawe, w niedawnej rozmowie radiowej nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski, czyli osoba, która zatwierdziła ówcześnie nową Konstytucję RP i nakazał jej opublikowanie, co nadawało dokumentowi moc prawną, stwierdził, że naszemu najważniejszemu aktowi prawnemu, należy się już modernizacja. I trudno się z tym nie zgodzić, bo państwo to nie muzeum, więc nie wystarczy raz ustawić gablot i liczyć, że kurz nie osiądzie.

Tym samym nadarza się doskonała okazja, aby zastanowić się również nad prawem wyborczym polskich emigrantów, co może przeciąć ten wieloletni spór pomiędzy zachowaniem a odebraniem prawa głosu wyborczego Polonii na świecie. Może więc zamiast krzyczeć „wszystko albo nic”, warto powiedzieć „sprawdźmy, co naprawdę ma sens”. Może zamiast ideologii potrzebujemy rachunku odpowiedzialności i odrobiny pokory wobec rzeczywistości.

Na końcu tego wszystkiego zostaje tylko jedno pytanie, proste jak stary zegar na ścianie: kto naprawdę wybiera Polskę? Ten, kto w niej mieszka, czy ten, kto ją nosi w sobie? A może prawda ukryta jest gdzieś głębiej – między paszportem a codziennością, między sentymentem a odpowiedzialnością. I właśnie tam warto jej szukać, bez hałasu, bez zbędnych gestów, ale tak po prostu – uczciwie.

Bogdan Feręc

Fot. Public domain Rakoon

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Irlandia otwiera now
SAFE pod lupą. Bran