Drżę z przerażenia. Meta postanowiła mnie wychować – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Drżę z przerażenia. Meta postanowiła mnie wychować

Tak sobie wczoraj sprawdzam firmową pocztę. Ot, zwyczajna czynność człowieka, który zamiast czekać na objawienie, sprawdza, czy ktoś czegoś od niego nie chce. Nagle widzę wiadomość oznaczoną jako ważną.

Już sam ten fakt wzbudził moją czujność, bo w moim prywatnym rankingu naprawdę ważnych wiadomości znajduje się obecnie właściwie tylko jedna: „Informujemy, że ceny prądu zostały obniżone”. To byłaby wiadomość ważna. Reszta może poczekać. Ale skoro ktoś już postanowił nadać swojej wiadomości rangę niemal państwowego komunikatu, otwieram, czytam i rzeczywiście. Meta postanowiła się mną zainteresować, choć nie dlatego, że odkryłem lek na raka, nie dlatego, że miałem – przy ciętych już zasięgach 700 000 odsłon w zeszłym miesiącu i nawet nie dlatego, że zacząłem publikować zdjęcia kotów. Nie.

Meta uznała najwyraźniej, że moje treści wymagają szczególnej troski, a może to ja jej wymagam. Tego nie wiem. Dowiaduję się więc, że moja strona oraz reklamy zostały ograniczone, ponieważ – cytuję – „niektóre treści” nie spełniają warunków świadczenia usług oraz „standardów społeczności Meta”.  Brzmi groźnie, prawda? Już niemal widziałem przed oczami komisję specjalną siedzącą gdzieś w kalifornijskim wieżowcu. Kilkanaście osób w garniturach, trzy monitory, siedem regulaminów, kawa i ktoś, kto właśnie mówi:

– Panowie, mamy problem. Feręc znowu napisał coś, co mu się wydaje.

Sytuacja musi być rzeczywiście poważna. Meta informuje mnie bowiem, że moja strona nie kwalifikuje się do rekomendacji, a wyświetlanie reklam zostało tymczasowo wstrzymane. I tu powinienem chyba paść na kolana. Powinienem natychmiast pobiec do komputera, przeprosić, pokajać się, przyznać do winy, podpisać stosowne oświadczenie, obiecać poprawę i dopraszać się u Wielkiego Algorytmu o łaskę.

Tylko jest jeden drobny problem. Mam to w… gdzieś.

Nie dlatego, że jestem przeciwnikiem zasad. Każda platforma może ustalać własne reguły. Każdy właściciel serwisu może określać, co chce u siebie publikować i czego nie chce. To jest jego prawo. Ale dokładnie tak samo ja mam prawo zdecydować, czy chcę tańczyć według muzyki, którą mi puszcza algorytm.

I tutaj odpowiedź brzmi: Nie.

Nie mam zamiaru pisać tego, co podoba się anonimowemu systemowi. Nie mam zamiaru zastanawiać się przed każdym zdaniem, czy jakiś automatyczny filtr uzna je za wystarczająco grzeczne, wystarczająco miękkie, wystarczająco bezpieczne i wystarczająco pozbawione charakteru. Nie po to człowiek bierze się za dziennikarstwo i publicystykę, żeby na końcu zostać własnym cenzorem na etacie.

Jeżeli napiszę coś głupiego – można mi odpowiedzieć. Jeżeli napiszę coś nieprawdziwego – można to sprostować albo oddać pod sąd. Jeżeli się pomylę – można mnie poprawić. Jeżeli ktoś uważa, że piszę bzdury – proszę bardzo, jego prawo. Polemika jest przecież starsza niż internet i, o dziwo, nie wymagała do tej pory zgody Marka Zuckerberga.

Można ze mną dyskutować, można mnie krytykować, można się ze mną nie zgadzać, można nawet napisać, że kompletnie odjechałem. Ale nie będę przyjmował od bezosobowego komunikatu korporacyjnego obrońcy niewiniątek, że od dzisiaj mam uważać na każde słowo, bo jakiś algorytm uznał, że moje teksty nie pasują do jego wizji „bezpiecznego i zgodnego z zasadami środowiska”. Wtedy mogę tylko powiedzieć, gdzie mam takie środowisko, choć dopiero kolonoskopia to wykaże.

Nie jestem na platformie po to, żeby produkować treści pod algorytm. To platforma jest po to, żeby umożliwiać ludziom publikowanie treści. Oczywiście, ktoś może teraz powiedzieć: „Ale przecież zaakceptowałeś regulamin”. Tak. I jeżeli Meta uważa, że doszło do konkretnego naruszenia jej regulaminu, niech wskaże konkretną treść, konkretny punkt regulaminu i konkretną podstawę decyzji.

