Mercosur w turbulencjach? Europejsko-latynoski megaukład na krawędzi fiaska
Umowa handlowa między Unią Europejską a państwami Mercosur od miesięcy balansuje na granicy sukcesu i porażki, a im bliżej finalizacji, tym bardziej pękają jej polityczne szwy. Dokument negocjowany przez ćwierć wieku, wizja wspólnej strefy wolnego handlu obejmującej blisko 800 milionów ludzi i miał być dowodem, że Europa potrafi jeszcze myśleć strategicznie. Tymczasem na ostatniej prostej projekt zaczyna tracić tlen.
Najbardziej chwiejny element tej układanki dotyczy rolnictwa, tematu, który w europejskich stolicach działa jak zapałka przy suchym sianie. Opracowane wraz z Paryżem zabezpieczenia mające chronić unijny rynek przed nagłym napływem produktów z Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju miały uspokoić sceptyków. I faktycznie, przez krótki czas wyglądało, że zarówno francuscy, jak i polscy oraz irlandzcy politycy, oraz rolnicy odetchną z ulgą. Uspokojenie okazało się jedynie zawieszeniem broni.
W Parlamencie Europejskim narasta chaos. Grupa deputowanych próbowała przed czasem przepchnąć głosowanie nad tekstem zabezpieczeń, ale na szczęście bezskutecznie. Ten dokument „techniczny” stał się warunkiem politycznym, bez którego nie ruszy ani Francja, ani kilku innych partnerów. Procedura rozpędza się późno i niebezpiecznie blisko ściany, bo głosowanie w Komisji zaplanowano na 8 grudnia, natomiast plenarne 16 grudnia, a zaplanowana ceremonia podpisania już cztery dni później.
Na scenę wchodzi w międzyczasie kolejny problem i ponad 140 europosłów domaga się skierowania umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE w celu oceny jej zgodności z traktatami. Gdyby Parlament przychylił się do tej propozycji, proces ugrzązłby w procedurach sądowych znanych z zegarmistrzowskiego spokoju. Przewodnicząca Roberta Metsola wniosek odrzuciła, tłumacząc, że Rada nie przedstawiła jeszcze swojego stanowiska. W odpowiedzi pojawiły się zarzuty o przekroczenie kompetencji, więc niepewność rośnie.
W Radzie Unii Europejskiej sytuacja wygląda równie niestabilnie. Choć część państw, w tym Holandia czy Włochy, uznały, że umowa może wesprzeć europejskich eksporterów w wyjątkowo trudnym momencie, równowaga i tak jest krucha. Polska po raz kolejny zgłosiła sprzeciw, jasno ogłaszając, że nawet kompromisowe zabezpieczenia nie zmieniają jej stanowiska, a w Irlandii wywierane są oddolne naciski na jej europosłów. Dla wielu obserwatorów to sygnał, że nastroje nie zmierzają w kierunku finału, którego oczekiwała Bruksela.
Zamieszanie dopełnia historia z ostatniego szczytu europejskich przywódców. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił wtedy przedwcześnie, że wszystkie kraje poparły umowę. Rzeczywistość okazała się mniej spektakularna, a przewodniczący Rady António Costa musiał korygować tę wypowiedź.
Nadchodzące tygodnie będą testem odporności politycznej całej Unii i jeśli Parlament zatwierdzi zabezpieczenia, a Rada wypracuje kwalifikowaną większość, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen faktycznie wyleci do Brazylii podpisywać porozumienie, a nie jedynie, jak żartują europosłowie, korzystać z biletów podczas nieplanowanych wakacji.
Szczyt UE 18–19 grudnia może okazać się momentem kulminacyjnym, w którym los jednego z największych projektów handlowych Europy zostanie przesądzony. Dla jednych to szansa na ożywienie eksportu i wzmocnienie więzi z Ameryką Łacińską, dla innych, ryzyko podważenia wrażliwych sektorów europejskiej gospodarki. Dla wszystkich to natomiast przypomnienie, że polityka handlowa nie jest technokratyczną zabawą, lecz polem, gdzie krzyżują się interesy, emocje i presja czasu.
Mercosur miał być symbolem otwartości, ale teraz staje się testem, czy Europa potrafi jeszcze doprowadzić duże projekty do końca, zanim zdąży je sama rozmontować.
Bogdan Feręc
Źr. Politico
Fot. CC BY-SA 3.0 Heraldry