Nie interesuje mnie natomiast korporacyjna nowomowa, w której „nasz system wykazał”, „Twoja strona nie kwalifikuje się”, „zapewniamy bezpieczne środowisko”, „system będzie nadal monitorował” i „po ukończeniu procesu weryfikacji” wszystko może wrócić do normy.

To brzmi trochę jak rozmowa z automatem, który właśnie odkrył, że posiada władzę, a ja mam do automatów pewną staromodną słabość – nie lubię, kiedy próbują mnie wychowywać.

Jeszcze bardziej rozbawił mnie przycisk „Zweryfikuj teraz”. Kliknij. Potwierdź. Udowodnij. Przeproś. Dostosuj się. Podporządkuj. A najlepiej jeszcze pocałuj algorytm w pierścień. Nie, dziękuję.

I tutaj dochodzimy do najbardziej zabawnej części całej historii. Być może ktoś rzeczywiście chciał mnie postraszyć. Być może chciał, żebym przeczytał słowo „ograniczenie” i natychmiast zaczął się pocić. Być może ktoś liczył, że pomyślę: „O Boże, Meta się obraziła. Co ja teraz zrobię?”.

Otóż nic. Naprawdę nic. Jeżeli ograniczycie mi reklamy – przeżyję, a na dodatek zmienie dostawcę reklam. Jeżeli nie będziecie rekomendować mojej strony – również przeżyję. Jeżeli algorytm postanowi, że moje teksty nie są wystarczająco poprawne, odpowiednio wygładzone albo dostatecznie zgodne z jego własnym wyobrażeniem o świecie – też przeżyję.

Internet nie jest jedynym miejscem, w którym można publikować, a tym bardziej nie jest jedynym miejscem, w którym można myśleć. Mam własną stronę, własne teksty, własny rozum i przede wszystkim własne zdanie. I właśnie to ostatnie najwyraźniej bywa dzisiaj towarem reglamentowanym.

Nie zamierzam też nikomu udowadniać, że jestem „właściwym” człowiekiem do publikowania określonych opinii. Nie będę pisał pod dyktando moderatora, którego nazwiska nie znam, ani tłumaczył się przed algorytmem, który nie potrafi odróżnić ironii od deklaracji, krytyki od pochwały, a publicystyki od instrukcji obsługi pralki.

Mam pisać? To będę pisał. Czasem komuś się spodoba, czasem kogoś wkurzy, czasem ktoś się ze mną zgodzi, czasem ktoś uzna, że kompletnie bredzę. I bardzo dobrze. Tak wygląda przestrzeń publiczna, kiedy jeszcze istnieje w niej miejsce na spór.

Wolność słowa nie oznacza przecież, że wszyscy mają obowiązek mnie lubić, ja nie jestem zupą pomidorową. Nie oznacza też, że ja mam obowiązek podobać się wszystkim. Oznacza przede wszystkim możliwość wyrażania poglądów i uczestniczenia w debacie w granicach obowiązującego prawa.

A jeżeli ktoś chce ze mną polemizować – zapraszam. Jeżeli chce wykazać, że się mylę – jeszcze lepiej. Jeżeli chce mnie przekonać argumentami – proszę bardzo. Natomiast jeżeli jedynym argumentem jest komunikat: „Nasz system wykazał, że nie spełniasz naszych standardów”, to wybaczcie, ale nie robi to na mnie większego wrażenia.

To mniej więcej tak, jakby samoobsługowa kasa z supermarketu powiedziała mi, że nie mogę kupić łososia wędzonego na zimno, bo nie podoba się jej moja karta płatnicza.

Okay, wysłucham, uśmiechnę się i pójdę dalej. A jeśli chodzi o groźby, ograniczenia zasięgu i wszystkie te wielkie słowa o bezpieczeństwie platformy, to pozwolę sobie zakończyć klasycznie.

Nie będę przed nimi drżał. Nie będę też urządzał dramatycznej ceremonii pożegnania z Facebookiem. Nie będę pisał błagalnego listu. Nie będę prosił algorytmu o przebaczenie. Nie będę udowadniał, że jestem grzeczny. I już na pewno nie zamierzam robić tego dlatego, że ktoś gdzieś uznał, iż powinienem pisać inaczej. Bo jeżeli za każdym razem, kiedy komuś nie podoba się mój tekst, mam zmieniać zdanie, to równie dobrze mogę przestać pisać.

A tego akurat nie zamierzam robić, więc, droga Meto, jeśli rzeczywiście chcecie mnie ograniczać – proszę bardzo. Róbcie swoje. Ja zrobię swoje, a teraz wybaczcie, mam ważniejsze rzeczy na głowie.

Sprawdzę, czy może jednak ktoś obniżył ceny prądu. To byłaby dopiero ważna wiadomość.

Bogdan Feręc

Photo by Julio Lopez on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Dyskusja o zjednocze
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.